Przypominamy zasady, jakimi kierujemy się podczas wystawiania not: kryterium oceny graczy. Pamiętajcie, że przekonująca argumentacja może wpłynąć na zmianę ocen. Jednocześnie pragniemy zaznaczyć, że słowa "przekonująca" i "argumentacja" nie jest równoznaczne z "dla mnie Montoya 4, a Messi 6.2(5)". Tylko naprawdę rzeczowe komentarze będą brane pod uwagę.
Był to jeden z tych meczów, gdy nawet oglądnięcie go drugi raz nie rozstrzyga wszystkich wątpliwości. Mimo to, przepraszam Czytelników i Redakcję, że z mojej winy oceny nie ukazały się wcześniej. Oby wynagrodził to ich poziom merytoryczny ;) [challenger]
Oceniający: Ściah, Blazeq, challenger
Valdés – 3 – Główny winowajca utraty pierwszej bramki. Przyzwoity bramkarz nie ma prawa puścić takiego strzału. Choć Alves mu nie pomógł, to powinien bardziej chronić krótki róg bramki. Przy drugim golu bez większych szans. W 77 minucie obronił strzał Higuaína z bardzo ostrego kąta, ale nie należy tej sytuacji rozpatrywać w kategoriach zasługi, a raczej „psiego obowiązku”. Poza tym trzy straty i mało roboty. W grze piłką unikał ryzykownych zagrań, częściej posyłał długie piłki, nie popełnił żadnego błędu przy wyprowadzaniu piłki. Mimo tych symbolicznych pozytywów, bramkarza oceniamy jak chirurga – głównie za błędy.
Alves – 1 – Nie ma co owijać w bawełnę - fatalne pół godziny w wykonaniu tego pana. Zaangażowania jak na rywala, stawkę meczu i stykowy wynik – jak na lekarstwo. Żadnego wkładu w grę ofensywną, a do tego straty, niecelne podania, spowolnione akcje zaczepne i kolosalny błąd przy pierwszej bramce Ronaldo, który ustawił cały mecz. Niemal kopia marnego zachowania ze spotkania wyjazdowego z Sevillą. Los chciał, że Dani nie zdążył zepsuć więcej w tym meczu i opuścił boisko już przed przerwą – Barça na nadmiar defensorów nie narzeka, ale kontuzja, która pozwoliła zaprezentować się Montoi, może poważnie skomplikować długofalową sytuację Brazylijczyka. Jest bez formy, jego zmiennik prezentuje się nieźle, gra z ambicją, no i jest wychowankiem.
Adriano – 3,5 – Próbowany przez Tito na nienaturalnej dla siebie pozycji po prostu się nie sprawdził. Na „dzień dobry” wraz z Mascherano nie upilnował Ramosa, a przy drugiej bramce pozostał z tyłu kasując starania tercetu kolegów o złapanie Cristiano na ofsajdzie. Po czym sam nie miał oczywiście prawa zdążyć z asekuracją. Warto mieć na uwadze fakt, że drugi gol był konsekwencją pojedynczych błędów całego bloku defensywnego, więc bura należy się nie tylko Brazylijczykowi. Kolejną niepewną interwencję zaliczył w 86 minucie, kiedy to nie potrafił skutecznie „wyczyścić” dośrodkowania Higuaína. Co prawda każdy piłkarz jest odpowiedzialny za swoje czyny, ale jeśli trener decyduje się wystawić bocznego obrońcę na pozycji stopera w tak ważnym meczu, to warto mieć to na uwadze w przypadku niepowodzenia całego eksperymentu – tym bardziej, że Correi w przeciwieństwie do rodaka obok nie można było odmówić ambicji, starań i motywacji. Starał się być wszędzie, niejednokrotnie asekurując kolegów. Pięciokrotnie przerywał akcje rywali z czego jedna mogła okazać się groźną kontrą, przez pełne 90 miut odpowiedzialnie grał piłką (tylko 2 straty). Jego mecz nie był wyłącznie sumą błędów i musi mieć to odzwierciedlenie w ocenie.
