Frank Rijkaard
Franklin Edmundo Rijkaard
Czy to naprawdę dobry trener? Czy jest on przyczyną sukcesów Barcelony w tym sezonie, a może też ze względu na jego decyzję Barcelona zdobyła tak „mało”? Czy nie jest tak, że każdy trener z takimi graczami osiągnąłby podobne sukcesy?
Chyba wszyscy wiemy, kim jest Frank Rijkaard, znamy mniej więcej jego życiorys i piłkarską karierę (Holender, 43 lata, wielka kariera piłkarska – Ajax, Milan, reprezentacja Holandii), ale czy nie jest przypadkiem tak, że na bazie bardzo dobrego gracza oraz za pomocą nazwiska, stał się on nagle trenerem Barcelony? Jaka jest jego przeszłość trenerska?
A więc przedstawia się ona następująco:
Asystent trenera kadry - Guusa Hiddinka (1998 r.);
Selekcjoner reprezentacji Holandii (1998 - 2000);
Pierwszy trener Sparty Rotterdam (2001 - 2002);
Pierwszy trener FC Barcelony (2003 -?).
Myślę, że o czasach bycia asystentem nie ma, co wspominać. Na pewno nauczył się trochę od niezłego specjalisty, ale jego rola w drużynie była znikoma, zwłaszcza, że podobne stanowisko zajmowali wtedy: Ronald Koeman i Johan Neeskens. Jednak to Frank przejął zespół i to pod jego wodzą reprezentacja Holandii zagrała na Mistrzostwach Europy w 2000 roku. Holendrzy grali znakomicie, wygrywali mecz za meczem, świetnie radzili sobie w ofensywie, nie zapominając jednak o obronie. W drużynie brylowali zwłaszcza ex-barceloniści: Kluivert, Davids, Overmars. Niestety w półfinałach minimalnie lepsi okazali się Włosi i ich defensywny styl gry. Powiem szczerze, że gorąco kibicowałem ‘pomarańczowym’, bardzo podobał mi się ich styl gry, ale jednak wymagania kibiców były na tyle wysokie, że Rijkaard zrezygnował.
Kolejnym krokiem w karierze było objęcie posady trenera Sparty Rotterdam. Pod jego wodzą zespół ten po raz pierwszy w historii … spadł do drugiej ligi. Rijkaard postanowił, więc odejść, a jego kolejną przystanią okazała się Barcelona.
I tutaj właśnie zaczyna się sedno tego felietonu. Czy Frank Rijkaard jest, bądź był na tyle dobrym szkoleniowcem, że należało mu powierzyć tak odpowiedzialną funkcję?
Przeanalizujmy jego decyzję skupiając się na roli w zespole, decyzjach indywidualnych oraz oczywiście osiągnięciach, które w znaczącym stopniu wpływają na wynik oceny pracy szkoleniowca.
W pierwszym sezonie Frank wydawał się przestraszony rangą funkcji i odpowiedzialności, która na nim spoczywa. Zespół zaczął sezon fatalnie, brakowało pomysłu w ataku, a obrona pozostawiała wiele do życzenia. Frank nie do końca jeszcze odpowiadał za całą sytuację, ponieważ był trenerem zbyt krótko, a także miał nie wielki wpływ na transfery dokonywane w klubie. Bez prawdziwego napastnika (pewnie zaraz odezwą się komentarze, że króliczek i Kluivert to super strzelcy, ale swoją ocenę podpieram liczbą goli i skutecznością obu wyżej wymienionych panów) zespół mało strzelał, Ronaldinho dwoił się i troił, ale brakowało osoby, która wykańczałaby akcje. Wydawało się nawet, że Rijkaard straci pracę, kibice powiewali białymi chusteczkami, a dziennikarze obwieszczali szybki koniec pracy Holendra na Camp Nou. Drużyna wygrała jednak kilka decydujących meczy i Laporta postanowił zaufać Frankowi. Nie staram się krytykować Rijkaarda za ten okres, bo wiadomo, że początki są trudne. Wydaję mi się jednak, że okres ten mógł być na pewno lepszy.
