Klasyk to emocje, pasja, wydarzenie roku. Zarówno dla Barçy, jak i dla Realu, to spotkania, które mogą okazać się punktem zwrotnym dla całego sezonu. Mimo wielkiej wrzawy i podniecenia, które wywołują te mecze, są dwie osoby, które starają się racjonalizować, rozważać i obmyślać sposób, aby znaleźć słabe punkty rywala. Guardiola i Mourinho po raz kolejny staną do boju ze swoimi odmiennymi stylami i dadzą z siebie wszystko, aby przygotować zwycięską taktykę.
Dalecy od tego, żeby się bać, Mou i Pep zawsze byli odważni i wprowadzali innowacje przed najważniejszymi w roku meczami. Modyfikowali zwyczajowe ustawienia, aby polepszyć wydajność swoich zespołów. Obu udało się zaskoczyć rywala wprowadzając taktyczne zmiany, które w pewnych przypadkach miały wpływ na późniejszą formę gry danego zespołu.
Przykładem tego jest decyzja Guardioli, żeby Messi grał jako "fałszywa dziewiątka" w jednym z klasyków na Bernabéu. Była to jedna z lepszych decyzji Pepa. Nie tylko ze względu na rezultat tamtego meczu (2:6), ale także dlatego, że od tej pory argentyński crack stał się jednym z najlepszych strzelców w historii Barçy.
Pozycja Messiego nie była jedyną rzeczą, którą odważył się zmienić Guardiola. To samo bowiem zrobił, przed dwoma laty na Bernabéu, z pozycją Alvesa. I chociaż odwaga nie zawsze jest gwarancją sukcesu, na bieżąco skorygował ustawienie, aby wygrać po raz kolejny, dzięki golom Pedro i Messiego.
W czwartym roku Guardioli, Barça zatoczyła koło i sięgnęła w kierunku najczystszej formy "cruyffizmu". Wraz z pojawieniem się Cesca, Pep postawił na bardziej ofensywny system: z trójką w obronie i duetem Cesc – Messi kursującym na pozycji napastnika.
Po drugiej stronie barykady znajduje się Mourinho. Bardziej niż kiedykolwiek stoi on teraz przed jednym z większych wyzwań w swojej karierze. Przed rywalem, który w zeszłym sezonie wyszedł zwycięsko w czterech na pięć spotkań. Portugalczyk starał się już raz zaskoczyć rywala ustawiając Pepe w środku pola. Jego celem było wzmocnienie pressingu i utrudnienie wyjścia z piłką zespołowi Guardioli. Jednak ten brak odwagi zmniejszył siłę gry ofensywnej Realu.
W tym sezonie, opętany znalezieniem najlepszej taktyki, trener Królewskich próbował rozwinąć umiejętność pressingu przy wyjściu rywala z piłką. Bez wątpienia z intencją, że przeciwko Barcelonie jego zawodnicy będą na dobre zasymilowani z tą koncepcją. Już w meczu o Superpuchar zaskoczył podopiecznych Guardioli. Ale wówczas celność podań drużyny Barçy okazała się tym, co dało jej przewagę.
W tym roku obydwaj trenerzy dysponują większymi środkami, aby wzajemnie się zaskoczyć. Guardiola posiada w swoich szeregach Alexisa, Cesca, Cuencę i Thiago: jest to wielkie wzmocnienie składu kolejnymi wszechstronnymi zawodnikami, aby z powodzeniem stawić czoła rywalom z Madrytu. Z kolei Mourinho udało się "wyciągnąć" wszystko, co najlepsze z Kaki i Higuaína. Jednocześnie Benzema znajduje się we wspaniałej formie, a kontuzja Carvalho spowodowała, że Sergio Ramos przemienił się w lidera obrony.
Jeśli niespodziewanie nie pojawią się żadne urazy, Mourinho i Guardiola nie odsłonią swoich kart do ostatniej chwili. Oprócz tego, wiele niewiadomych o domniemanych faworytach trenerów ujrzy w końcu światło dzienne. Villa czy Alexis? Ozil czy Kaká? Benzema czy Higuaín? Puyol, a może Mascherano?
Odpowiedź poznamy już 10 grudnia.
Komentarze (88)