Mascherano – 3 – Starał się dyrygować całą defensywą, ale w kluczowych momentach nie uniknął błędów. Przy golu nr 1 pozwolił Benzemie na odwrócenie się i odegranie do Cristiano, zaś przy drugim wyszedł delikatnie do Özila, ale było to spóźnione wyjście „na alibi”; Argentyńczyk zupełnie nie utrudnił rywalowi zagrania otwierającego, a wbiegającego Cristiano zwyczajnie zaniedbał. Warto też przypomnieć podobną sytuację z 25 minuty, w której odpuścił krycie Benzemy decydując się na bezproduktywne wyjście do Di Maríi – w tej samej akcji po pudle Francuza zawalił w asekuracji biernie podziwiając, w jakiż to sposób Alba próbuje zablokować Argentyńczyka. Statystyki jeszcze bardziej pogrążają „El Jefecito”. Co prawda przy wzroście dżokeja trudno winić go za nieskuteczność w walce o górne piłki, ale widząc obrońców Realu, którzy nie cackali się z Messim czy Iniestą – mocno brakowało w grze Mascherano agresji kasującej w zarodku przynajmniej część bezkarnych wycieczek Realu na połowę gospodarzy. Zaledwie trzy odbiory przy takiej samej ilości strat mówią same za siebie. Ocena ta może wydać się zaskakująca w kontekście noty Adriano, ale pamiętajmy, że „Masche” w niedzielę nie grał na swojej pozycji po raz pierwszy w klubie.
Alba – 6 – Nasz lewy obrońca okazał się jedynym defensorem, który w niedzielnym meczu stanął na wysokości zadania. Mając naprzeciw siebie bardzo trudnego rywala w postaci Di Maríi tylko raz dał się wyprzedzić w sposób skutkujący sytuacją podbramkową. Plus dla niego, że i tu nie odpuścił do końca krycia, niejako wymuszając pudło Argentyńczyka. Przy akcjach „w drugą stronę” nie raz zaskakiwał Di Marię opanowaniem piłki. Nawet jeśli przed przerwą jedno czy drugie inne dośrodkowanie z prawej strony boiska zasiało lekki popłoch w polu karnym Barçy, to druga połowa była już zdecydowaną dominacją Katalończyka. Coraz bardziej zmęczeni rywale do ostatniego gwizdka sędziego szukali na niego recepty. Nie znaleźli. W ofensywie Alba przydatny tylko bywał. Nie okazał się aż tak widoczny, jak byśmy oczekiwali po Euro. Starał się „z doskoku” wspierać napastników i nawet zaliczył jedno podanie kluczowe, ale stać go na więcej.
Busquets – 7,5 – Skupiony na grze, piłce i niczym innym. Wydaje się, że Sergio miał ogromną świadomość swojej roli w tym meczu i czuł wielką odpowiedzialność za swoje zagrania, bo zaprezentował się świetnie w przeciągu całego spotkania. Potwierdził swoją inteligencję boiskową i po tym meczu nie dał nikomu podstaw do montowania na youtubie wesołych filmików. Nie zaliczył meczu perfekcyjnego, ale w gronie gospodarzy był jednym z najpewniejszych graczy na boisku. Delikatne pretensje można mieć do niego m.in. przy akcji na 2:2, kiedy to nie nadążył za Özilem – co prawda sytuacja wywiązała się w sposób przypadkowy, ale po CR7 zawsze trzeba spodziewać się zagrożenie. Z drugiej strony, dokonania Buskiego przy konstruowaniu ataków były nieocenione. Błyskawicznie oddawał piłkę kolegom, a kiedy było trzeba, potrafił zastawić się i poczekać na więcej bordowo-granatowych koszulek w pobliżu. W destrukcji prezentował się równie efektywnie. Pewny w odbiorze (10) i dokładny w rozegraniu (3 straty). Jeden z tych, którzy nie zawiedli.
Xavi – 3,5 – Tym razem nie stanął na wysokości zadania i drużyna odczuła to bardzo wyraźnie. Xavi notujący zwykle przynajmniej kilka długich przerzutów dynamizujących akcje i sypiący otwierającymi podaniami na lewo i prawo, nie zaliczył w sobotę ani jednego takiego zagrania. Ograniczał się najczęściej do mało konstruktywnych podań w kierunku najbliższego partnera. Dwukrotnie strzelał co prawda na bramkę i okazjonalnie rozciągał grę na skrzydła – brakło w tym jednak błysku i szybkości. Nie szukał trudnych rozwiązań, nie ryzykował i nie stwarzał sytuacji kolegom. Trudno by zaskoczyło to drużynę klasy Realu. Tego wieczoru po prostu zawiódł.