Od połowy sezonu drużyna zaczęła grać jednak o wiele lepiej, pozycja w tabeli diametralnie rosła, a sam Frank mógł być pewny zachowania swojej posady. Wielu z nas upatrywało przyczynę takiego nagłego zwrotu w osobie Edgara Davidsa, ale czy tylko to było powodem. Davids wniósł do zespołu wiele dobrego, wniósł ducha walki, odwagę i nieustępliwość. Jednakże Edgar był pierwszym transferem, za który odpowiedzialność po części ponosił już Frank. Wydaję mi się także, że zespół przyswoił koncepcie taktyczne, zrozumiał styl gry preferowany przez szkoleniowca, a także znalazł motywację do pracy, której źródło także upatruję w dwójce Rijkaard, Davids.
Sezon, jak wiadomo, zakończyliśmy na drugim miejscu, a Barca była najlepszą drużyna rundy rewanżowej. Uważam, że w tym okresie Frank zrobił wiele dobrego dla drużyny. Wdrożył nowy, skuteczny system gry, przetasował skład nie zważając na nazwiska. Odkrył na nowo Luisa Garcię, który był według mnie objawieniem sezonu oraz Andreasa Iniestę. Gra Barcelony przypominała grę reprezentacji Holandii, co potwierdzało wpływ decyzji szkoleniowca, na grę zespołu. Rijkaard popełnił jednak kilka błędów. Przede wszystkim drużyna ponownie nie zdobyła żadnego tytułu, a dodatkowo widać było przywiązanie do jednego stylu i sposobu gry, nie chęć do zmian. Kibice jednak byli bardzo zadowoleni, bo druga część sezonu naprawdę napawała optymizmem na kolejne lata.
W przerwie Rijkaard mógł na spokojnie i po swojemu poukładać zespół, mógł zdecydować, kogo zostawić i jakie pozycje wzmocnić. Z klubem pożegnało się kilka „gwiazd”, a pozycję najbardziej osłabione zostały wzmocnione zawodnikami o profilach odpowiadających Rijkaardowi. Muszę jednak szczerze przyznać, że odniosłem wrażenie, że to nie Rijkaard wybiera zawodników, wydawało mi się, że był on zupełnie podporządkowany woli zarządu, z Laportą, Rosselem i Txiki na czele. Oczywiście przedstawiał swoją opinię na temat zawodników, ale to nie on podejmował główne decyzje. Rijkaard dostał nowych graczy, niestety stracił też paru ważnych (takich jak chociażby Davids, Garcia i Cocu). Tutaj też dopatruję się uchybienia Franka, szkoda, że nie powalczył bardziej o wyżej wymienionych graczy, że nie postawił na swoim (zwłaszcza, że powtarzał, że każdego nich chciałby mieć nadal w składzie).
Ale z pozostałych elementów trenerskiego fachu wywiązał się w tym okresie według mnie znakomicie. Zespół idealnie przygotował się do rozpoczęcia nowego sezonu. Mimo wielu nowych twarzy Barcelona od samego początku grała pięknie, bardzko skutecznie, efektownie i efektywnie. W obronie prezentowaliśmy się najlepiej od ładnych kilku sezonów, a w ofensywie potrafiliśmy wykiwać każdą obronę. Zespół zbliżał się i bił wiele rekordów szybko odskakując rywalom. W Lidze Mistrzów radziliśmy sobie nawet z takimi firmami jak AC Milan (co prawda to oni wygrali grupę, ale według mnie to Barcelona była lepsza w bezpośrednich starciach). Pierwsza część sezonu to istna sielanka i niekończące się pasmo sukcesów. Niestety pojawiło się mnóstwo kontuzji, za które oczywiście trudno kogoś winić, ale jednej wybaczyć Rijkaardowi nie mogę. W Gran Derby więzadła krzyżowe zerwał Henka Larsson. W pierwszej części meczu widać już było, że coś jest nie w porządku z kolanem Szweda, Rijkaard nie zdecydował się jednak na zmianę, co jak wiemy nie było dobrą decyzją. Mimo wielu kontuzji Barcelona grała jednak ciągle bardzo skutecznie i powiększała swoją przewagę nad rywalami.
