Kupmy sobie rezerwowego rezerwowego

Qba

17 lipca 2005, 15:48

Brak komentarzy
To krótkie zdanie w 90% przedstawia politykę transferową Barçy. Otóż zespół z Katalonii w każdym letnim okienku transferowym kupuje wielu zawodników. Co roku zakupom towarzyszą wielkie emocje. W gazetach pojawiają się liczne spekulacje właśnie na temat transferów. No i w ostatecznym rozliczeniu na Camp Nou trafia około pięciu, sześciu piłkarzy. Głównie młodych i utalentowanych obcokrajowców. Jednak oglądając później zmagania najlepszych zespołów Hiszpanii w Primera Division, czy podziwiając walkę o europejskie trofea okazuje się, że w porównaniu z poprzednim sezonem skład Barcelony prawie się nie zmienił.

Cóż, należy spojrzeć prawdzie w oczy. Albo nowi zawodnicy nie mieszczą się w kadrze z powodu braku umiejętności (Geovanni), mają problemy z kontuzjami (Overmars, Andersson), są spoza UE (Saciola, Marquez, Ronaldinho, Rustu) lub nie odpowiadają wizji trenera (Rochemback, Quaresma). Należy z tym skończyć! Albo wydajemy pieniądze na zawodników, którzy będą grali w pierwszej jedenastce albo oszczędzamy, aby w następnym roku dysponować większymi funduszami.

Bramka

W Katalonii zawsze był problem z obsadą pozycji bramkarza. W sezonie 2002/03 między słupkami Barçy stał Argentyńczyk z włoskim paszportem - Roberto Oscar Bonano, którego interwencje były tak niepewne, że oglądając jego poczynania można było dostać zawału. Pod koniec rozgrywek jego miejsce zmienia młody Hiszpan - Victor Valdes. Broni przyzwoicie, jak na swój wiek, ale nowy zarząd postanawia poszukać jak najszybciej kogoś z większym doświadczeniem. Wybór pada na Turka, Rustu bohatera Mistrzostw Świata z Korei. Przed rozpoczęciem sezonu 2003/04 każdy był prawie pewien, że to brązowy medalista z Korei będzie pierwszym golkeeper'em Blaugrany. A tymczasem niespodzianka - to Hiszpan zyskuje większe uznanie w oczach Rijakarda (trener tłumaczy absencję Rustu tym, że Turek nie zna hiszpańskiego - co według zawodników jest usprawiedliwieniem wręcz absurdalnym - nie potrzeba znać języka, żeby porozumiewać się na boisku). Wielu kibiców nie zgadza się z typem trenera, gdyż uważają że Rustu ma większe doświadczenie i powinien grać, a co do Valdesa - będzie miał czas, żeby się wykazać.

Defesywa

Ściągnięty z Bayernu Monachium Patrick Andersson (środkowy obrońca) miał być wzmocnieniem na sezon 2001/02. Ówczesny blok defensywny Barcelony był, lekko mówiąc nie do końca szczelny (dziwnie grający Christanval - Francuz, który kosztował zarząd 15 milionów funtów - również miał być wzmocnieniem, ale często wydawało się że jest 12 zawodnikiem przeciwnika). Niestety Szwed doznał kontuzji, która wykluczyła go z gry na kilka ładnych miesięcy. Rok 2003 - Meksykanin Marquez i Giovanni Van Bronckhorst sprowadzeni zostają na Camp Nou. Wszyscy kibice mogą odetchnąć z ulgą - z obroną nie jest najgorzej. Cóż - tylko teoretycznie. Marquez nie jest w składzie, z powodu lekkich urazów, bądź z braku miejsca w pierwszej jedenastce (na jego pozycji gra przemianowany na środkowego obrońcę Cocu). Giovanni Van Bronckhorst - gra na lewym skrzydle, ale jego forma pozostawia wiele do życzenia (wiadome jest wszystkim - nie grał za dużo w Arsenalu z powodu licznych kontuzji). Kolejnym atutem GvB jest jego narodowość - Holender, a jak wiemy trener swoich ziomków obdarza większym zaufaniem. Rozwiązanie - Marquez powinien grać (Cocu niech wraca na starą pozycję), Giovanni też (dopóki lepszej formy nie zaprezentuje Fernando Navarro).

