Adriano - nazwisko tego piłkarza było chyba najczęściej wymieniane w sportowej prasie dzień po meczu FC Barcelony z Valencią w ramach 3. kolejki Primera División. We wspomnianym spotkaniu, Brazylijczyk cudownie uderzył prawą nogą z narożnika pola karnego umieszczając piłkę w okienku bramki strzeżonej przez Diego Alvesa. Był to gol nie tylko pięknej urody, ale także jedyny w tamtym pojedynku, dzięki czemu Blaugrana zainkasowała bardzo cenne trzy punkty. Dzisiejszego wieczora na Estadio Mestalla obie drużyny zmierzą się w rewanżu.
Valencia to utytułowany klub założony w 1931 roku, który trofeum mistrza Hiszpanii wywalczył sześciokrotnie, a ostatni raz taka sytuacja miała miejsce w sezonie 2003/04. Od tamtego czasu zaczęła się już absolutna dominacja Dumy Katalonii i Królewskich. Czytając różnego rodzaju artykuły dotyczące rywala Barcelony, można spotkać się ze stwierdzeniem, iż jest to zespół, który ma największe szanse na zdobycie „małego mistrzostwa Hiszpanii", czyli trzeciego miejsca w tabeli, jako że pierwsze i drugie są zarezerwowane dla Barçy i Realu. Być może coś w tym jest, gdyż w ostatnich trzech latach Los Ches po zakończeniu rozgrywek meldowali się na najniższym stopniu podium.
Jednak obecnie - przynajmniej na ten moment - podopiecznym Ernesto Valverde nie wiedzie się zbyt dobrze. W ostatnim ligowym spotkaniu, które miało miejsce przed własną publicznością, musieli przełknąć gorycz porażki z Realem Madryt. Goście nie mieli litości wygrywając aż 5:0. Tydzień później Valencia odniosła co prawda wyjazdowe zwycięstwo 3:2 nad Deportivo, jednak wymęczona wygrana z beniaminkiem, znajdującym się na ostatnim miejscu w tabeli, zapewne kibicom wcześniejszego upokorzenia nie wynagrodziła. Dodatkowo Królewscy wyeliminowali Valencię także z Pucharu Króla.
Potyczka z gośćmi z Camp Nou jest doskonałą okazją do tego, aby odzyskać zaufanie swoich wiernych sympatyków. Wywalczenie trzech punktów byłoby wspaniałym lekarstwem na rany, które bardzo ciężko się goją. Jednym z czynników, w którym drużyna Ernesto Valverde może upatrywać swojej szansy jest to, że piłkarze Barçy mają za sobą bardzo ciężką środową na Santiago Bernabéu w ramach pierwszego półfinałowego starcia Copa del Rey. Ekipa Nietoperzy od pojedynku z Depor miała sporo czasu, aby zregenerować siły.
Dzisiejszy mecz jest bardzo ważny, a rywal bardzo wymagający. W mediach często pojawiają się głosy, iż Barçajuż wygrała ligę. Wygłaszanie takich tez jest jednak zupełnie niepotrzebne, bowiem przed nami jeszcze wiele spotkań. W dzisiejszym - jak w większości przypadków - Blaugrana jest zdecydowanym faworytem. Valencia znajduje się na ósmym miejscu w tabeli i od rywala dzielą ją aż 25 punkty. Liczby jednak nie grają, czego potwierdzeniem niech będzie choćby niedawna porażka podopiecznych Tito Vilanovy z Realem Sociedad.
Ostatni raz Barça przegrała na Mestalla prawie pięć lat temu - w marcu 2008 roku, gdy drużynę prowadził jeszcze Frank Rijkaard. Przez te pięć lat jednak łatwo na stadionie Valencii nie było. Katalończycy zremisowali tam cztery spotkania i odnieśli tylko jedno zwycięsywo. Teraz celem jest oczywiście wygrana, która pozwoliłaby powiększyć przewagę nad Realem Madryt do 18 punktów i przynajmniej utrzymać 11-punktową przewagę nad Atlético (również gra dzisiaj).
W kadrze gospodarzy zabraknie Daniego Parejo, natomiast pod znakiem zapytania stoi występ Nelsona Valdeza oraz Jonasa Gonçalvesa. Do składu powraca za to Roberto Soldado, który borykał się ostatnio z silnymi skurczami. Jordi Roura ma do dyspozycji wszystkich zawodników pierwszego składu, co potraktujmy jako dobry prognostyk przed wieczornym widowiskiem.
Komentarze (118)