Frank Rijkaard - Ideolog czy pragmatyk?

Barcamacka

23 listopada 2006, 23:31

1 komentarz
F.C. Barcelona

Doktryna zespołu Barcelony jest prosta: grać pięknie, pięknie i jeszcze raz pięknie. Ta dogmatyczna teza o drużynie z Katalonii piętrzy się swoim sensem na wszystkich stadionach Europy niezależnie od końcowego wyniku. Model gry Katalończyków przypomina funkcjonowanie demokracji piłkarskiej, w której to każdy piłkarz jest ogniwem całego systemu opierającego się na wszystkich tych cechach, jakie może posiadać ten ustrój. Mam na myśli wkład każdego piłkarza w grę zespołu objawiający się w postaci maksymalnego zaangażowania w ofensywę, przejrzystość i bezpośredniość w inicjowaniu akcji, trój podział "władzy" zespołu na obronę, pomoc i atak, równość wszystkich piłkarzy czy też pełna decentralizacja objawiająca się w postaci oddania części władzy piłkarzom i jednocześnie odebrania jej coach'owi. Wszyscy na świecie wiedzą jak gra Barcelona rozpoznając jej grę po nieustannym "klepaniu" przeciwnika - grą w dziada gdzie piłka wędruje od nogi do nogi, gdzie każdy piłkarz uczestniczy w kreowaniu danej akcji a tempo spektaklu rośnie z minuty na minutę. Cały pejzaż charakterystyki Barçy tworzył się z latami, powoli budując markę drużyny uważanej w Katalonii za coś więcej niż sport, niczym religia, której wyznawcy spotykali się każdej niedzieli na mszy na Camp Nou by z dumą i przekonaniem świętować wspólne spotkanie. Niewątpliwie największy wkład w te dzieło należy się Johanowi Cruyff'owi, który przeniósł wielkość Barçy z krajowych stadionów na europejskie areny, czyniąc z niej tym samym jeden z największych klubów w Europie i na zawsze już zapewniając jej szlachetne miejsce w historii futbolu. To właśnie era Holendra na ławce trenerskiej jest punktem odniesienia do wszystkich większych zmian, jakie dzieją się w zespole począwszy od wyników a kończąc na posadzie w roli trenera pierwszej jedenastki. Dotyczyło to takich trenerskich gigantów jak Bobby Robson, Radomir Antić czy Luis Van Gaal. To jak ci trenerzy realizowali projekt pod tytułem "Barça gra najpiękniej i zawsze wygrywa" zależało jak długo będą tam pracowali. Każdy z trzech wymienionych trenerów posiadał wielkie osiągnięcia, będące swoistą legitymacją do pełnienia tej jakże zaszczytnej dla trenera roli. Anglik miał sukcesy z FC Porto czy reprezantacją Anglii, którą doprowadził do półfinałów Mistrzostw Świata w Italii w 1990r., Antić odebrał dominację Barcelonie i Realowi w Hiszpanii w 1996r (trenerem Barçy był sam wielki Cruiff), Van Gaal zanim przybył do Katalonii z Ajaxem Amsterdam zdobył Puchar Mistrzów. Każdy z nich miał przywrócić Barçie błysk w Hiszpanii i w Europie, oczywiście z poszanowaniem filozofii jej gry i można powiedzieć, że żadnemu się tego nie udało, choć o pewnych sukcesach można mówić w przypadku Van Galla czy w mniejszym stopniu Robsona. Sukcesy sukcesami, one muszą być w tak wielkim zespole, jednak w przypadku Barçy muszą one opierać się na pewnej aksjologii czy filozofii wychodzącej poza wszelkie schematy czy taktyki, można więc zaryzykować stwierdzenie, że istotą sukcesu w Katalonii jest pogodzenie wygranej z poszanowaniem samoistnych wartości będących kwintesencją gry FC Barcelony. I ta trójka trenerów nie potrafiła tego pogodzić, choć trzeba przyznać, że warunki do tego bywały różne.

