Podsumowanie 2006 r.

Yaro

30 grudnia 2006, 22:33

Brak komentarzy
Koniec roku to okres podsumowań. Każdy z nas wspomina to, co stało się w ciągu ostatnich dwunastu miesięcy. Nie wypada wszakże w swoich rozmyślaniach pominąć niewątpliwie najlepszego zespołu piłkarskiego 2006 roku, jakim była katalońska Barça. Zespół kierowany przez Franka Rijkaarda odniósł wspaniałe zwycięstwo w finale Ligi Mistrzów rozgrywanym w Paryżu, obronił mistrzowski tytuł na krajowym podwórku, a w meczu o Superpuchar Hiszpanii rozbił rywala zza miedzy - Espanyol Barcelona. Niestety, podopiecznym holenderskiego szkoleniowca nie udał się pojedynek o Superpuchar Europy oraz finał Klubowych Mistrzostw Świata z zespołem Internacional Porto Alegre. Ale zacznijmy od początku...

Na początek garść statystyk. FC Barcelona rozegrała w 2006 roku 61 spotkań, z których 39 wygrała, 12 zremisowała, a w 10 schodziła z boiska pokonana. Piłkarze Barçy zdobyli 117 bramek, 50-krotnie zaś portero zespołu mistrzów Hiszpanii wyjmował piłkę z siatki.

Najwięcej grającymi zawodnikami obok bramkarza Victora Valdésa (52 spotkania i 4680 minut na boisku) byli: Carles Puyol (51 meczów - 4571 minut), Deco (51 - 4488) oraz Ronaldinho (47 - 4134). Nieco mniejszym zaufaniem trenera Rijkaarda cieszyli się Rafa Márquez (40 - 3466), Andres Iniesta (51 - 3345) oraz Ludovic Giuly (48 - 3266). Wśród zawodników, którzy grali trochę mniej są między innymi: Santiago Ezquerro (1044 minuty), Albert Jorquera (9 meczów w pełnym wymiarze czasowym) oraz zawodnicy, którzy w klubie ze stolicy Katalonii spędzili, jedynie połowę mijającego roku: Henrik Larsson (28 spotkań - 1945 minut), Eidur Gudjohnsen (23 - 1364), Gianluca Zambrotta (22 - 1693), Mark Van Bommel (24 - 1672) oraz Lilian Thuram (13 - 1064). Stawkę najczęściej grających zamykają gracze, których w podstawowej jedenastce drużyny z Camp Nou nie widzi (nie widział) Frank Rijkaard są Javier Saviola (274 minuty na boisku), Maxi López (82) oraz Gabri (522). Dziwić mogą słabe wyniki podstawowych piłkarzy, takich jak Xavi (27 - 1741), Samuel Eto'o (32 - 1798) oraz Leo Messi (25 - 1651). Tak słabe rezultaty są wynikiem kontuzji, jakie odnosili w odchodzącym roku owi gracze. W sumie w 61 pojedynkach Barçy wystąpiło 39 zawodników, z czego dużą grupę stanowią zawodnicy drugiego zespołu, którzy grali przede wszystkim w spotkaniach Pucharu Króla z mało wymagającymi rywalami.

Najlepszym strzelcem Blaugrany okazał się ‘El Crack Total' Ronaldinho z dorobkiem 25 trafień. O 8 "oczek" wyprzedził w klasyfikacji Samuela Eto'o. Na dalszych pozycjach uplasowali się Henrik Larsson (12), Gudjohnsen i Messi (po 10) oraz Giuly (7), Deco (6), Iniesta (5), Ezquerro i Saviola (po 4). Dwie bramki na swoim koncie mają Xavi, Márquez i Gio, zaś po jednym trafieniu mają Belletti (najważniejsza bramka roku), Motta, Puyol, Maxi López i Sylvinho. Sześciokrotnie zawodnicy drużyny przeciwnej byli na tyle bezradni przy akcjach Ronaldinho i spółki, że sami wyręczali piłkarzy z Katalonii i wbijali piłkę do własnej siatki.

