FC Barcelona w rewanżowym spotkaniu ćwierćfinałowej rywalizacji o Puchar Króla na La Rosaleda pokonała Málagę 4:2. W pierwszym meczu na Camp Nou padł remis 2:2, dlatego to Katalończycy awansowali do półfinału rozgrywek, gdzie zmierzą się z Realem Madryt. Bramki dla Barçy we wczorajszym meczu zdobywali Pedro (8 m.), Piqué (49 m.), Iniesta (76 m.) oraz Messi (80 m.). Dla gospodarzy trafiali natomiast Joaquín (12 m.) i Santa Cruz (68 m.).
Już wyjściowa jedenastka, którą desygnował do gry Jordi Roura uwidoczniła, jak poważnie traktuje tę grę FC Barcelona i jak dużą posiada świadomość skali wyzwania. Od początku meczu obawy wydawały się nieuzasadnione, ponieważ bardzo szybko bramkę zdobył Pedro (8 min.) po podaniu wyjątkowo aktywnego Daniego Alvesa. Z pewnością przeciwnicy Barçy wzniosą alarm, jakoby Brazylijczyk w momencie otrzymania podania był na pozycji spalonej, jednak w moim odczuciu była to sytuacja wyjątkowo stykowa i mowa o spalonym byłaby sporym nadużyciem. Kiedy Katalończycy w wymarzony sposób weszli w mecz sytuację błyskawicznie odwrócił Joaquín (12 min.), który plasowanym strzałem tuż przy słupku pokonał Pinto po uprzednim podaniu Dudy. Kolejna bramka i kolejna kontrowersja. Przy wyprowadzaniu kontrataku piłkę ręką zagrał Seba, zaś sędzia nie zareagował, czego następstwem był gol. Analizując pracę Mateu Lahoza w dalszej części zawodów, obronił on swoją decyzję, nie używając gwiazda przy kolejnych takich sytuacjach. Tutaj należy postawić pytanie: czy było to podyktowane świadomością uznania bramki w takich okolicznościach? Tego nie rozstrzygniemy, jednak w zgodzie z niezmienną interpretacją gry przez sędziego, trzeba przyznać, że bramka została uznana prawidłowo, bo jeśli takich sytuacji nie gwiżdżemy, to nie(!) i kropka.
Zostawmy sprawy niesprecyzowanych przepisów. W dalszej części pierwszej połowy zawodnicy obu drużyn nie byli już tak skuteczni, jak na początku spotkania. Najpierw dobrą sytuację zmarnował Leo Messi, którego można z całą świadomością rozgrzeszyć, gdyż sam tę sytuację wypracował wyłuskując samodzielnie piłkę jednemu z obrońców. Niedługo potem ponownie aktywny był Messi, którego akcja dwójkowa z Iniestą zakończyła się strzałem tego drugiego w poprzeczkę bramki Kameniego (36 min.). Dwie minuty później do głosu doszła Málaga - z prawego skrzyła piłkę dośrodkował Jesús Gámez, a przed polem karnym dopadł do niej Camacho, którego strzał obronił Pinto, jednak chwilę później bliski dobicia piłki był jeszcze Seba. Pod koniec pierwszych 45 minut dobrą akcję przeprowadzili jeszcze Cesc z Messim (40 min.), jednak Argentyńczyk ponownie źle uderzył w dogodnej sytuacji i nawet ofiarna interwencja Weligtona wydawała się niepotrzebna, ponieważ piłka zmierzała obok słupka. Ostatnim akcentem pierwszej połowy było nurkowanie Fàbregasa w polu karnym za co wychowanek Barçy otrzymał żółtą kartkę.
Po przerwie - podobnie, jak w pierwszej połowie - od początku do ataku przeszła FC Barcelona i na efekty nie musieliśmy długo czekać. W 49. minucie spotkania piękną piłkę za linię obrony posłał Andrés Iniesta, gdzie już czekał na podanie świeżo upieczony tata - Gerard Piqué, który bez problemów umieścił futbolówkę w siatce. Podpieczni Roury postanowili pójść za ciosem, w efekcie czego najpierw nieźle uderzał głową Messi po podaniu Alvesa (56 min.), a następnie sam Brazylijczyk mógł podwyższyć wynik spotkania po pięknej akcji Cesca lewą stroną boiska (59 min.), jednak prawy obrońca Barçy po prostu skiksował. Dosłownie minutę później kopię akcji Fàbregasa lewą stroną przeprowadził Jordi Alba, jednak jego próba wyłożenia piłki do Messiego została bezlitośnie przerwana przez pewnego w swoich interwencjach Weligtona. Po kwadransie drugiej połowy do gry wróciła Málaga, ponownie w kontrowersyjnych okolicznościach. Po akcji Barcelony w polu karnym z wyrazem rozpaczy na twarzy leżał na murawie Cesc Fàbregas. Piłkarze Málagi nie zważali na ten fakt i przeprowadzili szybki atak, kiedy w 68. minucie meczu Santa Cruz wykorzystał podanie Joaquína i precyzyjnym strzałem od słupka umieścił piłkę w bramce Pinto. Tutaj serca kibiców zadrżały, ponieważ przy takim wyniku do wyłonienia kolejnego półfinalisty potrzebna by była dogrywka.
Gospodarze nie zamierzali składać broni. Już chwilę później, w 70. minucie meczu, wyprowadzić na prowadzenie Andaluzyjczyków mógł Seba, jednak na wysokości zadania stanął Pinto. FC Barcelona jednak, jak na obrońców tytułu przystało, jeszcze raz wspięła się na wyżyny możliwości i tym razem publiczność zachwycił Cesc Fàbregas. W 76. minucie Katalończyk fantastycznie przyjął piłkę na skraju pola karnego, równocześnie się odwracając w stronę bramkę, a następnie idealnie obsłużył podaniem Andrésa Iniestę. '8' Barçy nie mógł zmarnować takiej sytuacji i ponownie wyprowadził gości na prowadzenie. Málaga, która w tych okolicznościach do awansu potrzebowała dwóch bramek ruszyła do rozpaczliwego ataku, jednak spotkała ją za to jedynie kara w postaci bramki Leo Messiego (min. 80), po wcześniejszym świetnym dośrodkowaniu Daniego Alvesa. W końcówce Roura przeprowadził kilka zmian - na boisku pojawili się Thiago, Adriano i Alexis. Właśnie Chilijczyk w 88. minucie meczu pięknie podał piłkę do Cesca, ten jednak zmarnował sytuację jeden na jeden z kameruńskim bramkarzem Málagi. Ostatecznie Katalończycy po dwóch meczach bez wygranej pokazali klasę mistrza i awansowali do półfinału, gdzie zmierzą się z Realem Madryt. Możemy już zacząć ostrzyć zęby przed wielką piłkarską wyżerką i to dwudaniową.
Komentarze (2628)