Ogłoszony gwiazdą w momencie, kiedy pod stołem mógł buszować na stojąco. Wychowanek klubu, który na „swoich” stawiać się nie boi. Pewny siebie, zdecydowany, świetnie wyszkolony technicznie, piekielnie szybki i skuteczny. A wciąż jeszcze na szansę udowodnienia swojego potencjału musi czekać. Dlaczego? I czy wreszcie się doczeka?
Zasługuje, czy nie zasługuje? Zadawałem sobie to pytanie wielokrotnie i nadal nie wiem. Wierzę jednak, że klub po prostu stara się być ostrożny, by uniknąć „bojanowego” falstartu. Wszak ma on dopiero 18 lat i choć wykazuje pierwsze oznaki zniecierpliwienia, to przecież ma jeszcze czas, a im szybciej nauczy się panować nad nerwami, kiedy jest zmieniany, tym lepiej dla niego.
Mowa oczywiście o Gerardzie Deulofeu, który zdobył w tym sezonie już sześć bramek dla rezerw Barcelony, dwie w reprezentacji U-21, przy kilku asystował i całkiem zdecydowanie puka do bram pierwszej drużyny. Vilanova zdaje się jednak tego dudnienia nie słyszeć, a i Eusebio usiłuje ustawić w szeregu młodego skrzydłowego. Tymczasem Gerard po zremisowanym meczu z Numancią (3:3), w którym zanotował ładną asystę przy pierwszej bramce, kreował siebie jako dojrzałego, pełnego pokory, cierpliwego…
- Wszyscy jesteśmy dobrymi przyjaciółmi i to widać na boisku. Zawsze staramy się zmieniać na lepsze i uczyć, tak podczas treningów, jak i w trakcie meczów.
- Musimy być cierpliwi i ciężko pracować, żeby awansować do pierwszej drużyny. To najlepszy na świecie zespół i nie jest łatwo dostać się do pierwszego składu.
- Zawsze jest coś, co można jeszcze poprawić. Jestem normalnym facetem i staram się uczyć czegoś nowego każdego dnia.
Trzeba mieć jednak świadomość, że gdzieś ten powód braku choćby jednej poważnej szansy do zaprezentowania swojej przydatności w lidze musi leżeć. I raczej nie jest nim niewystarczająca klasa sportowa. Dysonans pomiędzy powyższymi cytatami a zachowaniem Gerarda podczas meczów tłumaczy tę kwestię zdecydowanie lepiej. Krzyki, zniecierpliwienie, egoizm, spacery po połowie przeciwnika, gdy cała drużyna próbuje uniknąć konsekwencji jego straty - gdzie zatem ta pokora i dojrzałość? Miejmy nadzieję, że za kilka tygodni nie stwierdzi, że jest mu smutno. I daleki jestem od drwienia z Portugalczyka - po prostu zdaję sobie sprawę z tego, że Deulofeu przeszło 140 bramek w trzy sezony nie zdobył.
Bez względu na poprawność polityczną Gerarda, zapewniania klubu, ciepłe słowa Eusebio, czy nawet pochwały ze strony Vilanovy - przyszłość Deulofeu musi wyjaśnić się w ciągu kilku miesięcy. Świat futbolu w XXI wieku jest dżunglą, w której dżentelmeńskie umowy są raczej przejawem naiwności, niż standardem zachowań. Jeśli nie Barcelona, to jest przecież Manchester City, Arsenal Londyn. Co więcej, jest nawet Anży Machaczkała! A piłkarz to zawód - jak każdy inny. Podobnie agent piłkarski...
Komentarze (49)