W przerwie Rijkaard po raz pierwszy zaczął poważnie upominać się o nowych zawodników, wyraźnie sprecyzował swoje potrzeby, określił profil zawodników, którzy mieli być sprowadzeni. Dokonał także pierwszego według mnie wysoce indywidualnego transferu. Do Barcelony przeszedł Demetrio Albertini. No właśnie i tu pojawił się problem. Nowi gracze okazali się nie do końca strzałami w dziesiątkę. Albertini prawie w ogóle nie gra, widać braki szybkościowe i kondycyjne. Rijkaard bardzo rzadko decyduję się na jego wystawienie, a dodatkowo zawodnik ten często jest po prostu nie zdolny do gry. W moim osobistym mniemaniu jest to najgorszy transfer Barcelony w tym sezonie. Drugi z niedawno sprowadzonych graczy – Maxi Lopez także nie wprowadził niczego nowego do zespołu i na pewno nie jest jak na razie godnym zastępca Henrika Larssona (co widać chociażby po czasie spędzanym na boisku).
Barcelona traci przewagę, coraz częściej zawodzi defensywa, a zawodnicy powoli wyglądają na zmęczonych. Oczywiście wszyscy ciągle i głęboko wierzą w zdobycie mistrzostwa, co miejmy nadzieje się stanie, ale sam styl już tak nie zachwyca.
Wiadomo, że znaczącym osłabieniem są kontuzje wielu czołowych graczy, ale czy tylko to jest problemem. W tym felietonie jednak pragnę skupić się na Franklinie Edmundo Rijkaardzie i dlatego postaram się ocenić jego decyzje.
Przede wszystkim wydaje mi się, że Rijkaard boi się eksperymentować. Skład Barcelony na każdy mecz jest wysoce przewidywalny. Przyczyna tego oczywiście SĄ także kontuzje, ale czasem schematyczność decyzji szkoleniowca jest ciut irytująca. Zespół ciągle odnosi sukcesy, dlatego trudno wyraźnie krytykować kogoś i może także nie ma ku temu powodów, ale wydaje mi się, że kilka rzeczy dało się zrobić lepiej. Rijkaard często wstrzymuje się także ze zmianami podczas meczy, bardzo długo gramy jednym ustawieniem, a same zmiany nie zawsze są trafione. Weźmy dla przykładu drugi mecz z Chelsea. W 76 minucie tracimy gola na 4-2, dopiero w 84 na boisku pojawia się Giuly (który zastępuje Belletiego), a w 86 minucie pojawia się Maxi (który uratował nam pierwszy mecz z Chelsea). Barcelona przegrywa przede wszystkim przez błędy w defensywie (królem nieporozumień był Gerard, który, nie wiadomo czemu, jest bardzo przez trenera lubiany). Barcelona gra bardzo schematycznie w swojej nieschematyczności. Akcje Barcelony przeprowadzane są z polotem i pomysłem, ale mimo wszystko widać, że są one często jednakowe. Przy dobrze ustawionej obronie Barcelona często ma problemy, tak było z Milanem, tak było z Chelsea, Villareal i Betisem. Brakuje drugiej opcji w ataku, Barcelona nie potrafi zagrać mniej finezyjnie, ale skuteczniej. W tym właśnie upatruje winę Rijkaarda. Barcelona gra wspaniały futbol, być może nawet najładniejszy na świecie, ale od jakiegoś czasu drużyny są już na taką grę przygotowane, a nowych wyraźnych zagrywek nie widać. Brakuje też tego, czym Barcelona bardzo imponowała w pierwszej części sezonu, waleczności i chęci odzyskania piłki od razu po jej stracie. Rijkaard ciągle ma, nad czym pracować, bo maszynka się troszkę zacięła i to właśnie w sprawach taktycznych upatruję część problemów.
