Presezon jest zawsze specyficzną porą roku dla każdego piłkarskiego fana. Meczów o stawkę brak, a plotki transferowe każdemu mogą się znudzić. Spełniając prośbę jednego z naszych Czytelników, publikujemy spojrzenie na Barçę, biografię m.in. Guardioli i ostatnie triumfy Klubu z punktu widzenia psychologii sportu i rangi, jaką w sukcesie sportowym odgrywa ponadpokoleniowe przywiązanie do tradycji i wartości.
Trudno doprawdy wyobrazić sobie wartość, o którą ludzkość walczyła w swej historii równie często i z tak niezwykłym oddaniem, jak czyniła to, gdy chodzi o wolność. Mimo iż czasy się zmieniały – a wraz z nimi ewoluował człowiek – pojęcie wolności wciąż pozostaje zagadnieniem niezwykle gorącym, nie tylko na płaszczyźnie polityki, ale także filozofii, psychologii, socjologii bądź religii. Niemal każdego dnia autorzy różnych dziedzin tworzą teksty, opracowania, prace bądź książki, podejmujące problem wolności; równolegle inni badacze starają się udowodnić, iż coś takiego jak wolność w zasadzie nie istnieje. [1]
Jest sprawą w gruncie rzeczy oczywistą, iż z pojęciem wolności bezpośrednio związany jest problem samoświadomości, odpowiedzialności. W niezwykle trafny sposób relację tych dwóch kategorii przedstawia Jean-Paul Sartre w swojej słynnej obronie egzystencjalizmu: „Człowiek jest tylko tym, czym siebie uczyni […], tym co stanowi realizację jego woli […] Człowiek jest odpowiedzialny za to, czym jest. Pierwszym krokiem egzystencjalizmu będzie zatem uświadomienie człowiekowi, czym jest on sam i złożenie na niego całkowitej odpowiedzialności za własne istnienie. Ale mówiąc, że jest odpowiedzialny za siebie, chcemy powiedzieć, że jest on odpowiedzialny nie tylko za swą własną indywidualność, ale również za wszystkich innych ludzi.” [2]
Sartre niewątpliwie czuł ogromny ciężar, jakim dla każdego człowieka powinna być świadoma odpowiedzialność. Autor ten pozostawał jednak ogromnym entuzjastom tak postrzeganej rzeczywistości – brzemię, o którym pisze, nie powinien bowiem, jak twierdzi, nikomu ciążyć, lecz nadawać podstawowy sens ludzkiemu życiu. Właściwie odpowiedzialność jest dla Sartre’a warunkiem istnienia jakiejkolwiek wartości – jest zatem w takim ujęciu czymś absolutnie wspaniałym. [3]
Z nieco mniejszą „euforią” podchodzi do problemu odpowiedzialności Érich Fromm w swojej „Ucieczce od wolności”. Analizując sytuację człowieka w nowoczesnym świecie, autor zwrócił uwagę, iż wraz z wolnością, swobodą i indywidualnością, jakie to zyskała jednostka w ostatnich stuleciach, niespodziewanie dla niej samej otrzymała jednocześnie coś, co bardzo szybko zaczęło stanowić nie lada problem – mowa właśnie o odpowiedzialności. W opinii E. Fromma ogromna większość ludzi jest zwyczajnie zbyt słaba, by dźwigać ciężar odpowiedzialności za własne życie – człowiek woli z reguły schować się za kimś bądź za czymś, znieczulić (jeśli to możliwe); nie dostrzegać w każdym swoim ruchu czegoś, co ma stale realny wpływ na kształt i sytuację nas samych – taki obraz świata wyraźnie człowieka przerasta. [4] Rozwiązaniem najczęściej wybieranym przez ludzi w opinii E. Fromma pozostaje ucieczka – w konformizm, destruktywność albo autorytaryzm. Naturalnie, wszystkie te drogi nie mogą dać realnej satysfakcji. [5]
Prócz E. Fromma, a także przywołanego wcześniej J.-P. Sartre’a, wielu autorów poświęciło i nieustannie poświęca mnóstwo czasu, miejsca oraz energii zagadnieniu odpowiedzialności. Większość z tych prac ma niewątpliwie swoją istotną, trudną do podważenia wartość, jednak musimy zdać sobie sprawę z tego, iż problem, o którym tu mówimy, tj. problem odpowiedzialności, w zależności od kontekstu, w którym jest analizowany, może być w różny sposób przedstawiany, opisywany i analizowany. Jeśli zaś uzmysłowimy sobie, iż owych kontekstów mamy w otaczającej nas rzeczywistości niezliczoną ilość, a dodatkowo nawet w odniesieniu do jednego z nich różne osoby mogą mówić o zupełnie inaczej pojmowanym problemie, zrozumiemy, iż uchwycenie istoty pojęcia odpowiedzialności jawi się jako zadanie nie tyle bardzo trudne, co chyba wręcz niemożliwe. Nie chcąc zatem utknąć w głębokiej studni bezradności, zdecydowałem się, iż celem mojej pracy nie będzie poszukiwanie swego rodzaju Świętego Graala, lecz po prostu próba ukazania zagadnienia odpowiedzialności pod wybranym przeze mnie, jasno i konkretnie określonym kątem. Mówiąc dokładniej: pod kątem zmagań w świecie sportu.
