Tako rzecze Hristo: Crack na ławce

Lichy

23 maja 2006, 09:45

Brak komentarzy
Każdy mówi o Ronaldinho, który w tym sezonie zgromadził wszystkie trofea indywidualne, o Eto'o, który strzelił w tym roku bardzo dużo bramek, w tym tą najważniejszą - na remis, w finale Ligi Mistrzów, a także został Pichichi, o Victorze Valdésie, który był jedną z kluczowych postaci w mecz z Arsenalem, tak samo jak Larsson czy Belletti, o Deco, Puyolu, Xavim.. Ale prawie nikt nie stwierdzi, że autorem tego sukcesu, który przeszedł do historii, jest Frank Rijkaard. Jego przeciwnicy, będą głównie krytykować decyzję o wystawieniu Van Bommela zamiast Iniesty.

Wolę nie myśleć o drużynie, która zaczęła mecz w Paryżu. Jestem trenerem i wiem jak trudne i niesprawiedliwe jest wybranie podstawowej jedenastki. Jestem przekonany, że Frank uznał, że Iniesta może sobie nie poradzić grając przeciwko wysokim i silnym piłkarzom, tak dobrze jak Van Bommel i zapewne dlatego zagrał przez czterdzieści pięć minut, a nie dziewięćdziesiąt. W każdym razie następne posunięcie Holendra opłaciło się, gdyż Iniesta ożywił grę, a dwóch zmienników odwróciło losy spotkania: Larsson dwukrotnie asystował, a Belletti zdobył bramkę na wagę zwycięstwa w Lidze Mistrzów.

Ale jeśli ten triumf dedykuję Frankowi, to za końcówkę meczu, bo to co zostało zdobyte równie dobrze mogło być przegrane, ponieważ Arsenal pokazał, że jest bardzo solidną drużyną, z okropnym, defensywnym systemem gry, ludźmi do rozprowadzania gry w środku pola oraz megacrackiem na samym przedzie. Chcę napisać dzisiaj, że Rijkaard w ciągu trzech lat stał się prawdziwym barcelonistą.

Tytuły, których zdobycie nie jest dane wszystkim ludziom np. Thierry'emu Henry, a które zdobył Frank sprawiły, że każdy mówi z podnieceniem o tej Barçy. Drużyna zdobyła więcej niż Porto i Liverpool, które zwyciężały w dwóch poprzednich edycjach. Swoim spektakularnym i ofensywnym stylem gry, jak Dream Team prowadzony przez Johana Cruyff, dostarczała niezmiernie dużo radości. I tak jak na początku lat dziewięćdziesiątych osiągnęła to mając w składzie gwiazdy, dla których przede wszystkim liczyła się drużyna, to żeby ona dobrze funkcjonowała. Jak wiele razy słyszeliśmy by jakiś piłkarz żalił się z powodu bycia rezerwowym? W ciągu trzech lat miało to miejsce może dwa, trzy razy. Ta dobra atmosfera w szatni przeniosła się później na plac gry: dobrą drużynę, która gdy gra razem staje się jeszcze lepsza.

Chciałem także skorzystać z okazji i pogratulować też Henkowi Ten Cate, życzyć mu szczęścia podczas prowadzenia Ajaxu, a także podkreślić rolę moich byłych kolegów z klubu, którzy w mniejszej, bądź większej części przyczynili się do sukcesu: Txikiemu, Eusebio, Alexanko, Amorowi i Busquetsowi. Im też życzę dużo szczęścia.

[źródło: Mundo Deportivo]

Poleć artykuł