Nadszedł sezon 2003/2004 i na ławce trenerskiej zasiadł młody Frank Rijkaard. Holender jako trener miał małe doświadczenie i z oczywistych względów niewielkie sukcesy. Nikt się nie spodziewał, że dla klubu nadeszła nowa epoka, o której dzisiaj można śmiało powiedzieć, że zaczyna wychodzić z cienia ery sukcesów Cruyffa tworząc własną, wielką historię, której końca na szczęście nie widać...

Rijkaard uchodzi za człowieka niezwykle otwartego, o optymistycznym nastawieniu, do wykonywanej pracy, bezpośrednio realizującego to, co myśli. Okres jego pracy to z drobnymi wyjątkami czas konsensusu - jego samego - z zawodnikami i całym sztabem pracowników klubu. Potrafił pogodzić olbrzymią presję zespołu, głosy wielkich autorytetów czy wielkość niektórych zawodników z własnymi przekonaniami, co do rozwiązań właściwych dla zespołu. Dzisiaj można powiedzieć, że właśnie ten jego pluralizm jest swoistym narzędziem do sukcesu w warunkach, w jakich pracuje, bo przecież czy w takim miejscu jak Barcelona jest miejsce na absolutyzm jednego człowieka? Wystarczy sobie przypomnieć czasy Van Gaala i okoliczności, w jakich odchodził, a dla bardziej ambitnych polecam wyobrazić sobie ‘'wielkiego'' Mourinho na miejscu Holendra(sic!).

Frank jest typowym pozytywistą, lubiącym pracę u podstaw z jej głównym założeniem, że jej owoce prędzej czy później przyjdą, trzeba tylko czekać, ciężko pracując w zaciszu własnego warsztatu. Pamiętamy jego pierwszą "rundę", gdy przegrywał mecz za meczem, i przyznajmy przy tym, że duża cześć z nas, wiernych fanów Barçy skreśliło go, jak i jego futbolową wizje klubu, ba dziś już wiemy, że niewiele brakowało a sam Laporta by urzeczywistnił ten stan w postaci zatrudnienia innego szkoleniowca. On jednak wytrwał wierny swym przekonaniom, wierząc do końca w sukces drużyny, by w końcu zacząć zwyciężać. Choć unika zdecydowanie konfliktów i walki psychologicznej to jednak można na tej płaszczyźnie zobaczyć pewne odstępstwa, które budzą niepokój. Mam na myśli tutaj jego metamorfozę w meczach z Chelsea emanującą agresywnością co do przeciwnika, w stosunku do Mourinho jak i w tym sezonie po drugim meczu z Anglikami, gdy ten miał znaczące pretensje do arbitra, który rzekomo przedłużył mecz i w efekcie padła bramka dla Chelsea. Oczywiście presja jest presją, jednak dyferencjacja tego zjawiska w przypadku trenera Barcelony zdecydowanie rzuca się w oczy, po prostu kłócąc się z jego osobą, a przynajmniej z jego wizerunkiem, do jakiego nas przyzwyczaił, bo trzeba jednak przyznać, że Rijkaard ze swą koherentną dobrocią i jej bezwzględnym wymiarem w postaci szacunku dla przeciwnika i wiary w każde, niezależnie od okoliczności zwycięstwo - ma klasę. Za to się go nie tyle lubi co ceni.

Przypatrując się mu jako fachowcowi od taktyki czy strategii piłki nożnej należy spojrzeć na jego wizje futbolu, a w szczególności na jej realizację. Edukacji piłki nożnej w sferze taktyki czy strategii miał szansę uczyć się od jej najlepszych prekursorów tzn. od Sacchiego czy Capello. To miało olbrzymie znaczenie zwłaszcza jak na trenera o odmiennym spojrzeniu na piłkę, ponieważ to czego od nich mógł się nauczyć o defensywie mógł zastosować w pro ofensywnej koncepcji na piłkę nożną jaką zdecydowanie preferuje. Pamiętam prowadzoną przez niego reprezentację Holandii i jej nie moc w przerwaniu passy meczów bez zwycięstwa. Frank uparcie główną uwagę zwracał na aspektach obronnych drużyny, tak by ta nie traciła bramek, uważając przy tym, że problem w ostatecznym zwycięstwie leży w minimalizowaniu strat w obronie, gdyż ówczesna drużyna pomarańczowych za główny atut miała ofensywę, która i tak według niego miała się obudzić w odpowiednim momencie turnieju. I rzeczywiście Overmars, Bergkamp, Kluivert i inni rozgrywali się w meczu na meczu i pewnie nic by nie stanęło Frankowi na przeszkodzie w zdobyciu mistrzostwa Europy, gdyby nie fatalna skuteczność całej drużyny w półfinale i kapitalna dyspozycja bramkarza reprezentacji Włoch - Francesco Toldo. Ważnym aspektem tamtych czasów, a charakteryzująca ówczesnego Rijkaarda była taktyka pomarańczowych. Ustawienie 4-4-2 wydawało się być sztandarowym dla Holendra, zresztą w takim dorastał jako piłkarz, i takie wybierał jako trener.

Wszystko zmieniło się z chwilą przyjścia do Barcelony... bo tu trzeba było zrozumieć ducha drużyny, którego przecież początkowo nie znał. Bezcennym pomocnikiem okazał się drugi trener Barçy, Henk Ten Cate, który do dzisiaj uchodzi za nieoficjalnego konstruktora systemu 4-1-2-3. Taktyka ta trzeba przyznać znakomicie oddaje dzisiejszego ducha drużyny, nie kłócąc się przy tym z indywidualnościami drużyny. Jest równowagą między ideologiczną wiarą w atak a pragmatyczną stroną dzisiejszego futbolu stawiającą na uniwersalność. Pozwala oddać władzę w drużynie rozgrywającym jednocześnie wywyższając rolę skrzydeł zarówno tych w obronie jak i w ataku. Co ciekawe, Ten Cate przekonał Rijkaarda od odejścia od roli pomocnika między liniami obrony i pomocy uważając, że rozgrywanie w dzisiejszej piłce w perspektywie Barçy należy przenieść na pomocników ustawionych bliżej bramki rywala, co miało być odpowiedzią na dość archaiczną formę futbolu z czasów Cruyffa, a preferowaną dalej przez jego kontynuatorów. Tamten styl miał być zbyt przejrzysty, zresztą za bardzo wiązał się symbolem wcześniejszej epoki w postaci, Guardioli, i kreowanego na jego następcę Xaviego. Holendrzy tak ustawili drużynę by zawodnik między liniami zajmował się wyłącznie destrukcją a nie rozgrywaniem. Trzeba przyznać, że to było genialne posunięcie, choć z drugiej strony Rijkaard w niektórych meczach w tym sezonie trochę je nadinterpretował jak choćby w meczu z Realem, w którym to ustawił Iniestę, Xaviego i Deco, co zupełnie się nie sprawdziło.

Holender oprócz udanych założeń taktycznych potrafił także dokonać właściwych wyborów personalnych zarówno w transferach jak i w ustawieniach boiskowych. Rzadko się zdarza by transfery były tak trafione, choć oprócz Rijkaarda także ważny głos w tych kwestiach miał Ten Cate, Rossel czy ma dziś Begiristain. Należy tutaj wspomnieć o Gio, Márquezie, Deco, Eto, Larssonie czy Ronaldinho. Uważam jednak, że i tu wpadki w postaci: Giuly'ego, Belletiego, Maxi Lópeza czy Van Bommela. Tych piłkarzy z powodzeniem mogła by zastąpić Katalońska młodzież, tak bardzo szanowana choćby za czasów Cruyffa, a dzisiaj wypchnięta przez wymogi piłkarskiego kapitalizmu. Podkreślić należy jednak, że wszystkie te transfery były przeprowadzane z rozwagą, w poczuciu potrzeby dla drużyny i bez żadnych rozmachów finansowych, co świadczy o właściwej polityce strategicznej zespołu budowanego na lata. O wielkości Rijkaarda i pragmatycznej stronie trenerki świadczy drugi sezon (2004/2005) jaki prowadził drużynę, gdy praktycznie mając do dyspozycji 15 zawodników potrafił poradzić sobie bez wzmocnień zdobywając mistrzostwo Hiszpanii.