Do najczęściej upominanych zaliczają się: kapitan Carles Puyol (9 żółtych kartoników) oraz Motta (7). Bez kartek obyli się: Ludovic Giuly, Henrik Larsson, Maxi López, Santiago Ezquerro, Mark van Bommel oraz Jorquera. Pięciokrotnie piłkarze Barçy byli wyrzucani z boiska, po jednej czerwonej kartce na koncie mają: Ronaldinho, Puyol, Motta, Sylvinho i Deco.

Tak w telegraficznym skrócie przedstawiały się indywidualne osiągnięcia Barçy, teraz nadszedł czas na chwilkę wspomnień...

Wszystko zaczęło się od pucharowego dwumeczu z Zamorą wygranego przez Barçę w imponującym stylu. Dziewięć bramek zaaplikowanych rywalom przy zaledwie jednym straconym mówi samo za siebie. Niestety, przygoda klubu z Katalonii z Copa del Rey nie trwała zbyt długo, gdyż już w następnej rundzie Barcelona znalazła swych pogromców. Drużyną nie do przejścia dla ekipy Rijkaarda okazał się Real Saragossa, który okazał się w dwumeczu lepszy o jedną bramkę wygrywając 4-2 i odnosząc porażkę 1-2. Z pewnością na długo zapamiętana będzie niesprawiedliwa decyzja arbitra, pana Rodrigueza Santiago, który wyrzucił gwiazdę Barçy za atak na piłkarza Zaragozy w środkowej części boiska. Zagranie było ostre, ale zdaniem wielu obserwatorów tamtego spotkania, Brazylijczyk nie zasługiwał na tak surową karę.

Oprócz ligowych potyczek, Barcelonie pozostała zatem tylko walka o jak najlepszy wynik w 50. edycji Champions League. Tradycji stało się zadość i w 1/8 finału szykował się klasyk, bowiem los skojarzył ze sobą drużyny Chelsea Londyn oraz Katalończyków. Była to powtórka z rozrywki, bowiem okrągły rok wcześniej, na tym samym etapie rozgrywek, kibice mogli oglądać równie wspaniałe widowisko z udziałem tych samych drużyn. Tym razem Ronaldinho i spółka nie zawiedli swych fanów i w dosyć pewny sposób wyeliminowali londyńczyków. Barçę do zwycięstwa poprowadził nie kto inny jak Ronnie. To po jego wspaniałej akcji i równie pięknym strzale fani zebrani na Camp Nou wpadli w euforię. Po zwycięstwie 2-1 na Stamford Bridge, Barcelona prowadziła na swoim terenie 1-0 i niemalże pewnym stał się awans ekipy Rijkaarda do następnej fazy Ligi Mistrzów. Nawet gol Lamparda zdobyty z rzutu karnego nic już nie zmienił i Barça w ćwierćfinale Champions League zmierzyła się z Benficą Lizbona.

Zarówno dwumecz z portugalską drużyną, jak i dwa spotkania z zespołem "Rossonerich" w półfinale stał pod znakiem niemalże perfekcyjnej obrony, którą kierował kapitan Carles Puyol. W owych czterech meczach barceloniści nie stracili ani jednej bramki. Niestety, równie mało trafień zdobywali. Wielokrotnie mówiło się, że "Barça traci piękno, aby zyskać sukces". Coś w tym powiedzeniu było, jednakże nie można nie zauważyć wielu wspaniałych zagrań bordowo-granatowych, jak choćby asysta Ronaldinho przy golu Ludovica Giuly w spotkaniu rozgrywanym na San Siro z Milanem. Barça łatwo rozprawiła się ze swoimi rywalami wygrywając po jednym meczu i jednym remisując. 2-0 oraz 0-0 z Benficą oraz 1-0 i bezbramkowy remis z Włochami mówią same za siebie. Na finał w Paryżu czekał już Arsenal i to właśnie z drużyną Arsene Wengera przyszło się zmierzyć Barcelonie.