Rijkaarda podziwiam jednak, za kilka elementów. Przede wszystkim uważam, że jest najspokojniejszym i być może jednym z rozważniejszych ludzi pełniących funkcję szkoleniowca. W przeciwieństwie np. do Pana Mourinho jego wypowiedzi zawsze są przemyślane i widać w nich brak efekciarskich zagrywek. Dodatkowo ma rzadką umiejętność kierowania drużyną tak, by nie było w niej żadnych kłótni, ani problemów. Wszyscy razem się wspierają, a Rijkaard tym spokojnie według potrzeb steruje.
Czy Rijkaard jest, więc odpowiednią osobą na to stanowisko?
Uważam, że tak. Sądzę, że w takim klubie jak Barcelona przede wszystkim trzeba być przyjacielem, mediatorem i psychologiem, trzeba potrafić motywować zawodników, a z tych elementów Rijkaard wywiązuje się wręcz znakomicie. Dodatkowo, Rijkard opracował bardzo skuteczną taktykę, potrafił znaleźć i wypromować kilku mniej docenianych graczy (jak Garcia, Iniesta czy Marquez w obecnym sezonie). Oczywiście nie ustrzegł się wielu błędów, ale któż ich nie popełnia.
Gdybym miał porównać Rijkaarda do jakiegoś innego szkoleniowca to wydaje mi się, że (co wielu może zaskoczyć) jest on zbliżony do … Vicente Del Bosque za czasów pracy w Realu (wcześniej mało znany szkoleniowiec, bez wielkiej kariery trenerskiej i chyba też bez powalającej trenerskiej wiedzy, ale potrafiący poukładać gwiazdy, znaleźć dla nich miejsce na boisku, osiągać sukcesy pozostając przy tym normalnym człowiekiem, człowiekiem nie gwiazdą pokroju Murinho czy Capello).
Życzę Rijkaardowi jeszcze wielu sukcesów w roli szkoleniowca Barcelony i chciałbym, aby był wspominany jak wielki Johan.
Czy to naprawdę dobry trener? Czy jest on przyczyną sukcesów Barcelony w tym sezonie, a może też ze względu na jego decyzję Barcelona zdobyła tak „mało”? Czy nie jest tak, że każdy trener z takimi graczami osiągnąłby podobne sukcesy?
Chyba wszyscy wiemy, kim jest Frank Rijkaard, znamy mniej więcej jego życiorys i piłkarską karierę (Holender, 43 lata, wielka kariera piłkarska – Ajax, Milan, reprezentacja Holandii), ale czy nie jest przypadkiem tak, że na bazie bardzo dobrego gracza oraz za pomocą nazwiska, stał się on nagle trenerem Barcelony? Jaka jest jego przeszłość trenerska?
A więc przedstawia się ona następująco:
Asystent trenera kadry - Guusa Hiddinka (1998 r.);
Selekcjoner reprezentacji Holandii (1998 - 2000);
Pierwszy trener Sparty Rotterdam (2001 - 2002);
Pierwszy trener FC Barcelony (2003 -?).
Myślę, że o czasach bycia asystentem nie ma, co wspominać. Na pewno nauczył się trochę od niezłego specjalisty, ale jego rola w drużynie była znikoma, zwłaszcza, że podobne stanowisko zajmowali wtedy: Ronald Koeman i Johan Neeskens. Jednak to Frank przejął zespół i to pod jego wodzą reprezentacja Holandii zagrała na Mistrzostwach Europy w 2000 roku. Holendrzy grali znakomicie, wygrywali mecz za meczem, świetnie radzili sobie w ofensywie, nie zapominając jednak o obronie. W drużynie brylowali zwłaszcza ex-barceloniści: Kluivert, Davids, Overmars. Niestety w półfinałach minimalnie lepsi okazali się Włosi i ich defensywny styl gry. Powiem szczerze, że gorąco kibicowałem ‘pomarańczowym’, bardzo podobał mi się ich styl gry, ale jednak wymagania kibiców były na tyle wysokie, że Rijkaard zrezygnował.
