Koniec marzeń

Makaj

24 kwietnia 2012, 19:40

Własne/fot. Sport

3496 komentarzy

Nic nie trwa wiecznie, Panie i Panowie. Barcelona zremisowała z Chelsea 2:2 po meczu, w którym nie brakowało niczego: bramek, pięknych akcji, strzałów, żółtych i czerwonych kartek oraz podbramkowych spięć. Szkoda tylko, że z awansu do finału cieszyć się mogli zawodnicy gości, nie zaś gracze Guardioli…

W pierwszym meczu na Stamford Bridge londyńska ekipa wygrała 1:0 i to ona przed rewanżem była w uprzywilejowanej sytuacji. Chociaż w meczu przed sześcioma dniami to Barcelona nadawała rytm grze, podopieczni Di Matteo zdołali strzelić jedyną bramkę spotkania i umiejętnie bronili się przez całą drugą połowę, dzięki czemu do stolicy Katalonii jechali z korzystnym wynikiem. Wystarczyło tylko albo aż obronić ten rezultat.

Jak można było się spodziewać, od pierwszych minut do ataku ruszyła drużyna gospodarzy. Chociaż pierwszą akcję przeprowadziła Chelsea, w trzeciej minucie mogło i powinno być 1:0 dla Barcelony, gdyby nie prawa noga Leo Messiego. Argentyńczyk był oko w oko z Čechem, ale niestety piłka ułożona była nie na lewej, a na prawej nodze Messiego. Tą kończyną najlepszy piłkarz świata nie gra najlepiej i w dobrej sytuacji posłał piłkę obok bramki. W 10. minucie meczu Andrés Iniesta posłał piłkę w pole karne. Futbolówka minęła co prawda bramkarza gości, ale nie dopadł do niej żaden z piłkarzy Barçy, wobec czego wyekspediowali ją defensorzy The Blues.

W 18. minucie meczu miała miejsce bardzo groźna sytuacja. W walce o górną piłkę starli się Víctor Valdés, Didier Drogba i Gerard Piqué. Bramkarz Barcelony wpadł na własnego obrońcę i wybijając piłkę zderzył się z nim. Uderzenie nie było tak groźne jak sam upadek Piqué, który z całym impetem spadł na murawę i gruchnął głową o ziemię. Geri wrócił co prawda do gry, ale po kilku minutach musiał opuścić boisko. Była to już druga zmiana w tym meczu, bowiem chwilę wcześniej boisko opuścić musiał Gary Cahill.

Kilkadziesiąt sekund po groźnym upadku Piqué, Barcelona przeprowadziła kapitalną akcję. Messi klepnął z Fábregasem i w sytuacji sam na sam z Čechem strzelił prosto w bramkarza Chelsea. Dwie minuty później z dystansu próbował Mascherano, ale bardzo mocny strzał minął nieznacznie świątynię czeskiego golkipera. Co mogła zrobić w tym momencie Chelsea? Odpowiedziała prawie tak samo jak w pierwszym spotkaniu. Długa piłka do Drogby, ten objechał znajdującego się jeszcze na murawie Piqué, ale uderzył w boczną siatkę.

W 35. minucie mająca wyraźną przewagę Barcelona nareszcie zdobyła bramkę. Alves zagrał na lewą stronę do Cuenki, ten przytomnie dośrodkował w pole karne, a Sergio Busquets wpakował piłkę do pustej bramki. Szał radości na Camp Nou, straty odrobione! Dwie minut później miała miejsce najbardziej kontrowersyjna sytuacja meczu. Przed polem karnym Chelsea John Terry bez piłki kopnął Alexisa Sáncheza. Turecki sędzia Cüneyt Çakir od razu przerwał grę i ukarał obrońcę Chelsea czerwonym kartonikiem. Czy była to słuszna decyzja? Moim zdaniem absolutnie nie. Barcelona nie przeprowadzała w tym momencie groźnej akcji i Alexis nie był jej kluczowym zawodnikiem. Arbiter mógł sięgnąć w tej akcji po żółty kartonik.

Stało się jednak inaczej i Terry opuścił boisko. Wielu przeciwników Barcelony mówiło pewnie w tym czasie: „Taaak, sędzia znowu pomaga Barcelonie”. Okej, czy jednak Barça miała jakiś wpływ na decyzję Turka? Trudno protestować, kiedy otrzymujesz szansę gry przeciwko dziesięciu zawodnikom.

Grająca z przewagą jednego gracza Barça atakowała coraz śmielej, co przyniosło skutek w 43. minucie. Alexis zagrał do Messiego, ten wypuścił w bój Iniestę, który lekkim, plasowanym strzałem długi róg nie dał szans Čechowi. 2:0!

