To nie była udana delegacja FC Barcelony. Blaugrana uległa Deportivo Alavés 0:1 i straciła szansę na rekordowe 100 punktów w lidze. Co warto wyróżnić po spotkaniu na Mendizorrozie?
1. Brak daleko idących wniosków
Już patrząc na wyjściowy skład Barçy można było odnieść wrażenie, że walka o wyrównanie rekordu zespołu Tito Vilanovy z sezonu 2012/13 została odpuszczona: Szczęsny w bramce, debiutant Cortes na środku obrony, wrócił Balde, środek pola złożony z Bernala i Casadó, do tego Bardghji na prawym skrzydle. To za dużo jak na wyjazdowe starcie z zespołem, który walczy o utrzymanie w LaLidze. Kilku piłkarzy wyjściowego składu z wczorajszego meczu może za dwa miesiące być już poza Barceloną. Jak sam przyznał Flick na pomeczowej konferencji, chciał zarządzić minutami piłkarzy, którzy mają najwięcej w nogach w tym sezonie, ten cel został osiągnięty.
2. Obiecujący debiut Cortesa
Środkowy obrońca rozegrał bardzo dobre zawody. Nie jest łatwo debiutować na wyjeździe, na trudnym terenie, przeciwko zespołowi, który dopuści się wszelkich środków, bo walczy o życie. Mimo to, 21-latek z Barçy Atlétic wytrzymał presję i ani razu patrząc na jego grę nie miałem wrażenia, że to debiutant. Wygrał 8 na 13 pojedynków, w tym aż 5 w powietrzu. Zanotował też kilka odbiorów. Hansi Flick podkreślił, że podobała mu się jego gra z piłką, to było widać. Cortes potrafił tę piłkę rozegrać - 93 podania z czego 88 dokładnych, aż 41 na połowie przeciwnika i osiem długich piłek. Zdecydowanie zasłużył na kolejne szanse.
3. Nieudany przegląd kadr
Marc Casadó, Marc Bernal, Roony Bardghji, Alejandro Balde, czy też Marcus Rashford. To zawodnicy, którzy walczą o pozostanie w klubie, w projekcie Flicka. O ile nie można powiedzieć, że nie chcieli wygrać tego spotkania, tak w żaden sposób nie pokazali, że czując na sobie widmo odejścia z klubu, chcą zrobić wszystko, by w tej drużynie pozostać. Bardghji czy Casadó w takim meczu powinni pokazać, że zasługują na kolejne szanse, a jednak Flick ściąga ich po godzinie gry i zastępuje titularami - Ferranem i Pedrim. Oczywiście, celem było odwrócenie wyniku, ale jeśli do 60. minuty nie oddaje się ani jednego strzału na bramkę i nie kreuje ani jednej dużej okazji, to mówi samo za siebie.
4. Koundé i Balde jako rezerwowi boczni obrońcy
Alejandro Balde wygląda, jakby już jakiś czas temu pogodził się z tym, że João Cancelo jest nie do wygryzienia z wyjściowego składu. Balde ma wszystko, by być topowym lewym obrońcą, a jednak ciągle czegoś brakuje, coś się nie zgadza. Przychodzi 31-latek po pobycie na piłkarskich wakacjach w Arabii Saudyjskiej i z miejsca zabiera miejsce Hiszpanowi, grając w dodatku na pozycji, która de facto nie jest jego nominalną. Jeśli Cancelo zostanie w Barcelonie na kolejny sezon, Balde może już wybrać sobie miejsce na ławce rezerwowych lub... poszukać odejścia.
W przypadku Koundé widzimy nieustanny regres. Francuz nie wygląda dobrze ani fizycznie, ani mentalnie. Na Klasyk z Realem Madryt Flick zdecydował się na Erica na prawej obronie, Koundé nie powąchał nawet murawy. Teraz, jeśli trener miał w głowie od początku mocną rotację i wymyślił, że na środku obrony zagra Cortes, gdzie na nadmiar minut nie może narzekać Araujo, tak dziwię się, czemu szansy od pierwszej minuty nie otrzymał Xavi Espart. Hansi Flick na pewno dostrzega, że Koundé nie jest tym samym piłkarzem, co rok temu. Musi się odkręcić, przed nim długie lato.
5. Kapitan Lewandowski nie pomógł
Polak wyprowadził zespół na murawę z opaską kapitańską. I ten obrazek, kiedy Robert Lewandowski idzie jako pierwszy przez szpaler zrobiony przez piłkarzy Deportivo Alavés jest niestety najlepszym momentem 38-latka z wczorajszego meczu. Lewy nie oddał w tym spotkaniu ani jednego strzału na bramkę gospodarzy, nie pomógł też kolegom w wykreowaniu jakiejkolwiek szansy. Może i Robert tańczył z córką Jana Tomaszewskiego na studniówce, ale z obrońcami Alavés już nie dał rady. Jeśli sprawdzą się najnowsze doniesienia, Lewy będzie miał w niedzielę bal pożegnalny na Camp Nou - najlepiej okrasić taką imprezę golem, albo dwoma.
Komentarze (33)