17 maja 2006 roku wielu kibiców piłki nożnej zwróciło swoje spojrzenia na stolicę Francji. To tam miał się rozegrać mecz, który wyłonił zwycięzcę Champions League sezonu 2005/2006. Już na początku spotkania za brzydki faul na Samuelu Eto'o wyleciał golkiper londyńczyków Jens Lehmann. Mimo optycznej przewagi mistrzów Hiszpanii, to drużyna Thierry'ego Henry jako pierwsza strzeliła bramkę, a jej autorem był obrońca Sol Campbell. Minuty mijały nieubłaganie, a barcelonistom wychodziło coraz mniej. Kluczowym dla losów spotkania okazało się wprowadzenie na boisko Szweda Henrika Larssona, którego dwie asysty przy bramkach Eto'o i Bellettiego sprawiły, że Puchar Mistrzów powędrował do Katalonii. Świętowaniu nie było końca, tym bardziej, że Barça zapewniła już sobie triumf w tabeli Primera Division. Dobrego humoru nie popsuły nawet porażki z Sevillą i Athletic Bilbao.

Kolejne oficjalne spotkanie piłkarze Blaugrany rozegrali dopiero 17. sierpnia. W dwumeczu o Superpuchar Hiszpanii gładko pokonali odwiecznych rywali - Espanyol. W obu meczach brylowali pomocnicy - Deco oraz Xavi, którzy wspaniale rozgrywali i strzelali.

W międzyczasie Barça pokonała Bayern Monachium w konfrontacji, której stawką był Puchar Gampera. Po bramkach Ronaldinho, dwóch Eto'o oraz Savioli, Barça pewnie wygrała 4-0. Te dobre wyniki dawały podstawy do optymizmu, jednakże już pojedynek o Superpuchar Europy z Sevillą zweryfikował formę, jaką na początku sezonu prezentowali piłkarze z Camp Nou.

O tym meczu kibice Katalończyków chcieliby jak najszybciej zapomnieć. Gładka porażka 0-3 sprawiła, że piłkarze wracali z Monaco do Hiszpanii w minorowych nastrojach. Oczywiście, każdemu mogła podwinąć się noga, a kibice z uporem maniaka powtarzali, że wrócą tu za rok, aby świętować sukces swej ukochanej drużyny.

Druga połowa roku w wykonaniu Barcelony to pasmo wzlotów i upadków. Dobre występy w lidze mieszały się z ciągle niepewną sytuacją dotyczącą "być albo nie być" Barçy w 1/8 finału Ligi Mistrzów. Awans wywalczony w ostatniej chwili w pojedynku ostatniej szansy z Werderem Brema uspokoił kibiców, którzy już z niecierpliwością oczekiwali na Klubowe Mistrzostwa Świata, które w mijającym roku odbywały się w Japonii.

Na początek turnieju Barça odniosła efektowne zwycięstwo nad zespołem Club America. Bramki Gudjohnsena, Márqueza, Ronaldinho i Deco przesądziły o wspaniałym zwycięstwie Barcelony i awansie do wielkiego finału imprezy.

Spotkanie z Internacionalem Porto Alegre nie wyglądało już tak różowo, jak pojedynek z Meksykanami. Mimo wielu dogodnych okazji, piłkarze Blaugrany nie mogli zdobyć bramki. Uczynił to za to Adriano - gracz ekipy z Brazylii, w 82. minucie meczu. Wykorzystał błąd obrony Barçy i zdobył zwycięską bramkę. Po raz kolejny Ronaldinho i spółka musieli obejść się smakiem.

W 2007 roku Barçę czeka równie dużo ciężkich pojedynków. Bardzo emocjonujący będzie z pewnością dwumecz w 1/8 finału Champions League, w którym Barcelona zmierzy się z Liverpoole Beniteza. Miejmy nadzieję, że podopieczni Rijkaarda sprostają czekającym na nich wyzwaniom i sięgną po potrójną koronę, a we wszystkich spotkaniach będą dawali z siebie maksimum możliwości.

Powiązane artykuły

Poleć artykuł