Kolejnym krokiem w karierze było objęcie posady trenera Sparty Rotterdam. Pod jego wodzą zespół ten po raz pierwszy w historii … spadł do drugiej ligi. Rijkaard postanowił, więc odejść, a jego kolejną przystanią okazała się Barcelona.
I tutaj właśnie zaczyna się sedno tego felietonu. Czy Frank Rijkaard jest, bądź był na tyle dobrym szkoleniowcem, że należało mu powierzyć tak odpowiedzialną funkcję?
Przeanalizujmy jego decyzję skupiając się na roli w zespole, decyzjach indywidualnych oraz oczywiście osiągnięciach, które w znaczącym stopniu wpływają na wynik oceny pracy szkoleniowca.
W pierwszym sezonie Frank wydawał się przestraszony rangą funkcji i odpowiedzialności, która na nim spoczywa. Zespół zaczął sezon fatalnie, brakowało pomysłu w ataku, a obrona pozostawiała wiele do życzenia. Frank nie do końca jeszcze odpowiadał za całą sytuację, ponieważ był trenerem zbyt krótko, a także miał nie wielki wpływ na transfery dokonywane w klubie. Bez prawdziwego napastnika (pewnie zaraz odezwą się komentarze, że króliczek i Kluivert to super strzelcy, ale swoją ocenę podpieram liczbą goli i skutecznością obu wyżej wymienionych panów) zespół mało strzelał, Ronaldinho dwoił się i troił, ale brakowało osoby, która wykańczałaby akcje. Wydawało się nawet, że Rijkaard straci pracę, kibice powiewali białymi chusteczkami, a dziennikarze obwieszczali szybki koniec pracy Holendra na Camp Nou. Drużyna wygrała jednak kilka decydujących meczy i Laporta postanowił zaufać Frankowi. Nie staram się krytykować Rijkaarda za ten okres, bo wiadomo, że początki są trudne. Wydaję mi się jednak, że okres ten mógł być na pewno lepszy.
Od połowy sezonu drużyna zaczęła grać jednak o wiele lepiej, pozycja w tabeli diametralnie rosła, a sam Frank mógł być pewny zachowania swojej posady. Wielu z nas upatrywało przyczynę takiego nagłego zwrotu w osobie Edgara Davidsa, ale czy tylko to było powodem. Davids wniósł do zespołu wiele dobrego, wniósł ducha walki, odwagę i nieustępliwość. Jednakże Edgar był pierwszym transferem, za który odpowiedzialność po części ponosił już Frank. Wydaję mi się także, że zespół przyswoił koncepcie taktyczne, zrozumiał styl gry preferowany przez szkoleniowca, a także znalazł motywację do pracy, której źródło także upatruję w dwójce Rijkaard, Davids.
Sezon, jak wiadomo, zakończyliśmy na drugim miejscu, a Barca była najlepszą drużyna rundy rewanżowej. Uważam, że w tym okresie Frank zrobił wiele dobrego dla drużyny. Wdrożył nowy, skuteczny system gry, przetasował skład nie zważając na nazwiska. Odkrył na nowo Luisa Garcię, który był według mnie objawieniem sezonu oraz Andreasa Iniestę. Gra Barcelony przypominała grę reprezentacji Holandii, co potwierdzało wpływ decyzji szkoleniowca, na grę zespołu. Rijkaard popełnił jednak kilka błędów. Przede wszystkim drużyna ponownie nie zdobyła żadnego tytułu, a dodatkowo widać było przywiązanie do jednego stylu i sposobu gry, nie chęć do zmian. Kibice jednak byli bardzo zadowoleni, bo druga część sezonu naprawdę napawała optymizmem na kolejne lata.
