Adiós campeón?

IceMan

11 lutego 2012, 19:46

3328 komentarzy

Wiedziałem, że spotkanie na Reyno de Navarra będzie jednym z najcięższych wyjazdów w całym sezonie ligowym. Wszak na gorącym terenie w Pampelunie, przy fanatycznej publiczności każdy ma problemy. Nie spodziewałem się jednak kolejnego zawodu, a tym bardziej przegranej, która może przesądzić o losie mistrzowskiego tytułu.

Dzisiejszy mecz gorzej po prostu nie mógł się zacząć. 4. minuta, błąd Pique, Raúl García efektownie zgrywa do wbiegającego w pole karne Lekicia, który otwiera wynik spotkania. Defensywa Barçy ośmieszona po raz pierwszy. Nie wiem czy problem leży w koncentracji, ale to już nie pierwszy pojedynek, który Duma Katalonii rozpoczyna delikatnie mówiąc... słabo. Kilka chwil później szansę na wyrównanie miał Alexis, do bramki trafił, jednak wcześniej arbiter główny odgwizdał pozycję spaloną. W 10. minucie bardzo ładnym strzałem zza pola karnego popisał się Messi, jeszcze lepszą interwencją popisał się jednak Andrés Fernández, który sparował futbolówkę na rzut rożny. Mylił się każdy ten, który myślał i wierzył, iż Leo tą akcją indywidualną da sygnał do ataku swojej drużynie. W 22. minucie przeżyliśmy szok. Katalońska defensywa totalnie rozklepana, Cejudo z prawej flanki świetnie dogrywa w pole karne, gdzie najsprytniejszy okazał się Lekic, który z bliskiej odległości zdobył swojego drugiego gola. Powtórki pokazały, iż Raúl García, który zagrywał na prawe skrzydło do Cejudo był na minimalnym spalonym, jednak gra się do gwizdka, a obrona Mistrza Hiszpanii zamiast grać... statystowała. Fatalne zachowanie defensywy i było 2:0. Przecierałem oczy ze zdumienia oglądając jak ligowy średniak ośmiesza czwórkę wielkich obrońców. Tak, ośmiesza.

W 27. minucie widzieliśmy jedną jedyną godną uwagi akcję Barcelony. Ładna kombinacja akcja  zespołowa zakończyła się wyjściem Messiego na pozycję sam na sam z Andrésem Fernándezem. Niestety wyszło jak zawsze ostatnimi czasy, Leo uderzył lekko i portero Osasuny wyszedł z opresji obronną ręką. Już ostatnio wspominałem, że Xavi dał przykład jak się strzela w dogodnych sytuacjach. Niestety Messi wniosków nie wyciągnął i znów uderzył tak, jakby ostatni posiłek spożywał na wigilię. Rozumiem, że to tylko człowiek, że może mieć słabsze momenty, kryzys formy, ale... ilość stuprocentowych okazji marnowanych w ostatnich spotkaniach przez Argentyńczyka jest brutalna. Po dłuższym przestoju ponownie zaatakowali gospodarze, na całe szczęście strzał Cejudo był zbyt lekki by zaskoczyć Valdésa. W grze Barcelony widać było dużą nerwowość, niewymuszone błędy. Mistrz nie jest przyzwyczajony do sytuacji w których musi odrabiać dwubramkową stratę i dziś było to wyraźnie widać. W 42. minucie tylko ślepocie sędziego liniowego zawdzięczamy przerwanie akcji Pampeluny. O spalonym Lekicia nie powinno być mowy, (nie)stety, pan z chorągiewką był odmiennego zdania. Do końca pierwszej części gry nic ciekawego się już nie wydarzyło.

Gdy arbiter główny zagwizdał po raz ostatni zapraszając obie drużyny na przerwę... coś zrozumiałem. Konferencja prasowa po meczu z Valencią, wywiady z poszczególnymi zawodnikami, wszyscy jednogłośnie mówili, że będą walczyli do końca, że nie zwątpią w szanse zdobycia mistrzowskiego tytułu. Uwierzyłem i poczułem się oszukany. Nie widziałem determinacji, woli walki, ambicji. Guardiola na arcyważny mecz w którym nie można sobie pozwolić na stratę choćby punktu po raz kolejny eksperymentuje ze składem, sadza na ławce Xaviego, Fabregasa czy Iniestę dając szansę Sergiemu Roberto czy najlepszemu (obok Lekica) graczowi Osasuny, Pedro. Forma tego drugiego woła o pomstę do nieba, ale o tym kataloński szkoleniowiec powinien wiedzieć obserwując treningi z jego udziałem. No właśnie, powinien. Nie wiem czy Pep przespał kilka ostatnich treningów, ale jego decyzje były równie fatalne, co gra zespołu. Mister jest Wielki, ale w chwilach takich, jak ta naprawdę go nie rozumiem. Teraz jednak wiem, że wspomniana wcześniej konferencja musiała się tak skończyć, przecież Guardiola nie mógł powiedzieć, że liga jest już przegrana, to oczywiste. Te 45 minut pokazały jednak, że Barcelona jest zmęczona, psychicznie i fizycznie. A na zdobycie tytułu mistrzowskiego spośród wszystkich rozgrywek mieliśmy najmniejsze szanse. Wszyscy zdawali sobie z tego sprawę.

Od początku drugiej połowy na boisku pojawili się Tello i Cuenca, którzy zmienili Puyola i Pedro. Zaczęło się bardzo obiecująco. Już w 48. minucie  świetnie zza pola karnego strzelał Messi, ale na posterunku był Andrés Fernández. 180 sekund później udało się zdobyć bramkę kontaktową. Świetnie z prawej flanki zagrał Cuenca, a Alexis umieścił piłkę w siatce i nadzieje na remontadę powróciły. Niestety nie na długo. Nadeszła 56. minuta i było już 3:1. Fatalne wybicie Valdésa, kolejny błąd defensywy i Raúl García trafia do siatki wprawiając w ekstazę trybuny Reyno de Navarra.

Barcelona nie zamierzała poddawać się bez walki. W 64. minucie Messi doskonale dograł do Tello, który w znakomitej sytuacji przegrał pojedynek z bramkarzem gospodarzy. Nadzieje ponownie powróciły w 73. minucie. Ładna seria podań, piłka trafia do Tello, który w pięknym stylu wkręca w ziemię Nino, potężnie strzela i mamy 3:2. Nie było pójścia za ciosem, do ataków ruszyła Osasuna. Najpierw w świetnej sytuacji spudłował jednak Raúl García, później dopisało nam szczęście po tym, jak uderzenie Puñala zatrzymało się na słupku. W 79. minucie mogła i powinna paść bramka wyrównująca. Kolejny raz kapitalnie do Tello dograł Messi, młody wychowanek uderzył po długim rogu, ale kapitalnie nogami wybronił niezawodny Andrés Fernández, który był bez wątpienia jednym z najjaśniejszych punktów swojego zespołu. Chwilę później oszaleliśmy ze szczęścia po bramce Alexisa. Wrzutka w pola karne, piłkę przedłuża Sergi Roberto, a Alexis z najbliższej odległości strzela swoją drugą bramkę. To było zbyt piękne, by było możliwe. Arbiter liniowy podniósł ku górze chorągiewkę sugerując pozycję spaloną Chilijczyka. Jak pokazały powtórki, tak rzeczywiście było. Zdecydowały centymetry, gdyż gracz Barcelony B dosłownie musnął lecącą do Sancheza piłkę, gdyby tego nie zrobił, byłoby 3:3.

Blaugrana napierała, ale nie potrafiła wypracować sobie dogodnej okazji. Aż do 94. minuty. Wspaniale dogrywający Messi wrzucił w pole karne, a piłkę meczową na głowie miał Fabregas. Niestety  Cesc uderzył zbyt lekko i piłka zamiast w siatce, wylądowała w rękawicach Fernándeza. Kilkanaście sekund później ku uciesze miejscowej publiczności sędzia zakończył ekscytujący pojedynek w którym górą byli gracze Osasuny.

Nie mam żadnych wątpliwości, zadecydowała katastrofalna (nie bójmy się tego słowa) pierwsza połowa. W drugiej Barcelona ożyła, ale dziś 45 minut dobrej gry to było za mało. Fatalna postawa defensywy, skuteczna Osasuna i w efekcie tracimy kolejne bezcenne punkty. Odrobienie 7 punktów przy skutecznie grającym Realu wydawało się piekielnie trudnym zadaniem. Jutro Blancos grają z Levante i na potknięcia wicemistrza ciężko liczyć. 10 punktów straty i 16 kolejek do końca? Podobno nadzieja umiera ostatnia...

Osasuna: Andrés Fernández; Marc Bertrán, Sergio, Flaño, Raitala; Cejudo, Nekounam, Puñal, Raúl García (89' Damia), Nino (77' Lolo), Lekic (70' Balde).

Barcelona: Valdes, Alves, Pique, Puyol (46' Cuenca), Abidal, Mascherano, Thiago, Sergi Roberto, Alexis, Pedro (46' Tello), Messi.

Rezerwowi: Pinto, Adriano, Xavi, Cesc, Iniesta, Cuenca, Tello

Statystyki:

Strzały: 8-10

Spalone: 3-3

Rzuty rożne: 3-12

Faule: 23-7

Kartki: 2-5

Posiadanie piłki: 31%-69%

Poleć artykuł

Komentarze (3328)

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.

Co tu dużo mówić, wystawienie takiego składu to wielkie nieporozumienie. Przecież wszyscy o tym wiedzą, że w Pampelunie gra się bardzo ciężko. Xavi, Fabregas i Iniesta lub Tello od razu, w 46 minucie na boisko. Inaczej nie ma szans na choćby punkt. Ba, żeby tylko nie było pogromu. Tylko 3 pkt!!!
« Powrót do wszystkich komentarzy