Podsumowanie grudnia

Yaro

28 grudnia 2006, 16:19

Brak komentarzy
Nowy Rok praktycznie za pasem, co oznacza, że nadszedł czas podsumowań.

Ostatni miesiąc upłynął pod znakiem Klubowych Mistrzostw Świata, które tak niefortunnie zakończyły się dla piłkarzy FC Barcelony. Również na krajowym podwórku zespół ze stolicy Katalonii radził sobie "średnio", bowiem dwa z trzech rozegranych w dwunastym miesiącu roku meczach, piłkarze grający na co dzień w bordowo-granatowych strojach zremisowali, wygrywając jedynie konfrontację z przedostatnim obecnie zespołem ligowej tabeli - Realem Sociedad San Sebastian. Za jedyny pozytywny aspekt grudniowych potyczek Barçy można uznać dosyć pewne zwycięstwo drużyny Franka Rijkaarda nad niemieckim Werderem Brema. Stawką tamtego meczu było "być albo nie być" drużyny obrońców mistrzowskiego tytułu wywalczonego podczas finału w Paryżu 17 maja bieżącego roku. Ale zacznijmy od początku...

Zacznijmy od spotkania, które odbyło się 2 grudnia na stadionie Ciutat de Valencia. Konfrontację zespołów mistrza Hiszpanii - FC Barcelony i beniaminka Primera Division - Levante sędziował pan Megia Davila. Na stadionie, na którym grywa zespół z Walencji zasiadło nieco ponad 21 tysięcy sympatyków obu drużyn.

Drużyna FC Barcelony wybiegła w następującym składzie: Valdés; Belletti, Puyol, Thuram, Sylvinho; Xavi, Edmílson, Deco; Iniesta, Gudjohnsen, Giuly . W międzyczasie na boisko wbiegli Zambrotta, Oleguer oraz Ezquerro.

Mimo dominacji zespołu ze stolicy Katalonii, Barcelonie nie udało się wywieźć z Walencji trzech punktów. Prowadzenie dla Katalończyków zdobył przepięknym uderzeniem z rzutu wolnego Deco, ale na niespełna 15 minut przed zakończeniem spotkania bramkę wyrównującą zdobył Alvaro. Po faulu Puyola przed polem karnym pan Davila podyktował rzut wolny, piłkę po strzale sparował przed siebie Valdés, który był jednak bezradny przy dobitce napastnika Levante. Na słowa pochwały w tym meczu zasługiwali dwaj rozgrywający - Xavi oraz Iniesta, niestety nie popisali się ani Eidur Gudjohnsen, ani Ludovic Giuly, którzy nie wykorzystali kilku dogodnych okazji do zdobycia bramki.

Trzy dni później, na Camp Nou zawitał zespół Werderu Brema, aby rozegrać mecz w ramach ostatniej kolejki fazy grupowej ligi Mistrzów sezonu 2006/2007. Tylko trzy punkty wywalczone w tym spotkaniu dawały zespołowi "Blaugrany" awans do następnej fazy rozgrywek. Wielu fanów z zainteresowaniem oglądało ten ciekawy mecz, zwłaszcza, że już na początku pojedynku podopieczni Rijkaarda rozwiali wszelkie wątpliwości, kto obok Chelsea powinien awansować z grupy A.

Barça rozpoczęła mecz w ustawieniu: Valdés; Zambrotta, Puyol, Márquez, Gio, Motta, Iniesta, Deco, Giuly, Ronaldinho i Gudjohnsen. Swój udział w zwycięstwie mieli również Xavi, Ezquerro i Thuram.

Arbiter tego spotkania, pan Massimo Busacca ze Szwajcarii nie miał zbyt wiele pracy, pokazał jedynie pięć kartek, wszystkie koloru słoneczników. Barça wygrała pewnie prowadząc po 18 minutach dwiema bramkami. Przepiękną bramkę z rzutu wolnego zdobył Ronaldinho, a pięć minut później wspaniale Gudjohnsena obsłużył Ludovic Giuly i Islandczyk bez trudu wpakował piłkę do siatki. Barcelona wywalczyła awans, a na wiosnę w 1/8 finału Champions League zagra z zespołem Liverpoolu.

9 grudnia odbył się mecz FC Barcelona - Real Sociedad. Mecz sędziował pan Turienzo Alvarez, a na trybunach stadionu Camp Nou zasiadło około 69 tysięcy widzów.