W przerwie Rijkaard mógł na spokojnie i po swojemu poukładać zespół, mógł zdecydować, kogo zostawić i jakie pozycje wzmocnić. Z klubem pożegnało się kilka „gwiazd”, a pozycję najbardziej osłabione zostały wzmocnione zawodnikami o profilach odpowiadających Rijkaardowi. Muszę jednak szczerze przyznać, że odniosłem wrażenie, że to nie Rijkaard wybiera zawodników, wydawało mi się, że był on zupełnie podporządkowany woli zarządu, z Laportą, Rosselem i Txiki na czele. Oczywiście przedstawiał swoją opinię na temat zawodników, ale to nie on podejmował główne decyzje. Rijkaard dostał nowych graczy, niestety stracił też paru ważnych (takich jak chociażby Davids, Garcia i Cocu). Tutaj też dopatruję się uchybienia Franka, szkoda, że nie powalczył bardziej o wyżej wymienionych graczy, że nie postawił na swoim (zwłaszcza, że powtarzał, że każdego nich chciałby mieć nadal w składzie).
Ale z pozostałych elementów trenerskiego fachu wywiązał się w tym okresie według mnie znakomicie. Zespół idealnie przygotował się do rozpoczęcia nowego sezonu. Mimo wielu nowych twarzy Barcelona od samego początku grała pięknie, bardzko skutecznie, efektownie i efektywnie. W obronie prezentowaliśmy się najlepiej od ładnych kilku sezonów, a w ofensywie potrafiliśmy wykiwać każdą obronę. Zespół zbliżał się i bił wiele rekordów szybko odskakując rywalom. W Lidze Mistrzów radziliśmy sobie nawet z takimi firmami jak AC Milan (co prawda to oni wygrali grupę, ale według mnie to Barcelona była lepsza w bezpośrednich starciach). Pierwsza część sezonu to istna sielanka i niekończące się pasmo sukcesów. Niestety pojawiło się mnóstwo kontuzji, za które oczywiście trudno kogoś winić, ale jednej wybaczyć Rijkaardowi nie mogę. W Gran Derby więzadła krzyżowe zerwał Henka Larsson. W pierwszej części meczu widać już było, że coś jest nie w porządku z kolanem Szweda, Rijkaard nie zdecydował się jednak na zmianę, co jak wiemy nie było dobrą decyzją. Mimo wielu kontuzji Barcelona grała jednak ciągle bardzo skutecznie i powiększała swoją przewagę nad rywalami.
W przerwie Rijkaard po raz pierwszy zaczął poważnie upominać się o nowych zawodników, wyraźnie sprecyzował swoje potrzeby, określił profil zawodników, którzy mieli być sprowadzeni. Dokonał także pierwszego według mnie wysoce indywidualnego transferu. Do Barcelony przeszedł Demetrio Albertini. No właśnie i tu pojawił się problem. Nowi gracze okazali się nie do końca strzałami w dziesiątkę. Albertini prawie w ogóle nie gra, widać braki szybkościowe i kondycyjne. Rijkaard bardzo rzadko decyduję się na jego wystawienie, a dodatkowo zawodnik ten często jest po prostu nie zdolny do gry. W moim osobistym mniemaniu jest to najgorszy transfer Barcelony w tym sezonie. Drugi z niedawno sprowadzonych graczy – Maxi Lopez także nie wprowadził niczego nowego do zespołu i na pewno nie jest jak na razie godnym zastępca Henrika Larssona (co widać chociażby po czasie spędzanym na boisku).
Barcelona traci przewagę, coraz częściej zawodzi defensywa, a zawodnicy powoli wyglądają na zmęczonych. Oczywiście wszyscy ciągle i głęboko wierzą w zdobycie mistrzostwa, co miejmy nadzieje się stanie, ale sam styl już tak nie zachwyca.
Wiadomo, że znaczącym osłabieniem są kontuzje wielu czołowych graczy, ale czy tylko to jest problemem. W tym felietonie jednak pragnę skupić się na Franklinie Edmundo Rijkaardzie i dlatego postaram się ocenić jego decyzje.