W swojej pracy starałem się wziąć pod lupę znany najbardziej z sekcji piłki nożnej kataloński klub FC Barcelona, by sprawdzić, czym dla osób się z nim utożsamiających jest odpowiedzialność za właściwe przestrzeganie, wierność wartościom, dziedzictwu i filozofii klubu.
Wydaje się, iż żaden ze współczesnych klubów piłkarskich nie ma tak wyraźnie określonej i umiejętnie eksponowanej własnej, niepowtarzalnej tożsamości. Szacunek do tradycji, wierność objętej w przeszłości filozofii funkcjonowania instytucji sportowej silnie zakorzenionej w społecznym otoczeniu mimo wielu trudnych, a niejednokrotnie wstydliwych dla historii Hiszpanii okresów, stają się dziś na nowo fundamentami tego istniejącego od ponad stu lat klubu. Co ważne, dumne czerpanie z bogatej przeszłości, zupełnie nie przeszkadza dzisiejszej Barcelonie w procesie systematycznego rozwoju.
„Més que un club” (pol. „Więcej niż klub”) – tak brzmiało zdanie, wypowiedziane po raz pierwszy w 1968 roku przez ówczesnego prezydenta katalońskiego klubu, Narcisa de Carrerasa stanowiące swego rodzaju barcelońskie motto, w trzech słowach niezwykle celnie oddające całą tożsamość klubu i ludzi go tworzących. Nie sposób w kilku zdaniach wyjaśnić, jaki jest pełny wydźwięk, znaczenie i przesłanie przywołanego sloganu. W dużym uproszczeniu można powiedzieć, iż dla każdego sportowca reprezentującego barwy FC Barcelony ważne powinno być nie tylko to, jak będzie on wykonywał swoją pracę, ale także, jaką osobą będzie poza placem gry, tzn. jaki będzie jego stosunek do innych, w jakie działalności będzie się angażował czy też w jaki sposób wypowiadał publicznie. Innymi słowy: jak będzie reprezentował Barcelonę nie tylko jako drużynę piłkarską, lecz przede wszystkim jako szeroko pojętą instytucję i wyjątkowe środowisko. [6]
Działalność pozasportowa zespołu z Camp Nou jest tak szeroka, że nawet pobieżne jej opisanie byłoby sprawą niezwykle czasochłonną. Z tego też względu ograniczmy się jedynie do przedstawienia wybranych elementów aktywności klubu w tym zakresie.
