"Abidal wraca do gry!" – taką wiadomością podzielili się z kibicami we wtorek 18 grudnia dziennikarze katalońskiego radia RAC1. Szczęście barcelonismo nie trwało jednak długo. Co prawda z Abim jest już wszystko w porządku i Francuz jest na ostatniej prostej prowadzącej na murawę Camp Nou, ale drugą rundę w walce z chorobą rozpocząć musiał Tito Vilanova.
Badania lekarskie, które Vilanova wykonywał co dwa tygodnie, wykazały nawrót choroby. Operacja odbyła się w czwartek i teraz trenera Barçy czeka kilkutygodniowa chemio- i radioterapia. Czas pokaże, czy pod koniec lutego Tito będzie mógł wrócić na ławkę trenerską.
Na tę hiobową wieść błyskawicznie zareagowało całe piłkarskie środowisko. Wyrazy wsparcia dla Mistera wyraziła rzesza futbolistów i działaczy głównie za pośrednictwem portali internetowych. Do klubu napływały też oficjalne oświadczenia drużyn, które życzyły Vilanovie szybkiego powrotu do zdrowia. Gestów solidarności z Tito spodziewać się możemy również dzisiaj i to nie tylko ze strony Barçy (madrycki Real już zapowiedział, że piłkarze wejdą na murawie w koszulkach z wyrazami wsparcia dla Vilanovy).
Dziś grą Barcelony dyrygować będzie Jordi Roura, na co dzień asystent Vilanovy. Co ciekawe, nie pojawił się on na przedmeczowej konferencji prasowej, ale na pytania dziennikarzy odpowiadał Sergio Busquets. Roura spotka się z przedstawicielami mediów po spotkaniu na Estadio José Zorila.
Cel jest jeden: wygrać dla Tito. Nikt nie ma wątpliwości, że Barcelona będzie dodatkowo zmotywowana do gry. Na wspomnianej wcześniej przedmeczowej konferencji prasowej Busi przyznał, że „wygrana doda Tito dużo siły”. Na boczny tor schodzi świetna passa czy ligowa przewaga. Chodzi tylko i wyłącznie o zwycięstwo, które mogłoby być zadedykowane Vilanovie.
Real Valladolid tanio jednak skóry sprzedać nie zamierza. Podopieczni Miroslava Djukicia plasują się co prawda w środku ligowej tabeli, ale w ostatnich tygodniach niejednokrotnie pokazali, że stanowią kolektyw, z którym trzeba się liczyć. Najpierw drużyna z Kastylii i León pokonała na Ramón Sánchez Pizjuán Sevillę 2:1, a później stoczyła zacięty pojedynek z Realem Madryt (mimo dwukrotnego prowadzenia mecz zakończył się porażką Valladolid 2:3).
Pisząc o Miroslavie Djukiciu nie można nie wspomnieć o wydarzeniu z sezonu 1993/1994, które miało ścisły związek z Barceloną. Otóż przed ostatnią kolejką tamtego sezonu Barça zajmowała drugie miejsce w tabeli ze stratą jednego punktu do Deportivo La Coruña. W 38. serii spotkań piłkarze Cruyffa mierzyli się z Sevillą, którą pokonali 5:2, natomiast Deportivo grało u siebie z Valencią. W ostatniej minucie tego meczu gospodarze mieli szansę na zdobycie gola z rzutu karnego. Do piłki podszedł właśnie Djukić, ale jego uderzenie obronił bramkarz Valencii. W konsekwencji ekipa Depor zremisowała bezbramkowo swoje spotkanie, co w przypadku wygranej Barcelony oznaczało, że mistrzowski tytuł został na Camp Nou. „To był najsmutniejszy dzień w moim życiu” – wspominał po latach Djukić.
Na Estadio José Zorila zabraknie Songa i Adriano, którzy zmagają się z drobnymi urazami i zostali w stolicy Katalonii. Jordi Roura ma do dyspozycji Valdésa, Pinto, Alvesa, Piqué, Puyola, Xaviego, Villę, Iniestę, Alexisa, Messiego, Thiago, Dos Santosa, Mascherano, Bartrę, Sergio, Pedro, Jordiego Albę, Montoyę i Tello. Dla Leo będzie to ostatnia okazja do podrasowania swojego kosmicznego osiągnięcia 90 bramek w jednym roku kalendarzowym. Jeśli Argentyńczyk zdobędzie dwa gole, wyrówna też rekord Zarry, który siedem razy z rzędu notował dublet w meczach ligowych.
Miejmy nadzieję, że ostatnie starcie Barcelony w 2012 zakończy się zwycięsko dla graczy z Camp Nou i trzy punkty będą mogły zostać zadedykowane choremu trenerowi, który już zdołał przejść do historii.
17. kolejka Ligi BBVA
22 grudnia 2012, Estadio José Zorila, godz. 18:00
Real Valladolid – FC Barcelona
Sędzia: Carlos Clos Gómez
Komentarze (242)