W środowy wieczór, o 20:45 FC Barcelona zagra drugi wyjazdowy mecz w trwającej edycji Ligi Mistrzów. Jej rywalem będzie Celtic Glasgow, który przed dwoma tygodniami postawił wicemistrzom Hiszpanii trudne warunki. Tym razem wcale łatwiej być nie musi, a może będzie i trudniej, wszak The Bhoys zagrają przed własną publicznością, na Celtic Park.
Podopiecznym Tito Vilanovy przed środowym meczem przyświęca jeden jasny cel: wywalczenie awansu z grupy. Do osiągnięcia tego wyczynu po czwartej serii gier niezbędne będzie zwycięstwo w meczu wyjazdowym ze Szkotami. Jest to, jak określił na przedmeczowej konferencji Tito Vilanova, najważniejszy z pozostałych dla Barcelony meczów w tym roku kalendarzowym.
Cel Szkotów nie będzie jednak inny, bowiem walka o miejsce numer dwa w grupie G najpewniej trwać będzie do samego końca, a bić będą się o nie – oprócz Celticu – również Benfika i Spartak. Obecnie Szkoci są w najlepszej spośród tych drużyn mając przewagę jednego punktu nad trzecim w grupie Spartakiem i trzech oczek nad zamykającą tabele Benficą.
Taka sytuacja w grupie nie może zwiastować nic innego, niż zażartej walki o każdą piłkę. Po skutecznej grze w defensywie w poprzednim meczu, gospodarze jutrzejszego starcia z pewnością zwietrzyli swoją szansę na pokonanie wielkiej Barcelony, co jednak nie musi oznaczać takiej samej taktyki, jak ta zaprezentowana w stolicy Katalonii. Po pierwsze dlatego, że z pewnością „nie wypada” im w ten sposób zaprezentować się przed własną publicznością, a po drugie dlatego, że w ostatecznym rozrachunku nie przyniosło im to żadnych korzyści.
Przechodząc jednak do faktów trzeba zauważyć, że względem pierwszego meczu, tym razem w kadrze Barcelony doczekaliśmy się wzmocnienia. „Zielone światło” na udział w tym spotkaniu otrzymał Gerard Piqué, który jeśli dostanie szansę na grę od Tito Vilanovy po sporej przerwie, może mieć znaczący wpływ na pojedynki z rosłymi piłkarzami Celticu.
Nieco inaczej ma się sytuacja w szeregach Mistrza Szkocji. Środowi rywale nie będą mogli bowiem skorzystać ze swojego czołowego napastnika. Georgios Samaras, to piłkarz który strzelił dwa tygodnie temu bramkę dającą prowadzenie swojemu zespołowi w meczu z Barceloną. Jest to jednak także piłkarz, który w tamtym meczu doznał kontuzji, która wyklucza go z gry także w najbliższym meczu. Oczywiste jest więc, że będzie to spore osłabienie siły defensywnej The Bhoys.
Garść historii…
Barcelona po raz piąty zagości na stadionie Celticu. Dotychczas jej bilans jest co prawda dodatki, bo wygrała dwukrotnie, raz remisowała i jednokrotnie musiała przełknąć gorycz porażki, ale żaden z meczów na terenie jutrzejszego rywala nie był łatwy, miły i przyjemny – nawet te zwycięskie.
Zacznijmy jednak od początku, czyli od pierwszej konfrontacji obu drużyn w Glasgow. Miała ona miejsce w roku 1964 w ramach Pucharu UEFA i zakończyła się bezbramkowym remisem. Na następny pojedynek obu drużyn przyszło poczekać cztery dekady i był to jedyny, jak dotychczas wygrany pojedynek Szkotów w meczach z Barceloną.
Kolejne dwa, „najświeższe” starcia piłkarskich hegemonów swoich krajów rozgrywane w Szkocji przyniosły dwa pierwsze zwycięstwa na trudnym dla Barçy terenie. Pierwsze z nich zostało odniesione w sezonie 2004/2005, kiedy Katalończycy zwyciężyli 3:1. Z kolei ostatni mecz obu drużyn, który odbył się na Celtic Park miał miejsce w sezonie 2007/2008, a Barcelona wygrała go minimalnie, bo w stosunku 3:2.
Po rekord
Zwycięstwo w jutrzejszym meczu pozwoli Barcelonie wyrównać klubowy rekord startu w rozgrywkach Ligi Mistrzów. Nigdy poza sezonem 2002/2003 Katalończycy nie odnieśli czterech kolejnych zwycięstw w pierwszych czterech meczach fazy grupowej Pucharu Europy. Triumf w jutrzejszym meczu oznaczać będzie więc coś więcej niż trzy punkty i zapewnienie awansu z grupy – będzie także kolejnym aspektem dającym nieśmiertelność drużynie Tito, który przecież objął stary tak niedawno.
Mimo zmiany boiska i zażartej walki Barcelony o zwycięstwo do samego końca, bukmacherzy za mało realny uważają scenariusz inny, niż triumf Dumy Katalonii. Za ich zwycięstwo płacą w okolicach 1,30 zł, za remis – 5,90 zł, natomiast za triumf gospodarzy – 11,20 zł.
Jeśli podopieczni Vilanovy zagrają w środę swoją piłkę, a Szkoci postawią nieco więcej na ofensywę, aniżeli w pierwszym meczu, to: po pierwsze lepszego spektaklu spodziewać mogą się kibice, a po drugie – o zwycięstwo Barcelonie powinno być paradoksalnie łatwiej.
Komentarze (208)