Na plan pierwszy wychodzi tu na pewno Fundacja FC Barcelony (kat. Fundació FC Barcelona) założona w 1994 roku, której podstawową misją jest promowanie takich wartości jak solidarność, współpraca, integracja społeczna, edukacja, czy pomoc potrzebującym. W ramach wyznaczonych sobie celów, wykorzystując popularność klubu, potencjał jego marki oraz istotną rolę, jaką odgrywa we współczesnym świecie sport, fundacja stara się prowadzić różnorodne i wielopłaszczyznowe działania na skalę globalną, jak przeciwdziałanie klęsce głodu, chorobom i nierównościom dotykającym ludzi (w szczególności dzieci) w najuboższych częściach świata; zachęcanie do działań skierowanych na wyrównanie szans społecznych osób niepełnosprawnych; wspieranie rozwoju kultury, równości i demokracji; propagowanie sportu wśród młodzieży oraz organizowanie pomocy materialnej dla emerytowanych zawodników i trenerów. Prócz prowadzenia działań niezależnie, fundacja współpracuje także z wieloma innymi fundacjami, jak ONZ, UNESCO, UNHCR/ACNUR czy też UNICEF. Logo tej ostatniej klub od lat bezpłatnie promuje na swoich meczowych koszulkach, a dodatkowo zobowiązał się do corocznego przekazywania na rzecz tej organizacji minimum 1,5 mln euro. [7]
Zawodnicy FC Barcelony od momentu powstania Fundacji, niezwykle chętnie i z pełnym zaangażowaniem uczestniczą w jej działaniach pozasportowych. Przykładem mogą tu być byli gracze Barcelony, jak Brazylijczyk Edmilson czy Kameruńczyk Samuel Eto’o, którzy na różne sposoby wspierali ogarnięte biedą rejony w wielu zakątkach świata. Inny były zawodnik, Rafael Marquez, został Ambasadorem Dobrej Woli UNICEF w Meksyku, Lionel Messi pełni identyczną funkcję w Argentynie, zaś Carles Puyol od lat zajmuje się ochroną hiszpańskich wilków. [8] Inny z Katalończyków, Xavi, przekazał z kolei w tym roku 100 tysięcy euro na rzecz Międzynarodowego Komitetu Czerwonego Krzyża. [9] Trzeba jednak pamiętać, że wymienieni tu zawodnicy to tylko losowo wybrane przykłady, których nie brakuje w najnowszej historii klubu ze stolicy Katalonii. Wśród obecnych piłkarzy Barçy właściwie próżno szukać dziś piłkarza, który w taki czy inny sposób nie udzielałby się społecznie lub charytatywnie. [10]
Co niezwykle warte podkreślenia – wartości, którymi kierują się zawodnicy katalońskiego klubu poza murawą, mają swe wymierne przełożenie również na rzeczywistość boiskową. W sezonie 2010/2011 zarówno pierwsza, jak i druga drużyna Barcelony (gra w hiszpańskiej drugiej lidze) zdobyły nagrodę fair play. Wyróżnienie to, przyznawane przez Hiszpański Związek Piłki Nożnej od 1994 roku, przysługuje drużynie, która w ciągu całego sezonu mogła się poszczycić najczystszą grą, legitymuje się najniższą średnią żółtych i czerwonych kartek na mecz oraz nienagannym zachowaniem zawodników, trenerów i kibiców. [11]
Analizując zespół z Katalonii pod kątem odpowiedzialności za dochowanie wierności filozofii klubu, moglibyśmy skupić się na wielu konkretnych piłkarzach, trenerach czy działaczach. Na potrzeby tej pracy zdecydowałem się jednak przedstawić bliżej biografię dwóch osób, których życiorysy i kariery stanowią swego rodzaju wewnątrzklubowy, międzypokoleniowy pomost. W pewnym sensie jest to historia „mistrza i ucznia”; nauczyciela i podopiecznego. Mowa o Josépie „Pepie” Guardioli i Xavim Hernándezie – dwóch wielkich wychowankach klubu, w swoich czasach absolutnych przywódcach, dyrygentach i „procesorach” drużyny FC Barcelony. [12]
