Niedzielny rezultat uzyskany na Mestalla sprawił, że Barcelona w ostatnich sześciu meczach, trzy razy zremisowała i raz przegrała. Wyjazdowe 1:1 z Valencią nie jest jednak powodem do wstydu, tak samo, jeżeli chodzi o zeszłotygodniowe El Clásico, podczas którego byliśmy świadkami futbolu na najwyższym poziomie.
Leo Messi ustanowił kolejny rekord - strzelił bramki w każdej z ostatnich dwunastu kolejek. Natomiast Víctor Valdés wspaniałą interwencją w końcówce meczu, kiedy uratował Barcelonę przed prawdopodobną porażką, pokazał, że mimo ogłoszenia braku chęci do przedłużania swojego kontraktu, nadal pozostaje w doskonałej formie.
Jednak to pokazuje nam, że zaczynamy niezwykle trudny okres, a liderze ligi hiszpańskiej po raz kolejny muszą wydobyć z siebie kolejną iskrę, koncentrację i dodatkową energię do walki.
Niedzielne spotkanie z Getafe rozpocznie się w samo południe. Ostatni mecz rozegrany przez Barcelonę o 12:00 miał miejsce, kiedy prezydentem klubu był Joan Laporta, a klub wdał się w spór z holenderską federacją, ligą i Sevillą, nalegając, żeby mecz rozegrano dzień wcześniej niż zakładano, ze względu na wyjazd kluczowych piłkarzy na zgrupowania reprezentacyjne. Cocu, Reiziger, Overmars, Kluivert, De Boer oraz Javier Saviola musieli opuścić Katalonię we wtorek 2 września, a jak twierdziła Barcelona, prezydent Sevilli José Maria del Nido, zgodził się na przełożenie meczu o dzień. Ten, ku wielkiemu zaskoczeniu, wszystkiego się wyparł. Ostatecznie, holenderska i argentyńska federacja w porozumieniu z Laportą, zgodziły się, żeby spotkanie rozegrano 3 września parę minut po północy.
Był to połowiczny sukces; szalone, ze względu na okoliczności rozpoczęcia, spotkanie zakończyło się remisem 1:1. Trybuny zgromadziły aż 80 tysięcy kibiców, siedzących cicho do momentu, kiedy magiczny Ronaldinho zaliczył swoje pierwsze trafienie w barwach Barcelony (red.
target="_blank">tutaj). Camp Nou zadrżało, jak nigdy wcześniej. Tak, że aż sejsmolodzy musieli to zarejestrować w swoich odczytach.
Co ciekawe, w ostatnie spotkanie Barcelony w samo południe również zamieszana była Sevilla. W kwietniu 1985 roku, w jedną z niedziel na ulicach pięknej Sewilli, podczas jednego z religijnych świąt, zaplanowane było przepędzanie byków z centrum miasta na arenę przez słynnych hiszpańskich matadorów i toreadorów (hiszp. encierro). Barcelona, zainspirowana chęcią niektórych piłkarzy do obejrzenia tego niezwykłego widowiska, wyszła z inicjatywa rozegrania meczu o wcześniejszej godzinie. Ostatecznie, pierwszy gwizdek sędziego miał miejsce równo o 12.
Tyle, jeżeli chodzi o pewne dziwne anegdoty. Jordi Roura nadal pozostaje w stałym kontakcie z Tito Vilanovą, który przebywa na kuracji w Nowym Jorku. Szkoleniowiec Barcelony ma na pewno rękę na pulsie w sprawach wyboru składu, zważywszy na fakt, że Roura zapewnia mu wszelkie niezbędne informacje z treningów. W tym tygodniu ten proces będzie dużo trudniejszy. Do czwartku, jak wiele innych europejskich klubów, Barça pozostanie jedynie z czterema, pięcioma graczami pierwszej drużyny, kiedy reszta zagra dla swoich reprezentacji.
To są te podróże, które wyczerpują najbardziej. Długie przeloty, zmiana w codziennych treningach, możliwość doznania niepotrzebnej kontuzji, dodatkowe medialne obowiązki i nocne powroty do Barcelony.
W tym samym czasie, sztab szkoleniowy Barcelony będzie analizował ostatnie występy swojej drużyny oraz kolejnych rywali, poszukując, co można jeszcze usprawnić i na co należy uważać. To może być niezwykle cenny czas, ale jednocześnie nie ma możliwości kontaktu ze swoimi zawodnikami.
To jest moment dla finezji. Prawdziwy sprawdzian dla tych zawodników, którzy będą musieli być wypoczęci i gotowi na weekendowy ligowy mecz, korzystając na zmęczeniu, czy kontuzji innych. Dlatego presja spoczywa na asystencie Tito Vilanovy, kiedy odzyska swoich piłkarzy - najważniejsze będzie wybrać do gry tych odpowiednich, nie będących wyczerpanych po długich podróżach i ciężkich spotkaniach w środku tygodnia.
Getafe to zespół, który wielu ludzi lekceważy. Jednak, z sześciu ostatnich meczów na Camp Nou pomiędzy Barceloną, a madrycką drużyną, aż trzy to jedno bramkowe wygrane Katalończyków, dwa remisy i tylko jedna przekonująca demolka.
Podopieczni Luisa Garcii to rywal, przy którym nie można pozwolić sobie na drzemkę. W poprzednim sezonie Getafe pokonało u siebie zarówno Barcelonę, jak i Real Madryt. Nie można ich zlekceważyć.
Komentarze (34)