Obecny sezon różni się od pozostałych z wielu powodów. Po pierwsze nie ma już, Ten Cate, który uchodził za osobę odpowiedzialną za taktykę. Wiele się mówiło o tym jak duży wpływ ma jego osoba na wyniki meczów Barçy. Obecnie, gdy go nie ma przy drużynie stanie się jasne jak wielki miał on wpływ na sukcesy Barçy, a jednocześnie wyjaśni się, co nowego dla drużyny wniesienie nowy drugi trener - Johan Neeskens. Niemniej jednak pole do popisu będzie miał Rijkaard w stopniu większym niż dotychczas.

Po drugie Barcelona dawno nie miała tak wielu gwiazd w obwodzie, co obecnie. Ostatnio taki gwiazdozbiór miał B. Robson w sezonie 1996/1997 (młody Figo, Ronaldo wg. mnie w najwyższej życiowej formie, Guardiola, Popescu, Luis Enrique, Blank, Hagi, Ferrer, De La Peña jeszcze będący nadzieją Katalońskiej piłki czy Stoiczkov). By w pełni zagospodarować kapitał drużyny Rijkaard podjął decyzję na początku sezonu o podziale zespołu na dwie jedenastki. Po trzech miesiącach rozgrywek i wielu meczach o wysoką stawkę trzeba przyznać, że był to błąd. Gdy nie ma konkurencji by walczyć o pierwszą jedenastkę determinacja by wygrywać schodzi na drugi plan, a ponieważ Barçie dzisiaj zależy na równi na Lidze Mistrzów i na rozgrywkach krajowych musiało się to odbić nie tylko na stylu gry, ale co gorsza i na wynikach. Nóż na gardle w rozgrywkach europejskich dobitnie świadczy, że tej zasady nie należy łamać.

Po trzecie wreszcie Holender wysoko zawiesił poprzeczkę zdobywając wszystko, co było do zdobycia w poprzednim sezonie, a jak wiemy apetyt rośnie w miarę jedzenia. Śmiem twierdzić, że to będzie przełomowy moment dla Rijkaarda, a być może i dla Barcelony, bo jeśli Holender ponownie powtórzy sukces z poprzedniego sezonu, drużynę może czekać dominacja w europejskiej piłce na długie lata, jakiej jeszcze nie miała, natomiast gdyby nie udało mu się nic zdobyć drużyna może się rozsypać, co zmusi ‘Mistera' do rozstania z klubem.

Niewątpliwie, Frank Rijkaard już zapisał się historii futbolu nie tylko jako wielki piłkarz, ale i trener, to jednak mimo to widać u niego pewną pokorę wobec wykonywanego zawodu, ale i głód wygrywania cechującego wielkich zwycięzców. Ten dystans może mu pomóc, wreszcie, co ważniejsze może pomóc Barcelonie. Zdecydowanie dzisiaj można powiedzieć, że jest właściwą osobą na właściwym miejscu. Piłka nożna ma to do siebie jednak, że dopóki się zwycięża jest się poza wszelką krytyką, gdy nie, ta krytyka nie ma wyrozumiałości dla przegranych. Barça potrzebuje Rijkaarda, jego mentalności zwycięzcy i ofensywnej wizji futbolu, z której tak słynie. Jego młodość i jednocześnie wielkie doświadczenie może spotęgować te cechy czyniąc z niego ikonę nie tylko piłki nożnej, ale i całego sportu. Należy się tym bardziej cieszyć, że wszystko to się dzieje w Barcelonie i miejmy nadzieję, że tam też to się wszystko zakończy.

Powiązane artykuły

Poleć artykuł

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.

Odkopuję ten temat :D :D