Xavi: Rozmawialiśmy z Messim przez pięć miesięcy, wszystko było przygotowane, ale na końcu prezydent powiedział "nie"

Mateusz Doniec

26 kwietnia 2026, 16:30

RomarioTVoficial

71 komentarzy

Fot. Getty Images

Xavi Hernández był niedawno gościem Romario w programie prowadzonym przez Brazylijczyka. W wywiadzie były trener Blaugrany znów obwinił Joana Laportą za fiasko powrotu Messiego.

Xavi: Powrót Messiego? Próbowałem, ale nie było możliwości. Rozmawialiśmy przez pięć miesięcy, wszystko było przygotowane, ale na końcu prezydent powiedział "nie".

- Lamine Yamal? Powiedziałbym, że jest wybrańcem, że jest geniuszem futbolu i teraz wszystko zależy już od niego. Jest na najwyższym poziomie, jest jednym z najlepszych, a dla mnie nawet najlepszym piłkarzem obecnie. Teraz wszystko zależy od jego mentalności, energii i chęci zapisania się w historii. To zależy od niego.

- Jestem bardzo dumny z mojego etapu jako trenera. Uważam, że klub znajdował się w najgorszym momencie w swojej historii. Udało nam się podnieść drużynę do poziomu rywalizacji, zdobyliśmy dwa trofea – ligę i Superpuchar – a także zostawiliśmy po sobie dziedzictwo w postaci młodych zawodników, takich jak Lamine, Fermín, Cubarsí czy Balde, którzy dziś stanowią praktycznie kręgosłup zespołu. Jestem dumny z mojego etapu jako trenera, myślę, że wykonaliśmy bardzo dobrą pracę.

- Czy czułem, że moge zostać? Tak, tak, tak – tak to ustaliliśmy z prezydentem, ale potem pojawiła się kwestia osobista z jedną osobą w klubie, która nie pozwoliła nam kontynuować pracy. Natomiast uważam, że stworzyliśmy bardzo dobry projekt i położyliśmy solidne fundamenty. Teraz Hansi Flick wykonuje znakomitą pracę, a piłkarze dojrzeli, by dalej rywalizować na wysokim poziomie. To zespół na najbliższe dziesięć lat z takim pokoleniem jak Lamine, Cubarsí, Fermín, Gavi czy Balde – wszystkich ich trenowaliśmy i pomagaliśmy im się rozwijać.

- Ostatecznie zawsze zdarzają się sytuacje, które na poziomie osobistym są dla człowieka nieprzyjemne, ale ja jestem osobą bardzo pozytywną. Traktuję to jako naukę. Jestem młodym trenerem, bardzo wcześnie trafiłem do pracy w Barcelonie i to doświadczenie będzie dla mnie jak studia podyplomowe przed kolejnymi wyzwaniami w karierze. Jestem bardzo dumny z mojego etapu w Barcelonie.

- Przez pierwsze półtora roku narzucałem bardzo wysokie wymagania zawodnikom, a przede wszystkim prezydentowi. Przez ten czas wymagałem od niego wielu rzeczy. Po zdobyciu mistrzostwa i Superpucharu, podświadomie moja wymagająca postawa trochę się obniżyła. Wyciągnąłem z tego wnioski i wiem, że nie może się to powtórzyć. Wymagania wobec piłkarzy, a zwłaszcza wobec osób zarządzających klubem, muszą być maksymalne – zawsze z myślą o dobru zespołu.

- Czy mogłem trenować Neymara? Tak, tak, była taka możliwość, ale ostatecznie do tego nie doszło. Mieliśmy bardzo trudną sytuację finansową – to jest rzeczywistość. Bardzo mocno ograniczało nas finansowe fair play, to słynne ograniczenie płacowe będące spuścizną poprzedniego zarządu w Barcelonie, i w dużym stopniu wpływało na planowanie składu. To było dla nas bardzo, bardzo trudne. To był niezwykle wymagający okres i dlatego Neymar nie miał u nas miejsca.

- Miałem możliwość sprowadzenia z powrotem Daniego Alvesa, Pedrito, ale kwestie finansowe nam na to nie pozwalały. Tak samo było z Neymarem jak z Pedrito. A także z Messim – tyle że w jego przypadku obecny prezydent nie chciał tego transferu, choć wszystko było już uzgodnione.

- Dlaczego zmieniałem zawsze Raphinhę w 60-70. minucie?  To ja sprowadziłem Raphinhę. To ja podjąłem decyzję o jego transferze i przekazałem klubowi, żeby go zakontraktować. W zasadzie chciałem go już wcześniej ściągnąć do Al-Sadd, kiedy grał jeszcze w Portugalii – mój szef mi go wtedy polecił, ale Raphinha trafił do Europy i tam został. Później powiedziałem Jordiemu Cruyffowi i Mateu Alemanyemu, że trzeba go sprowadzić, bo to zwycięzca, zawodnik grający do przodu, dobry w pojedynkach jeden na jednego i mający liczby.

- Zawsze darzyłem go zaufaniem. Mam z nim bardzo dobre relacje, ale trener musi rozumieć, że w trakcie meczów liczy się wydajność – jeśli nie grasz dobrze, musi wejść ktoś inny. Mieliśmy też innych piłkarzy, którzy potrafili robić różnicę.

- Pamiętam też jedną bardzo dobrą rozmowę z Raphinhą na treningu, kiedy był sfrustrowany. Powiedziałem mu: "Rapha, podpisałeś tutaj kontrakt na pięć lat. Spokojnie, zaufaj sobie. Nie jesteś naturalny w tym, co robisz". Rozumiałem też, że zmiana nie była dla niego łatwa. Teraz jednak eksplodował, bo widzieliśmy w nim ogromny talent. Cieszę się z jego rozwoju, bo to dobry chłopak – zwycięzca, odpowiedzialny i lider.

REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (71)

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.
Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze
« Powrót do wszystkich komentarzy