Florentino Pérez rozpoczął kolejną kampanię prezydencką w Realu Madryt bardzo symbolicznym ruchem. W Madrycie pojawił się ogromny billboard z listą siedmiu triumfów klubu w Lidze Mistrzów za jego kadencji oraz hasłem: "Jeszcze wiele historii do napisania".
Na plakacie widnieją miasta finałów wygranych przez Real Madryt za rządów Florentino: Glasgow, Lizbona, Mediolan, Cardiff, Kijów, Paryż i Londyn. Hiszpańskie media zwracają uwagę nie tylko na sam przekaz, ale również na lokalizację baneru. Został on zawieszony dokładnie w tym samym miejscu, w którym Joan Laporta w 2020 roku umieścił słynny slogan "Nie mogę się doczekać, by znów się z wami zobaczyć", skierowany w stronę Santiago Bernabéu przed wyborami w FC Barcelonie.
Równolegle zgromadzenie wyborcze Realu Madryt oficjalnie zatwierdziło kandydaturę Florentino Péreza na kolejną kadencję prezydenta klubu. Marca podkreśla jednak ciekawy szczegół: obecny prezydent został zatwierdzony bez konieczności przedstawiania bankowej gwarancji finansowej. Wynika to z faktu, że po procesie weryfikacji pozostał jedynym oficjalnym kandydatem, a statut Realu przewiduje w takiej sytuacji automatyczne ogłoszenie zwycięzcy bez przeprowadzania pełnych wyborów.
Cała dyskusja wokół gwarancji wybuchła głównie z powodu Enrique Riquelme, właściciela Cox Energy, który próbuje zbudować konkurencyjną kandydaturę. Potencjalni rywale Florentino muszą przedstawić gwarancję finansową odpowiadającą 15% budżetu klubu - obecnie to około 190 milionów euro.
Marca informuje, że Enrique Riquelme nie otrzymał wymaganej gwarancji od największych hiszpańskich banków. Według mediów przedsiębiorca musiał szukać wsparcia za granicą - głównie w kanadyjskim Scotiabanku i andorskim Andbanku. Santander i BBVA nie chciały angażować się w operację.
Komentarze (15)