FC Barcelona wspaniale pożegnała swojego trenera i po bardzo jednostronnym widowisku pokonała Athletic Bilbao 3:0. Tym samym Barceloniści zdobyli czternasty tytuł pod wodzą odchodzącego Pepa Guardioli. Czy ktoś mógłby wyobrazić sobie lepszy scenariusz?
„Campeones, Campeones, Olé, Olé, Olé!” – tak śpiewali kibice Barcelony zarówno w trakcie, jak I po zakończeniu spotkania. W końcówce meczu, przy stanie 3:0 dla podopiecznych Guardioli, Barcelonie nie mogło stać się nic złego i fani Blaugrany mieli pełne prawo do radości. Nieczęsto zdobywa się bowiem 14 pucharów w cztery lata – średnia 3,5 pucharu na sezon musi robić kolosalne wrażenie.
Zacznijmy jednak od początku. Barça od pierwszego gwizdka arbitra przejęła inicjatywę, kreując grę w środku pola i stwarzając sobie sytuację. Niespełna 120 sekund po rozpoczęciu gry w dobrej sytuacji znalazł się Leo Messi, ale nieznacznie przestrzelił. Kolejna akcja Barcelony przyniosła już bramkę. Niezdecydowanie w polu karnym rywala wykorzystał Pedro i mocnym, płaskim strzałem z 11 metrów zmusił Iraizoza po raz pierwszy do kapitulacji.
Kwadrans później na listę strzelców wpisał się Leo Messi. Argentyńczyk wykorzystał podanie w uliczkę od Iniesty i mocnym strzałem z prawej nogi zdjął pajęczynę z bramki Athletiku. W 24. minucie było już po meczu. Piqué zagrał do Xaviego, ten odegrał piłkę Pedro, który ładnym, technicznym strzałem w prawy róg bramki dał Barcelonie trzeciego gola.
Przy stanie 0:3 kibice Athletiku, nie na darmo nazywani Dzielnymi Baskami, nadal wspierali swoją drużynę. Piłkarze wyglądali jednak na zupełnie bezradnych i trudno im się tu dziwić. Wynik 0:3 nie jest wymarzonym wynikiem, szczególnie jeśli do końca meczu została ponad godzina, a na boisku dalej rządziła Barcelona. Podrażnieni Baskowie mogli zdobyć co prawda bramkę już minutę po drugim trafieniu Pedro, ale mocny strzał Susaety zza szesnastki w niezłym stylu obronił Pinto.
Jeszcze przed przerwą miały miejsce trzy ciekawe sytuacje. Najpierw, w 38. minucie, rzut wolny z okolic połowy boiska wykonywał Javier Mascherano. Argentyńczyk, który jako jedyny z pierwszego zespołu nie zdobył w tym sezonie gola, pokusił się o próbę strzału i trzeba przyznać, że niewiele mu brakowało. Iraizoz zdążył jednak wrócić do bramki i złapał futbolówkę. Dwie minut później w polu karnym Athletiku zanurkował Alexis, ale sędzia nie dał się nabrać na upadek Chilijczyka i kazał grać dalej. 120 sekud przed przerwą zbyt krótko wybił piłkę Pinto, ale naprawił swój błąd, wybijając na rzut rożny mocne dośrodkowanie Herrery.
Po zmianie stron Athletic próbował zmienić na kilka dni szarą rzeczywistość, ale niestety się to nie udało. W 52. minucie dał się ograć Adriano, ale lob w wykonaniu jednego z piłkarzy z Bilbao powędrował obok bramki. Na kolejną akcję czekać musieliśmy bardzo długo , bo aż do siedemdziesiątej minuty. Leo Messi popisał się kapitalną akcją, minął czterech rywali, ale nie dał rady zdobyć kolejnego gola. Po tej akcji na murawie madryckiego stadionu, poza zmianami, nie działo się niemal nic przez prawie 20 minut.
Dawno nie byliśmy świadkami tak jednostronnego widowiska. Athletic, chociaż całą piłkarską złość wyładowywał na kościach i piszczelach graczy Barcelony, nie stanowił równorzędnego przeciwnika w żadnym calu. Przedmeczowe wywiady żyją swoim życiem, ale my musimy opierać głównie się na faktach z ostatnich godzin, dni czy tygodni, a te są nieubłagane: Lwom z Kraju Basków dużo brakuje do poziomu Barçy.
W drugiej połowie sierpnia czekają nas kolejne Gran Derbi. Real Madryt, zwycięzca ligi hiszpańskiej, zmierzy się z triumfatorem Pucharu Króla w dwumeczu o Superpuchar Hiszpanii. Emocje są zatem zagwarantowane już od samego początku nowego sezonu, a nowego szkoleniowca - Tito Vilanovę - wielki sprawdzian czeka już na starcie swojej samodzielnej przygody z klubem.
Pep Gaurdiola odchodzi w glorii chwały. Oczywiście, podobnie byłoby już przed wczorajszym meczem, ale zawsze zdobycie kolejnego tytułu jest miłe i na zawsze wpisze się do annałów historii. 14 tytułów w cztery lata! Trzy wygrane w lidze hiszpańskiej, dwa Puchary Ligi Mistrzów, dwa Puchary Króla, dwa Klubowe Mistrzostwa Świata, trzy Superpuchary Hiszpanii, dwa Superpuchary Europy.
Guardiola to człowiek niezwykły, pełny skromności, uczciwości. Żegnamy go, jest nam bardzo smutno, ale wiemy, że spotkamy się jeszcze nie raz.
Visca el Barça! Visca el Guardiola!
Pierwsza jedenastka: Pinto, Montoya, Mascherano, Piqué, Adriano, Xavi, Busquets, Iniesta, Messi, Pedro i Alexis.
Rezerwowi: Valdés, Bartra, Thiago, Keita, Afellay, Cesc i Tello.
Komentarze (641)