Poniższy artykuł jest felitonem napisanym przez Francesca Tomasa, opublikowanym na blogach ESPN.
Víctor Valdés broni bramki Barcelony praktycznie od momentu debiutu w 2002 roku, w meczu przeciwko Legii Warszawa. Od tej pory rozegrał rozegrał już 546 spotkań i zdobył dziewiętnaście trofeów. Pomimo wielkiego konkurenta w postaci Ikera Casillasa wygrał pięciokrotnie trofeum Zamory, przyznawane najlepszemu bramkarzowi w lidze (najmniejsza ilość wpuszczonych bramek w sezonie).
Biorąc pod uwagę powyższe czynniki, pozycja Valdésa jako golkipera najwyższej klasy światowej jest niepodważalna. Jednakże czy się komuś to podoba czy nie, współczesny futbol polega również na tym co się dzieje dokładnie teraz. To, co osiągnął piłkarz wcześniej nie ma zanczenia.
Po ostatnim spotkaniu z Deportivo wielu Cules wyraziło swoje niezadowolenie z postawy bramkarza Barcelony. Ciężko nie zgodzić się z opinią, że przynajmniej przy dwóch golach straconych na El Riazor Valdés mógł zachować się lepiej i na nieszczęście zespołu, była to już nie pierwsza sytuacja w tym roku.
Barcelona nie straciła czterech goli od pamiętnej porażki 4:3 z Atlético Madryt w 2009 roku i ten fakt sprawia, że wina za tę sytuację nie może być zrzucana na barki jednego człowieka. Każdy zawodnik podczas sobotniego spotkania w jakiś sposób przyczynił się do strzelenia tych pięciu bramek, ale także był odpowiedzialny za stracenie czterech. Piłka nożna to gra zespołowa: razem zwyciężamy i razem przegrywamy.
Odkąd Tito Vilanova objął stanowisko trenera zespołu, zaobserwować można zmianę w kierunku bardziej bezpośredniego stylu gry, ewolucję poprzedniego modelu, który bliższy jest stylowi gry Dream Teamu Johana Cruyffa z lat 90. Podczas gdy zawszę będę wielbicielem stylu Pepa Guardioli, długotrwałego utrzymywania się przy piłce, tak niestety system ten został już tak dokładnie przeanalizowany przez rywali, że z każdym spotkaniem stawał się coraz mniej efektywny. Stało się oczywistym, że Barcelona osiągnęła moment, w którym musiała coś zmienić.
W pełni zdając sobie sprawę z czekającego wyzwania, Tito Vilanova podszedł do niego z odwagą i pewnością siebie pomimo braku doświadczenia na tym stanowisku. Można było oczekiwać trudnego początku, ale straty trzech kluczowych obrońców w przeciągu dwóch miesięcy nie dało przewidzieć. Brak możliwości kupna światowej klasy środkowego obrońcy również nie pomaga. Alex Song jest bardzo chętny do nauki i dostosowywania się do wymagań, ale ustawianie go na środku obrony jest raczej rozwiązaniem tymczasowym niż docelowym. Tymczasem na ławce rezerwowych wciąż czeka na swoją szansę młody wychowanek Barcelony Marc Bartra, ale jak na razie doczekać się nie może.
Problem wydaje się leżeć jednak znacznie głębiej. Bardziej bezpośredni styl gry sprawia, że zespół podejmuje dużo więcej ryzyka przed polem karnym rywala. Każda akcja nie zakończona strzałem daje rywalom szansę na skonstruowanie kontrataku przez kilka długich podań, a przy tak dziurawej defensywie Víctor Valdés zdecydowanie częściej staje oko w oko z szarżującym przeciwnikiem i zdecydowanie za łatwo.
Nie ma jednak podstaw to paniki, Tito to inteligentny facet i na pewno jest w stanie poprawić tę sytuację skupiając się na trzech kluczowych elementach:
1. Zespół musi bronić jako kolektyw. Barcelona pod wodzą Guardioli osiągnęła taki sukces dzięki zrównoważonemu budowaniu ataku, a także słynnej już zasadzie sześciu sekund. Trener domagał się, żeby piłka po stracie była odzyskiwana w niesamowicie szybki sposób, co pozwalało drużynie cały czas kontrolować spotkanie i zatrzymywać atak rywali nim tak naprawdę się jeszcze zaczął. Tito jest nowym trenerem, ale zawodnicy pozostają Ci sami, dlatego powinni być w stanie wrócić do tego samego schematu defensywnego.
2. Doświadczeni piłkarze niebawem wrócą. Gerard Piqué jest już praktycznie zdrowy i gotowy do powrotu. Carles Puyol intensywnie trenuje nad szybkim powrotem do pełni sprawności. Dani Alves zacznie odzyskiwać formę, bo chyba nie może grać jeszcze gorzej niż miało to miejsce w ostatnich meczach przed kontuzją. Istnieje nawet prawdopodobieństwo, że Éric Abidal, w jakiś cudowny sposób, będzie w stanie wrócić do gry. Javier Mascherano zapewne będzie się czuł pewniej u boku Piqué czy Puyola jako wsparcie, niż lider środka defensywy. Umiejętności Alexa Songa również są ogromne i jego wsparcie w środku pola może być nieocenione. Marca Batra może dostać wtedy swoją szansę i ją wykorzystać, jak robi to obecnie Martín Montoya, który z meczu na mecz robi coraz większe postępy.
3. Víctor Valdés jest w stanie się podnieść. Golkiper Barcelony to jeden z tych zawodników, których dyspozycja na boisku bardzo mocno uwarunkowana jest pewnością psychiczną. Zarówno sztab szkoleniowy, jak i kapitanowie muszą teraz w szczególności pomagać koledze i upewnić się, że odzyska pewność siebie. Sam zawodnik musi zaakceptować, że w takim klubie krytyka i pochwały spadają w równomiernej ilości Najważniejsze to znaleźć złoty środek i podążanie naprzód będąc pewnym swoich umiejętności bez zwracania uwagi na plotki transferowe.
Patrząc realistycznie, media przedstawiają jednak obecną sytuację dużo bardziej dramatycznie niż stan rzeczywisty. Z niektórych wypowiedzi można odnieść wrażenie, że Barça walczy o utrzymanie, tak naprawdę po ośmiu kolejkach ma spokojną przewagę w tabeli i osiem punktów więcej od Realu Madryt pomimo absencji kluczowych piłkarzy.
Owszem, ogólna postawa zespołu i niektórych zawodników nie jest jeszcze idealna, ale sytuacja spokojnie może zostać naprawiona i będzie to dużo łatwiejsze, gdy tylko skończy się problem kontuzji i wyeliminowane zostaną wymienione mankamenty.
Komentarze (130)