Barça Regal powstała z kolan (81:75)

Rozwad

14 czerwca 2012, 00:07

FCBarcelona.cat/ACB.com/Własne

21 komentarzy

FC Barcelona Regal po upokorzeniu, jakiego doznała w meczu numer trzy w Madrycie (59:85) pokazała wielką siłę psychiczną i niezłomny charakter. Drużyna Xaviego Pascuala odzyskała swój honor, wywalczyła odkupienie i po wielkim meczu, po dwóch dniach od zawstydzającego 'lania', pokonała Real Madryt 81:75. Tym samym Katalończycy wyrównali stan rywalizacji na 2:2 i doprowadzili do decydującego spotkania numer pięć w Palau Blaugrana.

Cóż to jest za rywalizacja dwóch godnych siebie rywali. W dotychczasowym czterech meczach kibice koszykówki znaleźli w niej wszystko. Niespotykane zwroty akcji, niesamowite powroty, szereg niezwykłych zagrań i masę emocji. Rozpoczęło się od nieprawdopodobnej remontady Barçy Regal, poprzez nieco mniej okazałą remontadę Realu Madryt i wielkie upokorzenie Katalończyków w Madrycie, aż do niesamowitego odrodzenia drużyny Pascuala już dwa dni po historycznym 'laniu'. Już w najbliższą sobotę (16.06) o godzinie 19.00 czeka nas ostatni rozdział tej niezwykłej serii. Barcelona wygrywając wczoraj w Palacio De Deportes Comunidad De Madrid doprowadziła do decydującego meczu numer pięć, który ostatecznie rozstrzygnie losy finałowej rywalizacji i wyłoni wielkiego triumfatora Ligi Endesa AD 2012.

Koszykarze Barcelony mieli zaledwie dwa dni na strawienie upokarzającej porażki z poniedziałku. Xavi Pascual zaryzykował i postawił wszystko na jedną kartę, na krawędzi postawił może nawet własne stanowisko. Jednak kataloński trener ustrzelił 'jackpota'. Postanowił zrezygnować z etatowych graczy 'pierwszej piątki', Eidsona i Ndonga, którzy niewiele wnosili do zespołu podczas finałowej serii, postanowił również bronić przeciwko Królewskim obroną strefową, czego Barcelona w trakcie sezonu praktycznie nie robiła. Opłaciło się. Jednak ten mecz oprócz zmian taktycznych obu trenerów miał w sobie o wiele więcej paradoksów. W trakcie spotkania trudno było uwierzyć, że przeciwko sobą grają te same drużyny, co dwa dni wstecz. Real Madryt dominujący na tablicach (48 zbiórek) i grający niezwykle zespołowo (19 asyst), dziś był kompletnie bezbarwny, notując zaledwie trzydzieści zbiórek i dziesięć asyst.

FC Barcelona Regal za to względem bolesnej porażki prawie podwoiła liczbę asyst (13) i zanotowała o dziesięć więcej zbiórek, często za sprawą Wallace'a czy Vazqueza przygważdżając atakujących z Madrytu do tablicy. Po stronie Barcelony dwukrotnie zwiększyła się również celność rzutów trzypunktowych - 10/20 (50%) do 6/23 (26%) sprzed dwóch dni. Fantastyczny mecz rozegrał podrażniony Pete Mickeal, który poniedziałkową porażkę przeżył najmocniej i demonstrował to już na parkiecie podczas meczu numer trzy, kiedy sfrustrowany uderzył gracza Królewskich w twarz. Jednak dziś Amerykanin zareagował wyśmienicie i pokazał swoją determinację oraz chęć zwycięstwa w czysto koszykarski sposób, zdobywając 13 punktów, notując osiem zbiórek i dwie asysty. Jednak prawdziwymi ojcami zwycięstwa byli Erazem Lorbek (24 punkty, 5 zbiórek, 4 asysty) oraz rezerwowy CJ Wallace (16 punktów, 6 zbiórek, 3 bloki).

Przebieg meczu

Barça Regal rozpoczęła spotkanie bardzo skoncentrowana. Od razu dzięki dobrej grze Marcelinho i Lorbeka udało się jej osiągnąć prowadzenie (17:15) i odeprzeć atak pewnych siebie po poniedziałkowym zwycięstwie Królewskich. Jednak na początku drugiej kwarty Real Madryt zanotował serial 10 do 3 i wyszedł na niebezpieczne prowadzenie (20:25). Natomiast wtedy do gry wkroczył jeden z bohaterów spotkania, CJ Wallace, który zaczął trafiać seryjnie zza linii 6,75 metrów i Barcelona zanotowała serial dziewięciu punktów bez odpowiedzi rywala. Po chwili, mimo starań Sergio Rodrígueza, Katalończycy prowadzili już 39:34, co było komfortową przewagą przed drugą połową.

Po przerwie FC Barcelona Regal kontynuowała skuteczną grę, opierającą się na bezbłędnej grze w obronie. Real Madyt, który w poprzednich spotkaniach seryjnie zdobywał punkty za sprawą Llulla, Carrolla czy Reyesa teraz nie miał pomysłu na to, jak 'ugryźć' podopiecznych Pascuala. W ataku pałeczkę przejął wtedy niezawodny Erazem Lorbek, zaś na obwodzie skuteczny był Marcelinho Huertas (3/5 'trójek' w meczu). Na początku czwartej kwarty Barça osiągnęła najwyższą, 13-punktową przewagę w spotkaniu (73:60), jednak Madryt pozostawał w grze. Trener Laso zdecydował się na obronę pressigiem na całym boisku, co początkowo przynosiło efekty. Do tego stopnia, że po sześciu punktach z rzędu Miroticia gospodarze na nieco ponad minutę przed końcem przegrywali zaledwie pięcioma 'oczkami' (79:74).

Jednak Xavi Pascual pozostawał spokojny nakazując swoim podopiecznym grać długie akcje, a kiedy w końcówce trafił Erazem Lorbek zrezygnowani koszykarze ze stolicy w ostatnich sekundach nie starali się nawet faulować gości godząć się z porażką. Radość Katalończyków po spotkaniu była ogromna, czego nie można było nie zauważyć. Navarro i spółka uciekli grabarzowi spod łopaty i efektownie wrócili do gry o mistrzowski tytuł. Decydujący mecz, który rozstrzygnie losy finału Ligi Endesa już w sobotę o godzinie 19.00 w Palau Blaugrana.

REAL MADRYT  75
FC BARCELONA REGAL  81

Real Madryt (15+19+21+20): Tomić (12), Suárez (0), Velicković (7), Singler (11), Llull (12) - wyjściowa piątka - Pocius (0), Reyes (6), Mirotić (14), Rodríguez (9), Begić (0), Carroll (4).

FC Barcelona Regal (17+22+23+19): Marcelinho (15), Navarro (12), Vázquez (0), Lorbek (24), Mickeal (13) - wyjściowa piątka - Sada (0), Wallace (16), Ingles (1), Rabaseda (0), Eidson (0).

Sędziowie: Daniel Hierrezuelo, Antonio Conde, Jiménez Trujillo.

REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (21)

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.
Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze