Za dwa dni, w piątek (23 listopada), minie piętnaście lat od debiutu Juana Carlosa Navarro w pierwszej drużynie FC Barcelony. Kapitan Barçy Regal jest żywą legendą europejskiej koszykówki, w swojej karierze zdobył już wszystko, jednak zapewnia, że wciąż ma wiele 'trójek' do rzucenia. La Bomba z okazji swojego jubileuszu w wywiadzie dla oficjalnej strony Klubu wspomina debiut, swoje niezapomniane chwile, ale również spogląda w przyszłość.
Juan Carlos Navarro w pierwszej drużynie Barçy zadebiutował 23 listopada 1997 roku w meczu przeciwko CB Granada. Od tej pory minęło niemal okrągłe piętnaście lat. La Bomba w tym czasie w barwach swojego ukochanego klubu rozegrał 801 meczów we wszystkich oficjalnych rozgrywkach. Opuścił Barcelonę tylko na rok, kiedy chciał spróbować sił w NBA. O tym i o wielu innych sprawach kapitan Barçy Regal opowiedział w wywiadzie dla FCBarcelona.cat.
To już 15 lat po debiucie...
Tak. Nikt sobie tego nawet nie wyobrażał. Zwłaszcza ja. Ale myślę, że jeśli spojrzeć wstecz, rozważyć bilans wzlotów i upadków, to wszystko potoczyło się dobrze.
Pamiętasz ten dzień?
Doskonale. Jest to szczególny dzień w moim zawodowym życiu i nigdy go nie zapomnę. To był mecz przeciwko Granadzie w domu. Wszedłem na parkiet w ostatniej kwarcie.
Jakie to było doświadczenie?
To był pierwszy raz, kiedy zostałem powołany do pierwszej drużyny na oficjalny mecz. Nie byłem zdenerwowany, ale miałem pewne obawy, czy Joan Montes (ówczesny trener Barcelony - przyp. red.) zechce, abym zagrał. Wszyscy koledzy przed meczem dodawali mi otuchy i mówili, abym zachował spokój, a ja czułem się bardzo komfortowo. Cały proces odbywał się we mnie, w środku. Moi rodzice przyjechali do mnie do Palau wraz z moimi prawdziwymi przyjaciółmi.
Potrafisz wyrazić słowami uczucia, które towarzyszyły ci kiedy stanąłeś na parkiecie?
Nerwy. Wstałem z krzesła, wszedłem na parkiet, a wszyscy klaskali, mimo że nic jeszcze nie zrobiłem. Myślałem wtedy tylko o tym, żeby nie popełnić jakiegoś głupiego błędu. Ale prawda jest taka, że wszystko potoczyło się bardzo dobrze. Zrobiłem wszystko o co mnie proszono i nie zawiodłem.
Wtedy doświadczyłeś też pierwszego kontaktu z katalońską publicznością...
Prawda jest taka, że miałem świetny kontakt z publicznością od pierwszego dnia. Z każdym dniem odczuwam to coraz mocniej. Czuję ich miłość, kiedy ludzie zatrzymują mnie na ulicy, aby zapytać mnie o coś, zrobić zdjęcie, lub prosić o autograf.
Piętnaście lat po debiucie i tylko jeden sezon poza Barçą...
Tak, w swoim czasie odczuwałem chęć gry i udowodnienia sobie czegoś pośród najlepszych koszykarzy na świecie, ale niczego nie żałuję. To było wspaniałe doświadczenie na każdej płaszczyźnie. Wiele się tam nauczyłem. Po roku zaproponowano mi, abym pozostał w NBA, ale gdy pojawiła się możliwość powrotu do Barçy, nie zastanawiałem się ani przez chwilę. Wiedziałem, że dojdziemy do porozumienia. Klub mnie chciał, a ja chciałem powrotu. Nie było lepszego wyboru.
Którzy koledzy z parkietu byli szczególnie ważni w twojej karierze?
Wielu z nich! To bardzo trudne, aby wymienić tylko kilka nazwisk. Ale takie nazwiska, które wyróżniają się najbardziej to Nacho Rodríguez, Pau Gasol, Gianluca Basile, Roger Grimau, Víctor Sada, Roberto Dueñas, Saras… było ich bardzo wielu, których poznałem w Barcelonie podczas tych wszystkich lat tutaj.
Jakie jest twoje najlepsze wspomnienie podczas gry w Barcelonie?
Jest ich również bardzo wiele. To już ponad dwadzieścia lat, od kiedy przyszedłem do Barçy. Mam wiele wspomnień pełnych szczęścia. Jednak pierwsza Euroliga w historii Klubu jest najlepszym wspomnieniem. Z drugiej strony Paryż 2010 jest bardziej wartościowy personalnie, ponieważ byłem o wiele ważniejszy dla zespołu. I wybrano mnie MVP. To była kumulacja wielu rzeczy: pracy, wysiłku, poświęcenia. Chociaż Liga zdobyta w poprzednim sezonie przeciwko Realowi Madryt również była wyjątkowym momentem. Ale to wszystko to nie tylko tytuły. W mojej głowie istnieją mecze, z którymi mam wiele wspaniałych wspomnień nie dlatego, że wygraliśmy, ale dlatego, że wydarzyło się wtedy coś, co było bardzo istotne w danych czasie.
Czy uważasz, że kolejny Navarro jest gdzieś w szkółce Barcelony?
Jestem przekonany, że tak! Ale nie Navarro. Nie będzie taki sam. Jednak z pewnością niedługo zobaczymy kolejną perełkę, która będzie zachwycać Palau. FC Barcelona jest klubem, który świetnie współpracuje ze szkółką i chociażby ja jestem przykładem na to, że wychowują się w niej dobrzy koszykarze.
I wreszcie, co przyniesie przyszłość?
Mam nadzieję, że więcej tytułów. Mam jeszcze kilka lat umowy w Klubie i chciałbym ostatnie lata w Barcelonie naznaczyć linią sukcesów. Nigdy nie znudzę się wygrywaniem. A gdy odejdę, chciałbym spojrzeć wstecz i zobaczyć, że pomogłem Klubowi stać się jeszcze większym, niż był.
Komentarze (6)