Stało się dokładnie to, co można było przewidywać, analizując czas gry Lamine Yamala. W końcu 18-latek doznał kontuzji mięśniowej, która wykluczy go z gry na resztę sezonu. Oznacza to szansę dla Roony’ego Bardghjiego, ale pytanie brzmi, czy Szwed będzie w stanie ją wykorzystać po tym, jak przez cały sezon był marginalizowany.
Roony trafił do Barcelony latem za 2,5 miliona euro i podczas presezonu zapewnił sobie miejsce w pierwszym zespole, wyprzedzając paru utalentowanych graczy ze szkółki, w tym dużo wszechstronniejszego od niego Toniego Fernándeza. Wydawało się, że Szwed będzie dostawał szanse na ogrywanie się w drużynie, zwłaszcza że potrzebne było wsparcie z ławki.
Ławka w nagrodę
Początek był, delikatnie mówiąc, średni, ale potem Roony zaczął się rozkręcać. Gol i asysta w starciu z Betisem. Gol i dwie asysty w konfrontacji z Athletikiem w półfinale Superpucharu Hiszpanii. Zaczęło to wyglądać obiecująco, a Szwed jawił się jako ciekawy element rotacji. Niestety po tych udanych występach, zamiast kontynuować tę tendencję wzrostową u piłkarza, nagrodzić go za dobre mecze, Roony został po prostu zakopany. Od wspomnianego starcia z Athletikiem przez kolejne dwa miesiące spędził na boisku raptem 135 minut. Nieco ponad godzina gry w miesiącu, gdy niektórzy potrafili w cztery tygodnie występować przez 700 minut (jak Lamine).
Łatwo było przewidywać, że tak rzadko grający Roony nie będzie przygotowany na kolejne wyzwania. Od początku marca do wczorajszego meczu 20-latek grał przez 68 minut. Łącznie przez osiem miesięcy spędził na boisku 661 minut. Stawianie mu w tej sytuacji wymogu, żeby potrafił wejść i z miejsca pokazywać świetny poziom na tle piłkarzy, którzy grają co 3-4 dni, a w sezonie rozgrywali ponad 30 pełnych meczów, jest niemożliwe do zrealizowania. Nie wiem, czy jakikolwiek piłkarz na świecie by sprostał takiemu celowi. Zwykle dajemy zawodnikom czas na złapanie rytmu po kontuzji, a Roony ma po 8 miesiącach siedzenia na ławce wejść i z marszu robić robotę. A przecież to młody chłopak, który dopiero wchodzi do dużego futbolu, więc tym bardziej potrzebuje tego otrzaskania się na murawie.
Między Szczęsnym a Christensenem
Żeby ten czas gry Roony’ego jakoś umiejscowić w hierarchii zespołu - obecnie znajduje się on pomiędzy rezerwowym bramkarzem Wojciechem Szczęsnym, który nie grał nawet w Pucharze Króla (818 minut we wszystkich rozgrywkach), a Andreasem Christensenem (515), o którego istnieniu można było wręcz zapomnieć. Nie chodzi o to, żeby Szwed miał grać zawsze, ale można było wykorzystać jego lepszy moment, albo po prostu częściej dawać odpocząć Lamine’owi, skoro w zapasie był coraz lepiej spisujący się 20-latek.
Zajechany Lamine
Okazji ku temu było sporo. Niestety Lamine grał niemal zawsze i bardzo rzadko bywał zmieniany. Pamiętamy, jak na początku sezonu miał wielkie problemy z pachwinami, które w zasadzie utrudniały mu nawet samo poruszanie się. A jednak grał z tymi dolegliwościami, jak w Klasyku, za który został niesamowicie skrytykowany za apatyczność. Przebywał wtedy na boisku pełne 90 minut, choć ledwo się ruszał.
O wymiarze czasu gry Lamine napisano już wiele, natomiast warto zwrócić uwagę, że mimo absencji w kilku spotkaniach z powodu kontuzji, nikt nie spędził na boisku więcej minut niż on (3702). Nawet Eric García, który przecież jest żelaznym żołnierzem Flicka. Lamine jest oczywiście bardzo ważny i musi grać dużo, to normalne. Niestety zostało to posunięte do skrajności, przy której obciążenia musiały w końcu dać o sobie znać. To logiczna konsekwencja, która w Barcelonie w przeszłości spotykała Pedriego, Raphinhę czy Julesa Koundé.
Nie da się grać bez Lamine'a?
Mówi się, że Barcelonie byłoby trudno grać bez Lamine'a. Klęska z Sevillą (1:4) urosła w tym zakresie do rangi symbolu. Z pewnością bez Hiszpana Barça wiele traci, ale mimo wszystko wygrała 5 z 6 starć, w których 18-latek w ogóle nie wziął udziału, z bilansem bramkowym 18:4. A przecież prowadziła też 5:1 z Sevillą i 5:0 z Athletikiem, gdy Lamine wchodził z ławki. To nie jest więc tak, że Blaugrana kompletnie nie potrafiła grać bez swojego kluczowego zawodnika. A jednak nadal używa się argumentu, że nie można bez niego wychodzić na boisko, bo to na pewno będzie wiązało się z porażką, tak jakby cały zespół Flicka był do niczego i zależał wyłącznie od formy jednego gracza.
