Álvaro Arbeloa: To coś całkowicie niewytłumaczalnego, niesprawiedliwego... wszystko to zostało zniweczone przez jedną decyzję sędziego

Mateusz Doniec

16 kwietnia 2026, 11:15

AS

42 komentarze

Fot. Getty Images

Álvaro Arbeloa odniósł się na konferencji prasowej po porażce z Bayernem przede wszystkim do kontrowersyjnej decyzji sędziego Slavko Vinčicia, który pokazał drugą żółtą kartkę Eduardo Camavindze - momentu, który zdaniem szkoleniowca przesądził o losach całego dwumeczu.

Jak czuje się Camavinga? I co pan sądzi o sytuacji z jego wyrzuceniem z boiska?

Álvaro Arbeloa: Cóż... to jest akcja, której... nikt nie rozumie, że za coś takiego można wyrzucić zawodnika, w takim meczu. To jasne, że dwumecz zakończył się w tym momencie. To coś całkowicie niewytłumaczalnego. Niesprawiedliwego. Jesteśmy bardzo, bardzo rozbici, bo odpadliśmy w sposób, którego nie da się kontrolować. Oczywiście bardzo mi przykro z powodu moich zawodników. Za wysiłek, jaki włożyli. Jestem z nich bardzo, bardzo, bardzo dumny. Z kibiców, z tych, którzy tu przyjechali, i tych, którzy są w domach. I z klubu, bo jeśli coś mnie boli w tej porażce, to to, że w tym roku nie wygramy 16. Pucharu Europy. A przede wszystkim boli sposób, w jaki to się stało.

Przygotowując mecz w ostatnich dniach i wystawiając taki skład... czy zakładał pan taki scenariusz?

Wystawiłem myślę, że najlepszy możliwy skład, żeby wygrać. Musieliśmy tu przyjechać po zwycięstwo, nie mogliśmy kalkulować. