Quo Vadis, Blaugrano?

IceMan

28 stycznia 2012, 21:21

1623 komentarze

Ubiegłotygodniowa wygrana z Malagą była tylko jednorazowym wypadkiem przy pracy, dziś wszystko wróciło do "
"normy". Barcelona zgodnie z tradycją, po raz kolejny na wyjeździe zagrała... nawet nie wiem jakiego słowa użyć. Po prostu w żałosny sposób tracimy kolejne punkty i robimy kolejny prezent Realowi. A ja głupi myślałem, że gwiazdka była w grudniu.

Bardzo szybko, bo już w 2. minucie spotkania dogodną sytuację do zdobycia bramki miał ofensywnie ustawiony Dani Alves, jednak jego uderzenie z ostrego kąta , nogami obronił Diego Lopez. Kilka chwil później odpowiedział Villarreal. Szybka gra z pierwszej piłki zaowocowała przedarciem się pod pole karne Mistrza Hiszpanii, jednak zabrakło wykończenia, gdyż strzał Caniego nie mógł zaskoczyć Victora Valdésa. W 15. minucie najlepszą okazję do otwarcia wyniku meczu miał Leo Messi, który po fenomenalnym podaniu Daniego Alvesa wyszedł sam na sam z portero gospodarzy, jednak lob Argentyńczyka był niedokładny i minął prawy słupek bramki golkipera Yellow Submarines. Przez długi okres spotkanie było po prostu nudne. Mając w pamięci wspaniałą bombę Daniego w meczu z Realem, mogliśmy mieć nadzieję, iż w 30. minucie, Brazylijczyk uderzał  dużej odległości z rzutu wolnego, jednak jego strzał był daleki od tego jaki podziwialiśmy w środowy wieczór.

W 35. minucie po raz kolejni zaatakowali gospodarze. Z 16 metrów świetnie strzelał Senna, ale jeszcze lepszą paradą popisał się Victor Valdés, który sparował futbolówkę na rzut rożny. Na kilka minut przed przerwą wspaniale zachował się Messi, który skupiając na sobie uwagę trójki rywali, świetnie dograł do Ceska Fabregasa, jednak zaskakującym podaniem... zaskoczony był sam Fabregas, który nie spodziewał się takiego dogrania swojego kolegi. Szkoda, bo gdyby Cesc w porę zorientował się, co knuł Leo, byłby sam na sam z Diego Lopezem. Pierwsza połowa zakończyła się bezbramkowym remisem. Zarówno jedna jak i druga drużyna nie rozpieściła swoich fanów, wręcz przeciwnie.

Zwykło się mawiać, że nadzieja matką głupich jest. Zawiódł się każdy ten, który oczekiwał, że w drugiej połowie Barça pokaże klasę i przywiezie do stolicy Katalonii kolejne bezcenne 3 punkty. Do 75. minuty na boisku nie działo się kompletnie nic, by nie używać słów powszechnie uważanych za nieparlamentarne po prostu napiszę, że te dwa kwadranse po prostu się odbyły (podobno). Na 15 minut przed końcem meczu na boisku pojawił się Tello do spółki z Thiago, którzy zmienili Adriano i Xaviego. Brazylijczyk dzisiaj na boisku wyróżniał się pozytywnie, czego nie można powiedzieć o Xavim. Gdybym nie przeczytał na łamach serwisu wyjściowych składów, nie wiedziałbym, że człowiek z numerem 6 na bordowo-granatowym trykocie na El Madrigal był dzisiaj obecny. Wszedł Tello i... zaczął się mecz. Już 3 minuty od momentu pojawienia się na murawie młodziutki skrzydłowy przeprowadził świetną akcję indywidualną, doskonale dograł do Cesca Fabregasa (tak, on dzisiaj też grał), który uderzył z pierwszej piłki. Wspaniałą interwencją popisał się Diego Lopez, który instynktownie wybił piłkę na poprzeczkę. Sam nie wiem dlaczego, ale przypomniały mi się występy reprezentacji Polski w piłce ręcznej zajęli na Mistrzostwach Europy 9 (tfu!) miejsce. Sami sobie byli winni fatalnie rozegranej większej części meczu, a w końcówce wychodzili z siebie by wygrać i w najważniejszych momentach brakowało szczęścia. Zacząłem się zastanawiać czy piłkarze Blaugrany oglądali na ME gladiatorów Wenty, ale kolejnego horroru nie chciałem oglądać.

W 86. minucie obudził się Messi, rozegrał ładną akcję z Thiago, wyszedł sam na sam z Diego Lopezem i... znów przegrał. Portero Villarrealu wybronił strzał La Pulgi, dobitkę na nodze miał jeszcze Fabregas, ale jego uderzenie było po prostu żałosne. Dobrze, że przy tym strzale nie doznał jakiejś kontuzji. Z całym szacunkiem dla Cesca, ale w takiej sytuacji najprawdopodobniej czysto w piłkę trafiłby nawet przeciętny polski 30-letni amator grający na co dzień w B-klasie. Chwilę później znów szalał Tello, najpierw był faulowany przez Gonzalo, później już nie dał się dogonić i świetnie przed polem karnym dostrzegł wolnego Messiego. Uderzenie najlepszego piłkarza świata nie sprawiło jednak Alvesowi najmniejszych problemów.

Po dokładnie 93 minutach gry Teixeira Vitienes zagwizdał po raz ostatni. Nie wiem, naprawdę nie wiem w czym tkwi problem. Barça grająca u siebie, a Barça grająca na wyjazdach to niebo i ziemia. Na boisku rywala podopieczni Guardioli grają tak, jakby chcieli a nie mogli. Tak, jakby nie chcieli obronić mistrzowskiego tytułu, oddać go Madrytowi bez walki. Wierzę (chociaż nie wiem czy jest sens), że wreszcie na pomeczowej konferencji prasowej Guardiola przestanie udawać grzecznego chłopca mówiącego w kółko o zimnym prysznicu, dobrej grze rywala czy innych czynnikach. Przestańmy wreszcie mówić, że jest w porządku, bo nie jest. Jeśli w szatni nie poleci jedna czy druga puta to nic się nie zmieni. Dzisiejszego wieczora 20-letni Cristian Tello Herrera w 15 minut narobił na boisku więcej namieszania niż 10 jego kolegów razem wziętych przez cały mecz. A to chyba o czymś świadczy. Barcelono... obudź się i zacznij wreszcie wyciągać wnioski, nim będzie za późno...

FC Barcelona: Valdés; Alves, Piqué (60' Alexis), Puyol, Abidal; Sergio, Mascherano, Xavi (75' Thiago); Cesc, Messi, Adriano (75' Tello).

Rezerwowi: Pinto, Thiago, Cuenca, Sergi Roberto, Tello, Dos Santos.

Villarreal: Diego López; Ángel, Gonzalo, Musacchio, Oriol; Senna, Bruno, Cani (72' Castellani), Borja Valero; Joselu, Marco Ruben (82' Camunas).

Statystyki:

Strzały 3-9
Spalone 5-2
Rzuty rożne: 1-6
Faule: 22-13
Żółte kartki: 5-3
Posiadanie piłki: 34%-66%

 

REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (1623)

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.
Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze
« Powrót do wszystkich komentarzy