Przede wszystkim wydaje mi się, że Rijkaard boi się eksperymentować. Skład Barcelony na każdy mecz jest wysoce przewidywalny. Przyczyna tego oczywiście SĄ także kontuzje, ale czasem schematyczność decyzji szkoleniowca jest ciut irytująca. Zespół ciągle odnosi sukcesy, dlatego trudno wyraźnie krytykować kogoś i może także nie ma ku temu powodów, ale wydaje mi się, że kilka rzeczy dało się zrobić lepiej. Rijkaard często wstrzymuje się także ze zmianami podczas meczy, bardzo długo gramy jednym ustawieniem, a same zmiany nie zawsze są trafione. Weźmy dla przykładu drugi mecz z Chelsea. W 76 minucie tracimy gola na 4-2, dopiero w 84 na boisku pojawia się Giuly (który zastępuje Belletiego), a w 86 minucie pojawia się Maxi (który uratował nam pierwszy mecz z Chelsea). Barcelona przegrywa przede wszystkim przez błędy w defensywie (królem nieporozumień był Gerard, który, nie wiadomo czemu, jest bardzo przez trenera lubiany). Barcelona gra bardzo schematycznie w swojej nieschematyczności. Akcje Barcelony przeprowadzane są z polotem i pomysłem, ale mimo wszystko widać, że są one często jednakowe. Przy dobrze ustawionej obronie Barcelona często ma problemy, tak było z Milanem, tak było z Chelsea, Villareal i Betisem. Brakuje drugiej opcji w ataku, Barcelona nie potrafi zagrać mniej finezyjnie, ale skuteczniej. W tym właśnie upatruje winę Rijkaarda. Barcelona gra wspaniały futbol, być może nawet najładniejszy na świecie, ale od jakiegoś czasu drużyny są już na taką grę przygotowane, a nowych wyraźnych zagrywek nie widać. Brakuje też tego, czym Barcelona bardzo imponowała w pierwszej części sezonu, waleczności i chęci odzyskania piłki od razu po jej stracie. Rijkaard ciągle ma, nad czym pracować, bo maszynka się troszkę zacięła i to właśnie w sprawach taktycznych upatruję część problemów.
Rijkaarda podziwiam jednak, za kilka elementów. Przede wszystkim uważam, że jest najspokojniejszym i być może jednym z rozważniejszych ludzi pełniących funkcję szkoleniowca. W przeciwieństwie np. do Pana Mourinho jego wypowiedzi zawsze są przemyślane i widać w nich brak efekciarskich zagrywek. Dodatkowo ma rzadką umiejętność kierowania drużyną tak, by nie było w niej żadnych kłótni, ani problemów. Wszyscy razem się wspierają, a Rijkaard tym spokojnie według potrzeb steruje.
Czy Rijkaard jest, więc odpowiednią osobą na to stanowisko?
Uważam, że tak. Sądzę, że w takim klubie jak Barcelona przede wszystkim trzeba być przyjacielem, mediatorem i psychologiem, trzeba potrafić motywować zawodników, a z tych elementów Rijkaard wywiązuje się wręcz znakomicie. Dodatkowo, Rijkard opracował bardzo skuteczną taktykę, potrafił znaleźć i wypromować kilku mniej docenianych graczy (jak Garcia, Iniesta czy Marquez w obecnym sezonie). Oczywiście nie ustrzegł się wielu błędów, ale któż ich nie popełnia.
Gdybym miał porównać Rijkaarda do jakiegoś innego szkoleniowca to wydaje mi się, że (co wielu może zaskoczyć) jest on zbliżony do … Vicente Del Bosque za czasów pracy w Realu (wcześniej mało znany szkoleniowiec, bez wielkiej kariery trenerskiej i chyba też bez powalającej trenerskiej wiedzy, ale potrafiący poukładać gwiazdy, znaleźć dla nich miejsce na boisku, osiągać sukcesy pozostając przy tym normalnym człowiekiem, człowiekiem nie gwiazdą pokroju Murinho czy Capello).
Życzę Rijkaardowi jeszcze wielu sukcesów w roli szkoleniowca Barcelony i chciałbym, aby był wspominany jak wielki Johan.
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
Poleć artykuł
Komentarze (3)