Pomoc

2000/01 - Overmars i Petit w Barcelonie. Cóż - Marc nie gra - bo ma wiele kontuzji, a Petit nie jest piłkarzem, który znalazłby miejsce w wizji gry trenera. Pierwszy sezon bez sukcesów. W sezonie 2001/02 ze słonecznej Brazylii zostają sprowadzeni Geovani (15 mln funtów) i Rochemback (8 mln). Mówi się o nich, że będą gwiazdami... Mówi się. Bo w praktyce okazują się przeciętniaczkami, a co za tym idzie siadają na ławie. Potem - jak w reakcji łańcuchowej - tracą chęć do gry, nie dają z siebie 100% na treningu, tracą formę i miejsce w składzie. Tak przynajmniej było z Geovanim, Rochemback częściej dostawał szansę gry i wykorzystywał ją w różny sposób. Wiele zależało od dnia. Jednym słowem - około 25 milionów funtów w błoto. Sezon 2002/03. Odchodzi Rivaldo, a żeby zaspokoić żądnych nazwisk kibiców, na Camp Nou ląduje Juan Roman Riquelme. Znowu wielkie nadzieje - znowu niewłaściwe. Argentyńska "gwiazda" nie mogła odnaleźć się w klubie. JRR prosił o minuty (gry na boisku) - otrzymywał je (szczególnie od Antica), ale nic to nie dawało. Kilka razy próbował się kiwać, ale ani razu nie przynosiło to skutku. Po nieudanych akcjach - siadał na murawie chyba nie tylko swoją postwą. 2003/04 - nadzieja na lepszą linię pomocy. Do Katalonii przybywa Ronaldinho i Quaresma. I tak - Ronnie gra w wyjściowej jedenastce i błyszczy na boisku, a Quaresma... Czasami mieści się w 16 powołanych na mecz. Jednym słowem - zawodnik się marnuje. Jest możliwość zamienienia nim LE21, który nie jest w najlepszej formie, jednak Rijkard twardo stawia na Hiszpana. Kolejny rezerwowy za 6 milionów euro. Rozwiązanie - Ronnie w pierwszej 11 � to nie budzi żadnych wątpliwości, a Quaresma powinien spróbować zagrać na prawej flance.

Atak

Rok 2001 - Zinedine Zidane ląduje w madryckim Realu. Aby przyćmić ten transfer na Camp Nou sprowadzony zostaje (przez Joana Gasparta) Javier Saviola. Znowu nadzieja... Krótkotrwała (jak zawsze). Początek sezonu i Argentyńczyk błyszczy. Na ławce.... Po pewnym czasie trener (Serra Ferrer) pod presją kibiców zaczyna stawiać na el conejo. Z dobrym skutkiem. I tak sezon dobiega końca, rozpoczyna się kolejny - Saviola na ławce. Znowu trzeba przekonywać do siebie trenera. Saviola gra. Koniec sezonu - początek następnego i ta sama historia. Cóż, jedyny dobry transfer Joana Gasparta. Ale prawdą jest, że kiedy Kluivert nie strzela bramek wszystkie oczy skupiają się na Argentyńczyku. Rozwiązanie: Saviola musi grać - bezwzględnie!

Podsumowanie

Może nie wynika to, aż tak bardzo z powyższego tekstu, ale Barça kupuje zawodników, którzy trafiają na ławkę. Geovanni, Rochemback, Riquelme, Christanval, Saviola (czasami), Andersson, Overmars, no i teraz Marquez i Quaresma. Cóż tak dalej być nie może. Może teraz kupmy sobie zawodnika do pierwszej jedenastki?

Poleć artykuł