Fàbregas – 2 – Trudno być łaskawym, bardzo słaby występ. Grał niedokładnie, bez wyczucia, „po ścianach”. Aż 12 strat, niemal zerowy wkład w grę ofensywną, w defensywę zbliżony (dwa odbiory, rzadkie powroty, a przecież robił to w Arsenalu). Nie potrafił znaleźć sobie miejsca na murawie Camp Nou, zrażony kilkoma nieudanymi piłkami z początku, grał później dużo bardziej pasywnie. Bez nici porozumienia z partnerami. Z 75-procentową skutecznością zagrań był najgorzej podającym zawodnikiem „Dumy Katalonii” z pola. Ani jednego otwierającego podania, ani strzału. Zmieniony po godzinie gry, a powinien zasiąść na ławce już po przerwie. Nadal daleko do choćby przyzwoitej formy, choć ostatnie bramki sugerowałyby coś innego.
Iniesta – 5,5 – Nie było jeszcze tego czucia piłki, którym Andrés zawsze imponował. Potrafił zamieszać w defensywie Realu, ale szukał też innych chwytów – niezbyt elegancki pad podczas interwencji Pepe w drugiej połowie nie dodaje chwały. Momentami wychodziły mu co odważniejsze wejścia w obronę Realu (otwierające podanie do Pedro z 93 minuty mogło okazać się najważniejszą asystą sezonu), ale innymi razy w niemal bliźniaczych sytuacjach zupełnie brakowało mu zdecydowania. Szkoda, że tak rzadko decyduje się na uderzenia, bo w tym meczu miał co najmniej dwie świetne okazje. Przyzwoity powrót do gry. I nic więcej.
Pedro – 3,5 – Miał naprzeciw siebie najmniej pewnego w defensywie Realu Marcelo, a mimo to nie potrafił ani razu minąć go skutecznym zwodem z korzyścią dla drużyny. Nie wykorzystywał przestrzeni, które szczególnie w drugiej połowie oferowała mu podmęczona już obrona rywali. Po znajdowaniu obiecujących okazji do strzelenia gola, zmarnował każdą z nich. Szkoda zwłaszcza piłki meczowej, którą okazała się ostatnia akcja meczu.
Messi – 8 (ZM*) – Nie będzie przesadą stwierdzenie, że to Leo zremisował nam mecz. Pierwsza bramka trochę z przypadku, druga – z czystego geniuszu. Ile miał poza tym okazji bramkowych? Zero. Często starał się w pojedynkę brać ciężar gry na swoje barki, lecz w przekroju całego spotkania grał dość nierówno. Okresami napędzał każdą akcję drużyny, by po chwili na kilka długich minut zniknąć w boiskowym niebycie. Poza wzmianką o kilku stratach, można mieć do niego pretensje za kontrę, w której niedokładnie rozegrał piłkę do Pedro. Nie był to jeden z tych meczów, gdy Argentyńczyk robił co chciał z obrońcami rywala i wszystko mu wychodziło, a mimo to zebrał dublet i był najgroźniejszym piłkarzem w drużynie – ot, cały Leo.
Rezerwowi:
Montoya – 6 – Wrzucony z zaskoczenia w sam środek ula. Wynik i „rozkręceni” rywale nie byli jego sojusznikami w chwili pojawienia się na boisku, ale na tle słabych tego wieczoru kolegów zaprezentował się całkiem przyzwoicie. Nie zawsze radził sobie z Cristiano i największy błąd popełnił przy utracie drugiej bramki odpuściwszy Portugalczyka, ale przeciw temu zawodnikowi wpadki miewali obrońcy i starsi, i bardziej doświadczeni. Porządnie w obronie i z dobrej strony w ofensywie. Odpowiedzialnie grał piłką (tylko 1 strata), pomimo nikłego zgrania z zespołem próbował kreatywnej gry i oddał świetny strzał z dystansu. Naprawdę niewiele zabrakło, by został bohaterem Katalonii.
Alexis – 4 – Miał za zadanie rozruszać linię ofensywną drużyny, ale okazał się mało efektywny. Optymistyczne, że kilkoma „tangami” z rywalami przypomniał o swoich najlepszych latach w Udinese. Nie zapominamy tu o tym jak potrafił utrzymywać się przy piłce, ale później podejmował błędne decyzje, co zaowocowało siedmioma stratami w ciągu 30 minut jego gry i żadnym zagraniem, które dało realną korzyść zespołowi. Brawa za zaangażowanie i udane dryblingi, ale poważniejszych efektów za mało.
Komentarze (178)