Przez trzy kwarty to nie był wielki mecz, ale podobno w tych najważniejszych spotkaniach się zwycięża, a nie gra pięknie. FC Barcelona Regal w myśl tej sentencji pokonała w walce o finał Pucharu Króla w Vitorii gospodarzy turnieju - Caja Laboral w stosunku 80:69. Jutro zagrają w finale ze zwycięzcą pary Valencia Basket - Herbalife Gran Canaria. Tym samym Katalończycy przeszli do historii, jako pierwsi, którzy zagrają w czterech finałach Pucharu Króla z rzędu (2010-13), zaś Navarro został najlepszym triplistą w dziejach rozgrywek Copa del Rey.
Tym razem nie było tak dramatycznie, obyło się bez dogrywek, jednak to nie znaczy, że kibice nie doświadczyli emocji. Przez trzy kwarty drużyny toczyły równorzędną walkę, ze wskazaniem na Caja Laboral, jednak od początku ostatniej części spotkania Barça Regal podkręciła tempa i zanotowała serial punktowy 16-0, co przesądziło o losach meczu. Bohaterem półfinału w Vitorii został wciąż zmagający się z urazem Juan Carlos Navarro (20 punktów, 2 zbiórki, 2 asysty, 4/7 3FG), który pomimo dyskomfortu został najlepszym strzelcem spotkania. Marcelinho Huertas, który rozegrał wspaniały mecz z Madrytem (13 punktów, 10 asyst), dziś ponownie idealnie organizował grę mistrzów Hiszpanii, co okrasił dziewięcioma asystami. Niemal tradycyjnie nie zawiódł Ante Tomić (9 punktów, 10 zbiórek, 2 asysty), który otarł się o double-double. Zawiódł zaś bohater ćwierćfinału - Pete Mickeal (5 punktów, 2 asysty, 1/5 FG), który skończył mecz z ujemnym wskaźnikiem evaluation (-1), ale przecież zwycięzców się nie sądzi.
Zły początek i zgrabna reakcja
Wypełniona po brzegi hali Fernando Buesa Arena i donośne okrzyki "Baskonia, Baskonia!" - w takich okolicznościach rozpoczęło się spotkanie o finał Pucharu Króla w Vitorii. Nie może więc dziwić, że to gospodarze lepiej czuli się na parkiecie w pierwszych minutach spotkania. Po kilku chwilach i trójce Nocioniego objęli już 5-punktowe prowadzenie (7:12), natomiast kiedy po stracie Mickeala kontrę sfinalizował Causeur zrobiło się naprawdę nieprzyjemnie (7:16). Xavi Pascual wziął przerwę na żądanie i Katalończycy wreszcie zareagowali. Małe remontada rozpoczęła się skromnie od dwóch celnych rzutów wolnych Jawaia, jednak później firmowy rzut z kolanka trafił Marcelinho, a następnie Nathan Jawai zagrał już bardziej spektakularnie najpierw blokując Pleissa, a następnie popisując się pięknym hakiem (13:16). Całą kwartę apetyczną trójką zakończył Brad Oléson i koszykarze Xaviego Pascuala przegrywali zaledwie punktem (18:19).
Równa walka godnych rywali
Nowy gracz Barçy Regal nie okazywał żadnego sentymentu swoim byłym kolegom z szatni ponownie rzucając trójkę na początku drugiej kwarty (21:21). Wtedy Nemanja Bjelica odpowiedział w identyczny sposób, jednak tę walkę na argumenty wygrali goście z Katalonii za sprawą dwóch udanych wewnętrznych akcji Tomicia oraz kolejnego rzutu trzypunktowego Brada Olésona (29:28), który w tym fragmencie meczu był rewelacyjny (9 punktów, 3/3 3FG). Chwilę później koszykarz z Alaski zanotował asystę przy brutalnym wsadzie Xaviego Rabasedy (31:28), jednak od tej pory Katalończycy zanotowali cztery straty w ataku z rzędu, co wykorzystali gospodarze z Bjelicą na czele (31:32). Ostatecznie pomimo celnego rzutu trzypunktowego CJ Wallace'a to Caja Laboral na przerwę schodziło zwycięskie (35:39).
Na początku trzeciej kwarty podopieczni Xaviego Pascuala szybko wyrównali za sprawą Navarro, który powracał do tego spotkania na najważniejsze momenty (47:47). Trójkę lidera Barçy Regal trafieniem wewnętrznym poprawił Tomić (49:47), jednak wtedy dwa rzuty trzypunktowe w krótkim odstępie czasu rzucili comboguard Huertel (11 punktów, 4 asysty) i San Emeterio (49:53). Chwilę przed końcem trzeciej kwarty podopieczni Zana Tabaka prowadzili 53:57 i naprawdę warto zapamiętać ten rezultat. Ostatecznie przedostatnią część półfinału piękną akcją penetracyjną niemal równo z syreną zakończył Juan Carlos Navarro i zmniejszył straty do zaledwie dwóch oczek (55:57).
Decydująca czwarta kwarta; 16-0!
Ostatnia kwarta rozpoczęła się zupełnie niewinnie - podobnie jak mała remontada na początku meczu - za sprawą dwóch rzutów wolnych Erazema Lorbeka. Następnie Słoweniec poprawił swój dorobek punktowy ładnym rzutem z półdystansu. Gospodarze jakby zatracili umiejętność punktowania w każdej akcji pudłując, bądź notując stratę. Katalończycy to skrupulatnie wykorzystali - najpierw trójkę rzucił Navarro, później w ślady swojego mentora poszedł Xavi Rabaseda również trafiając za trzy (57:65). Wielki serial kontynuował Jawai, który włożył piłkę do kosza z góry, a zakończył go Xavi Rabaseda, który najpierw przechwycił piłkę, a następnie w kontrze wykonał dunk (69:57). To były decydujące chwile dla tego spotkania. Caja Laboral przerwała czarną serię trójką Huertela, który dopiero po pięciu minutach czwartej kwarty zdobył pierwsze punkty dla gospodarzy. Baskowie starali się nadrabiać straty - za trzy trafił Lampe (15 punktów, 5 zbiórek), jednak Barça Regal szybko odbierała im chęci za sprawą trójek Navarro i Lorbeka. Ostatecznie Katalończycy zwyciężyli w stosunku 80:69 i zagrają jutro w wielkim finale Pucharu Króla.
Caja Laboral (19+20+18+12): Heurtel (11), Causeur (4), Nocioni (11), M.Bjelica (2), Lampe (15)- wyjściowa piątka- Cabezas (0), San Emeterio (5), Pleiss (11), Jelinek (0), N. Bjelica (10), Cook (0).
FC Barcelona Regal (18+17+20+25): Sada (4), Navarro (20), Mickeal (5), Lorbek (12), Tomić (9)- wyjściowa piątka - Huertas (4), Jasikevicius (0), Wallace (3), Rabaseda (7), Oléson (9), Jawai (7).
Komentarze (68)