Zaczniemy od „mistrza”, bo tego przede wszystkim wymaga chronologia. Guardiola (ur. 18 stycznia 1971 roku) trafił do szkółki Barcelony w wieku 13 lat, z nieodległej miejscowości Santpedor, gdzie do tego czasu trenował w lokalnym klubiku. W zespołach młodzieżowych FC Barcelony nowy nabytek spisywał się nieźle, jednak sztab szkoleniowy nie wiązał z nim większych nadziei, głównie ze względu na słabe warunki fizyczne zawodnika. Późniejszy kapitan pierwszej drużyny był bowiem od dziecka niezwykle szczupły, jego postura wyraźnie kłóciła się z wzorami, a nawet normami, rządzącymi w tamtym czasie piłkarskim światem. Mało tego, Guardiola nie imponował ani szybkością, ani dynamiką, nie był też królem zwrotności, a do tego dysponował stosunkowo słabym uderzeniem przez co bardzo rzadko trafiał do siatki rywali (zanotował później zaledwie 6 goli w 263 meczach dla FC Barcelony). Powstaje tu pytanie: jakim cudem zawodnik o takiej charakterystyce mógł stać się wiodąca postacią jednej z największych piłkarskich drużyn lat dziewięćdziesiątych? Odpowiedź zawarta jest w czterech pozornie mało istotnych umiejętnościach piłkarskich i trzech kluczowych, jak się miało okazać, cechach osobowości. [13]
Guardiola grał na pozycji defensywnego pomocnika, gdzie teoretycznie należy ustawiać zawodników o niezwykłej wydolności i sile, którymi to atrybutami młody Josép Guardiola na pewno nie mógł się pochwalić. Co miał do zaoferowania w zamian? Przede wszystkim niezwykłą technikę użytkową, która pozwalała mu swobodnie operować piłką. Okazał się mistrzem absolutnym w zakresie podań, zarówno krótkich, jak i długich. Posiadł niespotykaną wizję gry oraz charakteryzował się umiejętnością podejmowania właściwych decyzji we właściwym czasie. Jeżeli do tego wszystkiego dodamy ogromną charyzmę, którą nosił w sobie od najmłodszych lat, ponadprzeciętną kreatywność oraz najważniejszy, jak się zdaje, element w całej tej układance, a mianowicie niezwykłą „boiskową inteligencję” (pozwalającą mu zarówno na bezbłędne „czytanie” poczynań przeciwnika oraz trudne do rozszyfrowania dla rywali prowadzenie gry własnego zespołu) okaże się, iż do ofensywnej filozofii gry Barcelony polegającej na długim utrzymywaniu się przy piłce w cierpliwym oczekiwaniu na odpowiedni moment do zdecydowanego zaatakowania przeciwnika, ten „dziwny” pomocnik pasował wręcz idealnie. [14]
Należy na pewno podkreślić, iż mimo swoich niecodziennych walorów, Guardiola z pewnością nigdy nie stałby się tak ważną postacią dla historii klubu, gdyby nie Johan Cruyff (wspaniały piłkarz, a następnie trener Barçy w latach 1988-1996). Holender był postacią absolutnie kluczową dla rozwoju piłkarskiego (i nie tylko) Guardioli oraz całego klubu. [15] Nie tylko na ówczesną chwilę, spuściznę Cruyffa widać w klubie do dziś i dziennikarscy eksperci podkreślają to przy każdej okazji. [16]
Po bogatej i kolorowej karierze piłkarza, Cruyff trafił na ławkę trenerską Katalończyków w 1988 roku i bardzo szybko dla wszystkich stało się jasne, iż nastał w klubie czas wielkiej rewolucji. Nowy szkoleniowiec postanowił budować zespół, który będzie grał nie tylko efektywnie, ale przede wszystkim efektownie. Od samego początku dążył do tego, by drużyna nabyła umiejętność zdominowania każdego przeciwnika, z którym przychodziło jej się mierzyć – w tym celu stosował innowacyjną taktykę i filozofię gry, która (co szalenie istotne) od tamtego czasu stała się filozofią obowiązującą na każdym szczeblu szkolenia w klubie. Obecny zarząd Barcelony, jak również sztab szkoleniowy czy współcześni zawodnicy, nie mają wątpliwości – jeżeli szukamy ojca obecnego modelu Barcelony, to jest nim właśnie Johan Cruyff. To on odważył się wcielić w życie marzenie o futbolu na wskroś ofensywnym, w którym jedna z drużyn utrzymuje się przy piłce najdłużej jak to tylko możliwe; to on zmodernizował cały system szkolenia w klubie, kładąc ogromny nacisk na odpowiednie dobieranie i wychowywanie przyszłych zawodników pierwszego zespołu; to on zaproponował, że w kolejnych latach Barça zamiast kupować zawodników za astronomiczne kwoty będzie korzystała w głównej mierze ze swoich wychowanków dorastających w duchu określonych zasad i wartości. [17] Jak trafnie zauważa Xavi: „Cały sekret Barcelony tkwi w tym, że dokładnie wiemy, kogo szukać. Niektóre drużyny ściągają młodych zawodników, którzy mają np. dobre predyspozycje fizyczne. U nas priorytetem jest inteligencja na boisku. Kiedy nasi trenerzy zauważają dzieciaka grającego z pierwszej piłki, to wiedzą, że w La Masíi warto z nim pracować. Nasi dwunastolatkowie regularnie przegrywają z Espanyolem, ale nikt się tym nie przejmuje, bo wynik jest ważny dopiero dla dwudziestolatków. Johan Cruyff powiedział przed laty: Chcę tu mieć zawodników, którzy wiedzą, jak grać w piłkę. Tą prostą zasadą kierujemy się do dzisiaj.” [18]