Barça zagrała w ustawieniu: Valdés; Belletti, Thuram, Puyol, Sylvinho; Xavi, Edmílson, Deco; Giuly, Gudjohnsen i Ronaldinho. Na boisku zameldowali się również Iniesta, Oleguer i Santiago Ezquerro.

Bramkę dająca Barçy trzy punkty zdobył nie kto inny jak Ronaldinho w 61. minucie spotkania po efektownej asyście Ludovica Giuly. W ostatnich minutach meczu pełnię swoich możliwości bramkarskich zaprezentował Victor Valdés, który w nikomu nie wiadomy sposób obronił strzał jednego z graczy drużyny przyjezdnej. Czerwoną kartkę w owym spotkaniu ujrzał Brazylijczyk Sylvinho, który musiał opuścić boisko na sześć minut przed końcem regulaminowego czasu gry. Na słowa pochwały zasłużyli oczywiście dwaj bohaterowie tego pojedynku, czyli Victor Valdés oraz Ronaldinho. Na małą reprymendę zasłużył brazylijski lewy obrońca, który na niedługi okres czasu osłabił swój zespół.

Po rozegraniu meczu w ramach 14. kolejki Primera Division, zespół Barçy wyleciał do Tokio, aby rozegrać dwa spotkania w ramach Klubowych Mistrzostw Świata. Trener Rijkaard bardzo serio potraktował te zawody, w obydwu meczach wystawiając najsilniejsze jedenastki.

Pierwszy mecz został rozegrany w Yokohamie 14 grudnia. Przeciwnikiem zdobywców Pucharu Europy był meksykański Club America. Spotkanie sędziowane przez Kolumbijczyka Oscara Ruiza było meczem bez historii. Barça w składzie: Valdés- Zambrotta, Márquez, Puyol, Gio - Iniesta, Deco, Motta - Giuly, Gudjohnsen, Ronaldinho bez trudu rozprawiła się ze swoim rywalem. Meksykański zespół został odprawiony z kwitkiem, a z boiska schodził pokonany w stosunku 0 do 4. Bramki dla mistrzów Hiszpanii zdobywali kolejno Gudjohnsen, Márquez, Ronaldinho i Deco. Cały zespół zagrał naprawdę świetnie i nie można wyróżniać żadnego z graczy.

Diametralnie inne było spotkanie finałowe pomiędzy Barçą a Internacionalem Porto Alegre. Mimo najsilniejszego ustawienia, na jakie mógł sobie pozwolić Frank Rijkaard, jego podopieczni schodzili z boiska ze zwieszonymi głowami, a z triumfu cieszyć się mogli zawodnicy z Brazylii. Zespół "Blaugrany" wracał do Europy z pustymi rękoma, gdyż jedyną bramkę meczu rozegranego 17 grudnia w Yokohamie zdobył zawodnik Internacional Adriano, w 82. minucie spotkania.

Zawodnicy grający w bordowo-granatowych trykotach szybko otrząsnęli się po porażce w japońskim turnieju, gdyż na 21 grudnia zaplanowano mecz 16. kolejki La Liga, w której rywalem Barçy był zespół Fernando Torresa - Atlético Madryt. Już od dwóch sezonów spotkania Barçy z madryckim przeciwnikiem nie należą do najłatwiejszych. Głównym zadaniem podopiecznych Franka Rijkaarda było wyeliminowanie z gry popularnego "El Nino" i przełamanie fatalnej passy w konfrontacjach z Atlético. Udało się zrealizować jedynie pierwszą część przedmeczowych założeń, gdyż pojedynek ten zakończył się wynikiem 1:1. Bramki strzelili Ronaldinho oraz Aguero. Arbiter meczu pan Luis Medina Cantalejo zapragnął chyba zostać główną postacią tego emocjonującego widowiska karząc poszczególnych piłkarzy aż dziewięciokrotnie. Na szczęście obyło się bez czerwonych kartek.

Zespół FC Barcelony zakończył 2006 rok na drugim miejscu w tabeli hiszpańskiej ekstraklasy ze stratą trzech punktów do liderującej tabeli Sevilli. Drużyna kierowana przez Franka Rijkaarda rozegrała jednak o jeden mecz ligowy mniej. Miejmy nadzieję, że dyspozycja "Blaugrany" w styczniu będzie znacznie lepsza.
REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (0)

Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze