Przybył w bardzo trudnym dla klubu momencie, wielu napięć i problemów na różnych płaszczyznach. Zostawia go jako mistrza Hiszpanii i jedną z najlepszych drużyn w Europie. Robert Lewandowski miał być twarzą odbudowy Barcelony, a ten cel został osiągnięty, również dzięki napastnikowi, który zapisał się w historii jednego z największych klubów na świecie. Król Robert I (pierwszy Polak w dziejach futbolowej Barçy) zawładnął także katalońskimi sercami.
Lewandowski trafił do Barçy w 2022 roku, w okresie wielkiego kryzysu katalońskiego mocarstwa. W skarbcu pustka, Barcelona przez trzy lata wygrała tylko jeden Puchar Króla, a jej kadra nie sprawiała wrażenia mogącej walczyć o najwyższe cele. Stosunkowo jeszcze nowy zarząd Joana Laporty zmagał się z nieskończonymi trudnościami. Prezydent znów, jak w 2003 roku, postanowił jednak działać ostro - wykorzystać dźwignie i przeprowadzić duże transfery, aby wzmocnić kadrę i dać jej poczucie siły. To był w zasadzie jedyny możliwy ruch, chcąc szybko wrócić na szczyt.
Twarzą tych wszystkich zmian był właśnie Lewandowski. Jules Koundé i Raphinha okazali się bardzo przydatni później, ale nie mogli równać się z Polakiem w zakresie rozpoznawalności. Lewy przychodził jako supergwiazda, ktoś, kto ma dać nadzieję całemu środowisku. Wzbudzić entuzjazm i zainteresowanie, zachęcić do kupowania biletów i koszulek, a sponsorów - do związania się z klubem. Hasłem wyborczym Joana Laporty było przywrócenie radości w pogrążonej w marazmie Barcelonie, a jego sztandarem był właśnie Lewandowski. Jeden z najlepszych napastników XXI wieku (o ile nie najlepszy?), człowiek, który powinien mieć na koncie przynajmniej jedną Złotą Piłkę.
Ostatecznie Duma Polski trafiła do Dumy Katalonii, rezygnując z gry w potężnym Bayernie, który wygrał ostatnich osiem mistrzostw Niemiec. A przecież Lewandowski nie przenosił się na ciepłą posadkę, tylko do klubu pogrążonego w kryzysie. Z jego renomą i zdolnościami wcale nie musiał tego robić i powinniśmy być mu za to dozgonnie wdzięczni.
Na wyniki nie trzeba było czekać - udało się już w pierwszym sezonie. Barcelona sięgnęła po mistrzostwo Hiszpanii 2022/23, dokładając do tego Superpuchar. Lewandowski strzelił 33 gole we wszystkich rozgrywkach i sięgnął po Trofeo Pichichi. Co prawda kolejna kampania nie była już tak udana, ale były sygnały, że w Blaugranie zmierza ku lepszemu na dłuższą metę. Co ostatecznie nastąpiło po przybyciu Hansiego Flicka, który wniósł do Barçy nową energię. Sam Lewandowski pod wodzą swojego byłego trenera z Bayernu niemal wrócił na poziom z najlepszego okresu kariery, zdobywając 42 bramki. Sezon 2024/25 pozostawił po sobie pełną dominację Barçy w Hiszpanii (trzy trofea) i pytania, czy Barça nie zdobyłaby czasem również Ligi Mistrzów, gdyby nie kontuzja Lewego przy okazji feralnego półfinału z Interem.
Ostatni rok był zmienny. Lewandowski dawał przebłyski wielkiej klasy, ale i jego wiek dawał o sobie znać. Mimo ograniczanej roli i różnych wątpliwości nie można jednak zaprzeczyć, że Lewy też miał duży wkład w obronę mistrzowskiego tytułu. Podczas całej kariery w Barcelonie Polak potwierdził swoje miano wybitnego goleadora, o czym świadczy awans na 14. pozycję klasyfikacji najlepszych strzelców w historii klubu (119). W zaledwie cztery lata wyprzedził m.in. członka Dream Teamu Christo Stoiczkowa, który w Blaugranie grał przez niemal 7 lat. Nie jest też tak daleko od samego Samuela Eto'o (130).
Lewandowski wykonał swoje zadanie, a zrobił nawet więcej. Przychodził do zespołu znajdującego się w kryzysie, odchodzi ze zdecydowanie najlepszej hiszpańskiej drużyny, która jedynie o detale odpada w najwyższych fazach Ligi Mistrzów. Lewy stał się pewnego rodzaju symbolem całej tej przemiany Barcelony, której udało się wrócić na szczyt także przy udziale tego pierwszego Polaka w historii katalońskiego klubu.
Na koniec, jak przystało na wodza, Robert I triumfalnie objechał całe miasto wraz ze zdobyczą z pola walki, stojąc na czele wielotysięcznego pochodu świętującego sukces. Świetnie się przy tym bawiąc, pokazując bardziej ludzką twarz tego wybitnego, posągowego sportowca. Jest to niejako odwzorowanie tej radości ze sztandarów Laporty. Nie mogło być większej dumy niż zobaczenie Polaka w takim miejscu. W ukochanym klubie, jako gwiazda tego całego kilkuletniego procesu, celebrującego tak wielki sukces, i, jak się okazało, jednocześnie ostatnie chwile w barwach Blaugrany.
Często się mówi, że w Polsce na takiego piłkarza jak Lewandowski będziemy musieli czekać kolejnych kilkadziesiąt lat. W kontekście Barcelony być może już nawet nigdy nie zobaczymy swojego rodaka w tak ważnej roli w katalońskiej drużynie, takiego "Roberta II". Dlatego, mimo różnych emocji i ocen towarzyszących grze Lewego w Blaugranie, należy docenić te wszystkie momenty i cały wkład weterana, jaki wniósł do katalońskiego klubu, nie tylko w wymiarze piłkarskim, ale też marketingowym. Będziemy do tych wspomnień wracać z rozrzewnieniem, opowiadając o nich wnukom.
DZIĘKUJEMY ROBERT!
Komentarze (19)