Guardiola bez wątpienia wiedział jak grać w piłkę – tego jednego nikt nie mógł mu na pewno zarzucić. A Cruyff? Cruyff, jak przystało na wizjonera, potrafił zobaczyć to w młodym Pepie niezwykle szybko. To właśnie opinia Holendra w głównej mierze zdecydowała o pozostaniu Guardioli w szkółce, a w dalszej kolejności o włączeniu go do pierwszego zespołu. Dzięki swoim specyficznym umiejętnościom piłkarskim, ale przede wszystkim wspomnianej wcześniej charyzmie oraz inteligencji, Pep bardzo szybko stał się podstawowym zawodnikiem, filarem, a następnie nawet kapitanem drużyny kierowanej przez Cruyffa. Już w wieku 20 lat Katalończyk spełniał najbardziej odpowiedzialne role w swoim zespole – jak wszyscy będą później podkreślać, był on mózgiem, duszą i ustami zespołu. To przez tego lichej postury młodzieńca przechodziła każda akcja kroczącej od zwycięstwa do zwycięstwa maszyny z Camp Nou; to do niego partnerzy z zespołu mieli największe zaufanie i najczęściej podawali mu futbolówkę; to on decydował, kiedy zwolnić, a kiedy przyśpieszyć grę; on w końcu brał na siebie odpowiedzialność w najtrudniejszych chwilach, gdy drużynie wyraźnie się nie wiodło. Poza boiskiem nie wahał się zabierać głosu w imieniu kolegów. Pep stosunkowo szybko stał się w Katalonii postacią niemal kultową. Gracja, z jaką poruszał się po boisku, klasa prezentowana zarówno na murawie, jak i poza nią, pokora oraz odpowiedzialność – wszystko to sprawiało, iż ludzie związani z Barceloną widzieli w nim uosobienie fundamentalnych wartości w klubie. [19]
Lata piłkarskiej chwały mijały, a Guardiola, co logiczne, nie stawał się młodszy. Nikt nie ukrywał, że za jakiś czas zespół będzie potrzebował kogoś, kto stanie się następcą wielkiego Pepa, kto będzie w stanie wypełnić lukę powstałą po jego odejściu - nie tylko tę na boisku. Tym kimś miał stać się Xavi Hernández.
[1] M. Malicka: Ja, to znaczy kto? Rzecz o osobowej tożsamości i wychowaniu, Warszawa 1996, s. 100
[2] J. P. Sartre: Egzystencjalizm jest humanizmem, Warszawa 1998, s. 27-29
[3] Tamże, s. 27-36
[4] E. Fromm: Ucieczka od wolności, Warszawa 2008, s. 109-110
[5] Tamże, s. 137-197
[6] http://fcb24h.pl/index.php/barcelona/mes-que-un-club, z dnia: 06.04.2012
[7] http://www.fcbarca.com/fundacja.html, z dnia: 06.04.2012
[8] http://fcblaugrana.com.pl/page,dzialanosc_charytatywna.html, z dnia 06.04.2012
[9] http://www.fcbarca.com/41189-xavi-przekaze-100-000-czerwonemu-krzyzowi.html, z dnia 06.04.2012
[10] http://www.fcbarca.com/41189-xavi-przekaze-100-000-czerwonemu-krzyzowi.html, z dnia 06.04.2012
[11] http://www.fcb24.com/news/fc-barcelona-otrzyma-nagrode-fair-play/, z dnia 06.04.2012
[12] X. Hernández, J. Miguel: Xavi: Barça moim życie. Kraków 2011, s. 35-39
[13] http://pl.wikipedia.org/wiki/Josép_Guardiola, z dnia 06.04.2012
[14] http://www.fcbarca.com/ludzie/pilkarze/34-josep-guardiola-sala, z dnia 06.04.2012
[15] http://www.fcbarca.com/ludzie/trenerzy/7-johan-cruyff, z dnia 06.04.2012
[16] G. Hunter: Barca. Za kulisami najlepszej drużyny świata, s. 156-163
[17] http://www.fcbarca.com/ludzie/trenerzy/7-johan-cruyff, z dnia 06.04.2012
[18] http://www.fcb24.com/news/xavi--obsesja-doskonalosci/, z dnia 06.04.2012
[19] http://www.fcbarca.com/ludzie/pilkarze/34-josep-guardiola-sala, z dnia 06.04.2012
Cz. II ukaże się w odstępie paru dni.
FC Barcelona – między wartością a odpowiedzialnością
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
Poleć artykuł
Komentarze (79)