Jest to założenie nieprawdziwe, a zresztą dbałość o wyniki wcale nie tłumaczy tego ogromnego czasu gry Lamine'a. Były bowiem również takie sytuacje, gdy Barcelona miała spokojne prowadzenie, a jednak Lamine grał 90 minut. Wystarczy wymienić mecze z Athletikiem, Villarrealem, Levante (tu akurat 88 minut), Kopenhagą, Newcastle czy Mallorcą. A przecież to właśnie on obok Pedriego czy Raphinhi powinien być absolutnie pierwszym graczem do zmiany, gdy losy spotkania są rozstrzygnięte. Tak jednak nie było.
90 minut nawet z drugoligowcami
Ponadto Lamine rozpoczął na ławce bodaj jeden mecz w całym sezonie, w którym nie miałby konkretnych problemów zdrowotnych. W pozostałych ZAWSZE grał od pierwszej minuty. Tylko dwa razy opuścił murawę przed 75. minutą - raz w pojedynku z Gironą, gdy wrócił po kontuzji, a w drugim przypadku po hat-tricku w starciu z Villarrealem. Z zespołami z niższych lig w Pucharze Króla - Guadalajarą, Albacete, Racingiem rozegrał pełne 90 minut.
Nie było też oszczędzania Lamine'a między kluczowymi meczami, czego dowodem występ w starciu z Espanyolem na kilka dni przed spotkaniem rewanżowym z Atlético w Lidze Mistrzów, w którym zresztą młody gracz oddychał rękawami w końcowych fragmentach rywalizacji, gdy brakowało jednego gola do remisu. Może zachowałby więcej sił w decydujących momentach, gdyby nie miał w nogach 90 minut w derbach? Nota bene, mimo rzadkich występów, Roony mógłby przyczynić się do wyrównania stanu dwumeczu, gdyby Ronald Araujo wykorzystał jego dośrodkowanie. Warto jednak na przyszłość lepiej przygotować się na rozpaczliwe gonienie wyniku w końcówce niż desperacko wrzucać nieogranego zawodnika.
Czy Roony zdoła coś pokazać?
Nie chodzi o to, że Roony jest epokowym talentem. Być może rzeczywiście na dłuższą metę okaże się na Barcelonę za słaby. Próbka jego występów nadal jest bardzo nieznaczna. Trudno jednak nie odnieść wrażenia, że po pierwsze, Lamine grał zbyt dużo, co finalnie skończyło się jego kontuzją, a po drugie, że był moment, w którym można było go odciążyć, bo na ławce był nieźle prezentujący się gracz. Okazji do oszczędzania podstawowego zawodnika i budowania piłkarza rotacyjnego nie brakowało. Nie została ona jednak wykorzystana i w efekcie kadra jest osłabiona brakiem gwiazdora i nie ma gotowego zastępcy.
Być może Lamine i tak doznałby kontuzji, ale faktem pozostaje, że nie zostało zrobione nic, aby jej zapobiec, a wręcz nadmierną eksploatacją proszono się o kłopoty. Zobaczymy, jak odpowie Roony. Nie jest w najlepszym położeniu, bo po tak rzadkich występach musi mu brakować ogrania. Wielomiesięczny zastój trudno będzie zniwelować w samej końcówce sezonu. Dlatego nie uważam, żeby zrzucanie teraz winy na niewystarczający poziom Roony'ego, w kontekście rotowania Lamine'a, było rozsądne, bo nie zrobiono absolutnie nic, żeby tę jakość mógł teraz pokazywać. A przebłyski owszem były, tylko z tego nie skorzystano.
Co z Laminem?
Osobiście po kontuzji Lamine Yamala nie martwię się tak bardzo o kwestie bieżące. Dziewięć punktów przewagi nad Realem na sześć kolejek przed końcem sezonu to duży dystans, nawet biorąc pod uwagę bezpośrednie starcie. Uważam, że Barcelona nawet bez Lamine’a jest w stanie to utrzymać. Bardziej obawiam się o długoterminowy stan zdrowia perły Blaugrany. Zwłaszcza że nawroty przy tego typu kontuzjach zdarzają się stosunkowo często (30% przypadków). A przecież wymagania wobec Lamine’a są permanentne, i w klubie, i w reprezentacji, która tego lata będzie miała przed sobą mistrzostwa świata.
Nie ma już nawet znaczenia „kto jest winny”. Czy Flick, czy sam piłkarz, który chce grać ciągle. Ważne jest tylko to, aby wszystkie strony były świadome, że takie obciążenia dla Lamine’a są nie do utrzymania, że prędzej czy później odbije się to na jego zdrowiu. Co zrobimy, jeśli w imię krótkoterminowych celów, wygranych z ligowymi przeciętniakami, Barça straci epokowy talent? Ta kontuzja jest pierwszym sygnałem ostrzegawczym. Być może ostatnim. Warto to wziąć pod uwagę przed bronieniem na siłę gigantycznych obciążeń Lamine'a i totalnego braku odpoczynku. On jest dla Barcelony wart więcej niż pojedynczy mecz i o tę przyszłość 18-latka trzeba zadbać.
Takie i wiele innych ciekawych statystyk oraz wyniki na żywo znajdziesz u naszego Partnera - aplikacji Superscore.
Komentarze (57)