Finał Ligi Mistrzyń pomiędzy FC Barceloną a OL Lyonnes zapowiada się nie tylko jako starcie dwóch europejskich gigantów, ale również wyjątkowo osobista historia. W centrum uwagi znalazły się Ingrid Engen i Mapi León, które w sobotni wieczór staną po przeciwnych stronach barykady mimo łączącego je związku prywatnego.
Ingrid Engen latem opuściła Barcelonę i przeniosła się do Lyonu, a teraz po raz pierwszy zmierzy się ze swoim byłym klubem w meczu o największą stawkę. Dodatkowego znaczenia całej historii dodaje fakt, że finał odbędzie się w Oslo, czyli ojczyźnie Engen. Sama zawodniczka przyznała w rozmowach z mediami, że będzie to dla niej niezwykle emocjonalny wieczór, choć po pierwszym gwizdku "liczyć będzie się już wyłącznie futbol".
Zarówno Engen, jak i Mapi León podkreślają, że podczas finału nie będzie miejsca na sentymenty. Obie otwarcie przyznały, że żadna nie zamierza odpuścić i każda zrobi wszystko, by wygrać Ligę Mistrzyń dla swojej drużyny. Hiszpańskie media przypominają, że piłkarki są razem od kilku lat i wielokrotnie publicznie pokazywały swoją relację, ale teraz muszą na chwilę odłożyć prywatne uczucia na bok.
Wyświetl ten post na Instagramie
Sam finał ma również ogromny ciężar sportowy. Będzie to już czwarte starcie Barcelony i Lyonu w finale Ligi Mistrzyń. Francuski zespół triumfował w 2019 i 2022 roku, natomiast Blaugrana przełamała dominację rywalek dwa lata później.
W tle znajduje się także postać Jonatana Giráldeza, byłego szkoleniowca Barcelony, który dziś prowadzi Lyon i doskonale zna kataloński zespół. Barça walczy o kolejne potwierdzenie swojej dominacji w Europie, a Lyon chce odzyskać tytuł i ponownie udowodnić, że pozostaje najbardziej utytułowanym klubem w historii kobiecej Champions League.
Komentarze (18)