Natura skretyniała?

patpul

4 marca 2006, 13:30

Brak komentarzy
Czegoś takiego piłkarski świat jeszcze nie widział. Jeśli nie świat to przynajmniej Hiszpania. Mowa oczywiście o wydarzeniach sobotniego wieczoru z La Romareda. Samuel Eto'o schodzący z boiska przy wtórujących mu małpich okrzykach. Schodzący Eto'o którego próbują zatrzymać na boisku zarówno sędzia meczu, koledzy z drużyny, gracze rywali, w końcu Frank Rijkaard. Eto'o który próbując zejść z boiska powtarza: "Dość tego!". To robi po stokroć mocniejsze wrażenie niż jakakolwiek wyreżyserowana reklama społeczna wycelowana w rasizm.

Wydawałoby się, że Hiszpanie ostatecznie pozbyli się "dzikusów" (jak niektórzy określają, choćby w kontekście wydarzeń ostatnich kilku lat, Arabów) już pięć wieków temu. Pamiętać należy jednak, że nie była to akcja jednorazowa. Bo przecież teoretycznie już w VIII wieku pod Piotieres "dzikusy" zostały pogonione z Półwyspu Iberyjskiego. Jednak niekoniecznie, bo siedem wieków później królowie katoliccy dokończyć musieli dzieła przeprowadzając kolejną rekonkwistę. "Dzikusy" towarzyszyły też Hiszpanii w wieku XX. Tyle, że te XX-wieczne opętane były i prześladowały manią czystości aryjskiej rasy. Najwyraźniej linia tych zwierząt nie wymarła i nie zamierza odejść zbyt szybko.

Wydarzenia z meczu z Saragossą nie były jednak jedynymi wybrykami stadionowej, iberyjskiej hołoty. Przecież już rok temu na tym samym stadionie najlepszy strzelec Barcelony mógł usłyszeć, co sądzą o nim i jego czarnej rodzinie aragońscy fani. Podobne opinie wobec kameruńskiego piłkarza wyrażali też Kastylijczycy z podmadryckiego Getafe. Swoje usłyszał też w Hiszpanii choćby Ashley Cole. A to przecież tylko kilka przykładów z ostatnich 12 miesięcy. Ile było podobnych sytuacji, o których nikt nie mówił?

Gdyby Eto'o zszedł z boiska, to samo zrobiłby Ronaldinho, a za nimi zapewne pozostali gracze Barcelony. Piękny gest. Tylko czy znaczyłby on cokolwiek, gdyby w ślad za zawodnikami ze stolicy Katalonii nie poszli rywale? Zapewne znaczyłby on niewiele - rozżalona i zmęczona Barcelona, której nie idzie w meczu z ligowym średniakiem, chce zdobyć punkty przy zielonym stoliku. Bo tylko solidarne zejście obu ekip pokazałoby, że niezależnie co się dzieje, ale dla zjawiska przemocy na stadionach (a przecież rasizm też jest rodzajem przemocy!) nie ma miejsca.

Poza tym nie od dziś wiadomo, że Samuel Eto'o jest kapryśny. Niejednokrotnie dawał już temu wyraz. Nie jest on jednak jedynym czarnoskórym zawodnikiem, wobec którego publiczność zachowywała się w taki sposób. Zejście z boiska miałoby być wyrazem profesjonalizmu piłkarza? Po dwakroć nie! Po pierwsze Eto'o zarabia pieniądze strzelaniem bramek i bieganiem po boisku, a nie schodzeniem z niego. Po wtóre zaś zejście z boiska miały charakter demoralizujący - pokazałoby, że na czarnoskórego zawodnika wystarczy "poughać", by wyprowadzić z równowagi, niemal doprowadzając go do łez. A przecież trzeba być ponad takimi zachowaniami, by je zwalczyć lub chociaż ograniczyć. Czy opuszczenie przez piłkarza boiska zwróciłoby uwagę na problem rasizmu na stadionach? Też nie! Przecież ta świadomość pośród piłkarzy, działaczy, kibiców czy dziennikarzy istnieje od bardzo dawna. Może jednak zauważonoby w końcu, że obecna formuła walki z rasizmem się wyczerpała. Straciła swą skuteczność i należałoby wypracować nową.

Czy więc zachowania z La Romareda były wybrykami skretyniałych jednostek zwanych ludzkimi, czy może opanowującą coraz większe obszary stadionowej rzeczywistości ksenofobii? Patrząc na ludzi, którzy zasiadali za bramką bronioną w 2. połowie gry przez Saragossę można odnieść wrażenie, że była to grupa półgłówków, którym ręka zdrętwiała w faszystowskim pozdrowieniu. Chciałbym, żeby to była prawda, bo ze zdebilałymi jednostkami natura poradzi sobie sama, bez niczyjej pomocy. Ksenofobów natomiast należy eliminować. Chyba, że natura też skretyniała...
REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (0)

Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze