Po bardzo ciężkim dla Barcelony spotkaniu podopieczni Pepa Guardioli pokonali Sporting Gijón 3:1 i przynajmniej na 24 godziny zmniejszyli stratę do madryckiego Realu do siedmiu punktów. Wygrana na pewno cieszy, ale martwi kolejny uraz w drużynie, którego nabawił się Alexis Sánchez.
Szczerze powiedziawszy, w pierwszej połowie wiało nudą. Barcelona co prawda rozpoczęła spotkanie zgodnie z oczekiwaniami, prowadząc grę na połowie rywala, niemniej jednak poza dwiema dobrymi akcjami i bramką Iniesty nie działo się zbyt wiele. Zapowiadało się jednak obiecująco: już w 2. minucie strzelał Pedro, ale pomylił się o dobry metr. Ten sam zawodnik trafił do siatki kilka minut później, ale po koronkowej akcji Cesca i Iniesty urodzony na Wyspach Kanaryjskich gracz znajdował się na pozycji spalonej.
Przez kolejne pół godziny kibice mieli prawo się nudzić. Poza standardową już dominacją w środku pola piłkarze Barçy nie kwapili się do huraganowych ataków. Brakowało składnych akcji i przede wszystkim strzałów. Widać było brak na boisku Leo Messiego. Isaac Cuenca i Pedro nie potrafili złapać właściwego rytmu gry i pożytek z nich w ataku był raczej marny. Jeśli za strzały bierze się już Javier Mascherano (niecelne uderzenie z 20. minuty) to z formacją ofensywną musiało dziać się coś niedobrego.
Fanów z marazmu obudziła dopiero bardzo ładna kombinacja w wykonaniu Adriano i Keity. Brazylijczyk odegrał do Malijczyka i popędził w pole karne. Zdobywca trzeciego miejsca w tegorocznym turnieju o Puchar Narodów Afryki z klepki odegrał do Adriano, a ten dośrodkował przed bramkę Juana Pablo. Tam czyhał już Iniesta, który wpakował piłkę do siatki. Rozpędzona Barcelona jeszcze przed przerwą mogła podwyższyć wynik spotkania, ale w dobrej sytuacji Cesc Fábregas nie wykorzystał sytuacji sam na sam z bramkarzem gości.
Jeśli pierwsza połowa nie należała do najciekawszych, w drugiej połowie kibice nie mieli prawa się nudzić. Solidną dawkę emocji fani otrzymali już w pierwszej minucie drugiej części gry. W starciu na linii pola karnego gospodarzy upadł De las Cuevas, a arbiter spotkania Carlos Velasco Carballo nie zawahał się ukarać czerwonym kartonikiem Gerarda Piqué. Jeśli obrońca gospodarzy faulował w tej sytuacji, czerwona kartka oczywiście się należała. Pytanie tylko czy 41-letni arbiter nie powinien był puścić gry: obaj zawodnicy walczyli o piłkę bark w bark i gdyby gwizdek sędziego milczał, nikt nie mógłby mieć pretensji.
Niemalże z linii pola karnego rzut wolny wykonywał David Barral. Trafił w mur, ale pół minuty później 29-latek mógł cieszyć się z gola. Szarżujący prawą stroną boiska Mendy ograł Adriano i dośrodkował w pole karne, a Barral ubiegł Valdésa i sprytnym uderzeniem umieścił piłkę w siatce. Być może zachowanie bramkarza Barcelony nie było w tej sytuacji najlepsze, niemniej jednak zauważyć trzeba zupełny brak krycia. Zaspał Seydou Keita, a zareagować nie zdążył Iniesta.
Po zdobyciu gola podopieczni Javiera Clemente starali się pójść za ciosem i wykorzystać osłabienie gospodarzy. W 56. minucie Sporting przeprowadził szybką akcję która mogła skończyć się golem, ale na szczęście strzał Orfily powędrował obok bramki. W odpowiedzi Iniesta zagrał kapitalną piłkę do będącego od niedawna na murawie Alexisa Sáncheza, ale w ostatniej chwili obrońca gości wygarnął mu piłkę spod nóg.
Kolejna kontrowersja spotkania miała miejsce w 69. minucie. O ile w przypadku czerwonej kartki można dyskutować, tak tutaj sędzia popełnił duży błąd. Leżący we własnym polu karnym Nacho Cases w zamieszaniu zagarnął piłkę ręką, uniemożliwiając Keicie dojście do futbolówki. Dziesięć minut później nikt i nic nie mogło powstrzymać jednak Malijczyka przed zdobyciem cudownej, fantastycznej, wspaniałej bramki. Mascherano zagrał do Alexisa, Chilijczyk odegrał do Keity, który z 16 metrów idealnie przymierzył lewą nogą, ściągając pajęczynę z okienka bramki Juana Pablo. Z pewnością była to jedna z najpiękniejszych bramek Barcelony w obecnym sezonie.
Gol Keity był kluczowy dla losów spotkania: podłamał skrzydła dzielnie grającym do tej pory gościom i tchnął nowe życie w gospodarzy. Do końca meczu Barcelona kontrolowała już przebieg gry i pokusiła się jeszcze o zdobycie drugiego gola. Grający świetną partię Iniesta zagrał bardzo dobrą piłkę do Xaviego, a będący sam na sam z Juanem Pablo Xavi spokojnie posłał piłkę nad interweniującym bramkarzem. Nie wiem jak Wam, ale mnie przypomniała się sytuacja z 29 listopada 2010 i pamiętnej manity podczas spotkania z Realem Madryt. Asystent Iniesta, lekka podcinka i strzelec Xavi.
Chociaż po bramce Xaviego kibice mogli już unieść ręce w geście triumfu, musieli przełknąć jeszcze gorzką pigułkę. Z boiska w ostatnich minutach meczu musiał zejść Alexis Sánchez. Chilijczyk nabawił się urazu pachwiny i według oficjalnej informacji nie zagra przez dwa tygodnie.
Barcelona pokonała dziś przedostatnią drużynę w tabeli i zmniejszyła stratę do Realu, który jednak swój mecz rozegra dopiero jutro. Piłkarze Guardioli pokazali charakter oraz wolę walki i w trudnej sytuacji potrafili odmienić losy spotkania. Bohaterami meczu byli bez wątpienia strzelec arcyważnej i przepięknej bramki Seydou Keita i Andrés Iniesta, który był dziś nie do zatrzymania i zaliczył bramkę oraz asystę.
FC Barcelona 3:1 Sporting Gijón
Bramki: 1:0 Iniesta 41' (kliknij, aby obejrzeć), 1:1 Barral 48' (kliknij, aby obejrzeć) 2:1 Keita 79' (kliknij, aby obejrzeć), 3:1 Xavi 87' (kliknij, aby obejrzeć)
Żółte kartki: Ayoze, Canella, De las Cuevas, André Castro, Carmelo, Eguren, Barral, Gálvez - Iniesta, Xavi, Keita.
Czerwona kartka: Piqué.
Sędzia: Velasco Carballo (Kolegium madryckie).
Barcelona: Valdés, Alves, Piqué, Mascherano, Adriano, Keita, Xavi, Iniesta, Pedro (59' Tello), Cesc (59' Alexis), Cuenca (81' Puyol).
Sporting: Juan Pablo; Damián (48' Barral), Botía, Pedro Orfila, Gálvez, Canella; André Castro, Nacho Cases; Mendy, De las Cuevas (75' Eguren), Ayoze (48' Carmelo).
Komentarze (990)