Po Lidze Mistrzów czas na powrót do krajowych rozgrywek, w których w ramach 9 kolejki podopieczni Tito Vilanovy zmierzą się na wyjeździe z Rayo Vallecano. Choć rywal na pewno do potęg nie należy, to do meczu trzeba podejść ze świadomością, że tylko zwycięstwo pozwoli utrzymać dystans do odzyskującego formę Realu Madryt, a niestety wygrywanie w ostatnim czasie przychodzi Barcelonie z wielkim trudem.
Sezon rozpoczął się już na dobre. W La Liga mamy za sobą pierwsze Gran Derbi, a w Lidze Mistrzów wyłonili się faworyci grup, choć bez niespodzianek się nie obyło. Najważniejszy jest jednak fakt, że wystarczyło osiem kolejek spotkań, by Barcelona zyskała przewagę ośmiu punktów nad Realem Madryt, a na czarnego konia rozgrywek wyrosło nagle Atlético Madryt, które prowadzone przez niesamowitego Radamela Falcao utrzymuje kroku rekordowej Dumie Katalonii. Wreszcie można zatem mówić o pewnych zmianach! Co prawda wszyscy wróżą im krótki termin ważności, ale kiedyś przecież ta hegemonia dwóch drużyn w La Liga musi zostać przełamana.
Rayo potrafi sprawić niespodziankę
Zmiany zmianami, ale jedno na pewno można uznać za pewnik - faworytem dzisiejszego pojedynku może być tylko Barcelona. Nie znaczy to jednak, że ekipę ze stolicy można lekceważyć, a przestrogą niech będzie fakt, w dwóch pierwszych kolejkach spotkań Rayo odprawiło Granadę (1:0) i Betis (2:1), a następnie zmusiło do wysiłku Sevillę i Atlético. Andaluzyjczycy punkty w Madrycie stracili, nie potrafiąc zdobyć choćby jednej bramki (0:0), natomiast rewelacyjni w tym sezonie Rojiblancos z trudem zwyciężyli (4:3). Można zatem powiedzieć, że podopieczni Paco Jémeza osiągnęli całkiem wysoki poziom, a dotkliwe porażki, jak ta z Valladolid (6:1), to tylko pojedyncze wpadki.
Barcelona w ostatnim sezonie zbyt delikatnie się jednak z rywalami ze stolicy nie obchodziła. Pod koniec rozgrywek Rayo zostało na własnym podwórku wręcz rozbite (0:7), a i wcześniejszy pojedynek na Camp Nou miło wspominany przez rywali nie będzie (4:0). Tymczasem jeśli cofniemy się o dziesięć lat, to pojawi się obraz zupełnie innej ekipy z Vallecas. Doskonale obrazują to statystyki - Barcelona w Madrycie wygrywała do tej pory tylko czterokrotnie, sześć razy remisując i ponosząc trzy porażki. Jeśli dodatkowo weźmiemy pod uwagę, że trzy zwycięstwa Blaugrana odniosła w trzech ostatnich pojedynkach, to Campo de Fútbol de Vallecas zacznie jawić się jako całkiem solidna twierdza. Czy po tym sezonie będzie można mówić o pewnym renesansie ekipy ze stolicy? Z takimi sądami trzeba będzie jeszcze trochę poczekać.
„Ruszyła maszyna po szynach…”
Podopieczni Tito Vilanovy sezon rozpoczęli nadspodziewanie dobrze, tracąc punkty tylko w meczu z Realem. Tak dobre wyniki przysłaniać mogą jednak problemy, z którymi niewątpliwie drużyna boryka się od początku sezonu. Są nimi oczywiście kontuzje. Urazy Piqué, Puyola, Alvesa i Thiago z pewnością pracy sztabowi szkoleniowemu nie ułatwiają, co da się zauważyć po sposobie gry zespołu. Zwycięstwa kosztują Barceloną bardzo dużo i trudno oprzeć się wrażeniu, że Blaugrana rozpędza się w tym sezonie bardzo powoli. Powroty kontuzjowany powinny ten proces jednak zdecydowanie przyśpieszyć, a że potencjał ta ekipa ma ogromny, nie trzeba chyba nikogo przekonywać.
Na tę chwilę spośród rekonwalescentów do gry gotowy jest jedynie Dani Alves, przy czym jeśli przypomnimy sobie jego formę z początku sezonu, to o huraoptymizm tą informacją wywołany będzie trudno. Pozostali kontuzjowani wciąż pracują, by jak najszybciej powrócić do formy, ale trzeba będzie jeszcze trochę na nich poczekać. Największym problemem wciąż jest obrona, bo chociaż Bartra w Lidze Mistrzów dał sygnał, że można na niego liczyć, to o jakimkolwiek zgraniu i porozumieniu nie może być mowy, a ostatni pojedynek ligowy z Deportivo pokazał, że Tito obrony wciąż jeszcze nie odnalazł.
Wygrywać na przekór problemom
Bez względu na trudności, trzeba podtrzymać dobrą passę. Szczęście do tej pory sprzyjało Barcelonie i aż siedmiokrotnie w końcowych minutach wyrywała komplet punktów rywalom. Tylko raz ta sztuka się nie udała, w Gran Derbi. Wyniki z początku sezonu to ogromny sukces, bo bez obrony nie jest łatwo gromadzić punkty. Grzechem byłoby zatem teraz tę zdobycz zaprzepaścić. Forma w końcu przyjdzie. Można przypuszczać, że stanie się to wraz z powrotem do zdrowia stoperów. Kluczem jest jednak dotrwać do tego momentu bez straty choćby jednego oczka. Wygrana z Rayo ma być natomiast kolejnym krokiem we właściwym kierunku. Dziś wieczorem trzeba go wykonać, najlepiej z przytupem.
Komentarze (257)