Wtedy wydawało się, że jest już po meczu. Chelsea z 10 zawodnikami rzuci się do ataku, bo nic innego jej nie pozostało, a Barcelona będzie wykorzystywać nadarzające się okazje na kontrataki i spokojnie wygra to spotkanie. Pewnie by tak było, gdyby nie doliczony czas pierwszej połowy. Ten przeklęty doliczony czas! Lampard zagrał prostopadłą piłkę do Ramiresa, który wpadł w pole karne i niczym w grze FIFA 2012 na PlayStation przycisnął L1, spokojnie lobując wychodzącego z bramki Valdésa. Nie dał rady Busquets, nie dał rady Puyol. 2:1 – takim wynikiem zakończyła się pierwsza połowa.

Po przerwie obraz gry nie uległ zmianie. Podopieczni Di Matteo zamurowali bramkę, przez co Barcelonie trudno było przedostać się do pola karnego Chelsea. Udało się to w 48. minucie i od razu Barcelona zyskała rzut karny. Cesc rozegrał bardzo dobrą klepkę z Messim i po wślizgu Drogby padł jak rażony gromem. Decyzja sędziego mogła być tylko jedna – jedenastka dla Barçy. Do piłki podszedł jednak Messi i po jego bardzo mocnym strzale piłka zatrzymała się na poprzeczce.

Barcelona nie poddała się i atakowała dalej. W 54. minucie w pole karne gości dośrodkowywał Dani Alves. W dobrej sytuacji znalazł się wtedy Alexis, ale z kilku metrów fatalnie przestrzelił. W 68. minucie Guardiola zdecydował się na drugą zmianę w tym spotkaniu: za Cuenkę na placu gry pojawił się Tello. O ile ta zmiana była jeszcze zrozumiała, tak ostatniej roszady zrozumieć za nic w świecie nie mogę: na ostatni kwadrans Fábregasa zmienił… Keita. Tak, Seydou Keita, który wcześniej dostawał generalnie defensywne zadania! Nie Thiago, nie Pedro, a Keita. No cóż, pisałem to po meczu z Realem, napiszę i teraz: to nie my pracujemy z zawodnikami i to nie my znamy ich dyspozycję, ale decyzja Pepa wydaje się być co najmniej dziwna.

W 82. minucie piłka wreszcie wpadła do bramki Chelsea, ale arbiter słusznie dopatrzył się pozycji spalonej Alvesa. Minutę później nieco przygaszony Leo Messi dał próbkę swojego geniuszu i z 16 metrów uderzył w słupek. Jak pokazały powtórki, Petr Čech popisał się kapitalnym refleksem i to on wybił futbolówkę na słupek swojej bramki.

Barcelona totalnie zdominowała gości i rozgrywała piłkę na ich połowie, ale nie wynikało z tego zbyt wiele. Przerzuty z lewej na prawą i z prawej na lewą stronę świadczyły raczej o braku pomysłu na grę niż o świetnej dyspozycji fizycznej bądź taktycznej. Gdy Barcelona była najbliżej strzelenia trzeciego gola, ostateczny cios w tym meczu zadał Fernando Torres, który na ostatnie dziesięć minut zmienił Drogbę. Barcelona zupełnie odpuściła grę w obronie i została ukarana. Po wybiciu piłki w sytuacji sam na sam z Valdésem znalazł się Torres. Napastnik Chelsea na pełnym luzie minął bramkarza Barcelony i umieścił piłkę w siatce. To był decydujący cios. To był koniec.

Barcelona zremisowała z Chelsea 2:2 i odpadła z Ligi Mistrzów. Nie liczy się już w grze o mistrzostwo Hiszpanii, nie liczy się też w Lidze Mistrzów. „Nic nie trwa wiecznie” – możemy powiedzieć. Zgadza się – po trzech latach dominacji, FC Barcelona oddaje fotel lidera. Z drugiej zaś strony należy zadać sobie pytanie: czy my, kibice Barçy, nie jesteśmy zbyt rozpieszczeni? Ligi, Ligi Mistrzów, Puchar Króla, Klubowe Mistrzostwo Świata i tak dalej… Drużyna Guardioli już dokonała cudu i nic ani nikt jej tego nie odbierze.

Jesteśmy smutni. Barcelona straciła szansę na dwa najważniejsze trofea, wciąż gra jednak o Puchar Króla. Dzisiejszy mecz, jak i cały sezon, wspaniale podsumowali kibice zgromadzeni na Camp Nou. Kiedy Barça straciła gola na 2:2, fani głośno skandowali: O le le, O la la, ser del Barça es el millor que hi ha.

Cieszmy się, że jesteśmy kibicami wspaniałej ekipy, która zawsze jest wierna swoim ideałom. Mamy za sobą trzy wspaniałe lata. Czy teraz czas na trzy lata chude? Na pewno nikt z nas nie jest na to gotowy i nikt nie mówi, że tak będzie na pewno. Trzeba przyjąć z godnością tę porażkę, pogratulować rywalowi i podnieść głowę, ponieważ w tym sezonie jest jeszcze do wygrania Puchar Króla, a od września rywalizacja startuje od nowa.

Visca el Barça! Som i serem!

REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (3496)

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.
Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze
« Powrót do wszystkich komentarzy