Odkąd Tito Vilanova przejął pałeczkę po Guardioli, było wiadomym, że na każdym kroku będą czekać go porównania do Pepa. Czy w tym sezonie Tito napisze własną historię i stanie się punktem odniesienia dla kolejnych trenerów?
Jeśli dalej pójdzie tak, jak do 14. kolejki La Liga, to od kolejnego sezonu tym, do którego będzie trzeba czynić porównania, zostanie sam Tito Vilanova. Trener, który tydzień temu pobił ustanowiony przez Real Madryt rekord największej liczby punktów zdobytych na starcie rozgrywek ligowych.
Już latem, gdy został pierwszym szkoleniowcem, ogłosił, że nie interesują go żadne porównania. Tito miał być człowiekiem kontynuującym odniesienia do przeszłości, między innymi z powodu swojej współpracy z Pepem Guardiolą. Razem tworzyli duet, który pobił wiele rekordów, zarówno klubowych, jak i ligowych. To był rozsądny i logiczny punkt wyjścia, argument, którego sam Guardiola użył po swoim pierwszym sezonie trypletu, stwierdzając, że od tego momentu „nie ma już się do czego porównywać".
A jednak cudownie było kontynuować to uzależnienie od bicia stratosferycznych rekordów, zarówno indywidualnych jak i drużynowych. Wydaje się, że nowy-stary trener wyprowadził Barçę z rozdroży, na których znalazła się na wiosnę, gdy brakowało tej iskry, tej potężnej motywacji, jakiej byliśmy świadkami wcześniej. Jeśli nie można jeszcze nazwać Vilanovy zwycięzcą, bo mamy za sobą jedynie trzy miesiące rozgrywek, to z pewnością można powiedzieć, że udowodnił, iż ma mentalność niezbędną dla tego miejsca i czasu. Mentalność zwycięzcy.
W sobotnią noc 1 grudnia, z lekkością i zostawiwszy całą presję w domach, piłkarze zaserwowali nam goleadę. Schodząc z boiska, mieli komfort czternastu punktów przewagi nad Realem, sześciu nad Atlético i oczekiwania na derby Madrytu. Jako dodatek do tego wszystkiego, Barça ustanowiła rekord najlepszego startu sezonu w La Liga. Te liczby są wyjątkowo wymowne: trzynaście zwycięstw i jeden remis. To wystarczające podstawy, by móc mówić o zespole o wielkich możliwościach i aspiracjach, zdolnym do walki o wszystko. Bez Pepa, za to z Tito, który krok po kroku kontynuuje to samo, co najbardziej kochają wszyscy barceloniści. Zwycięstwa.
Legendarny Vilanova? Czemu nie?
Komentarze (35)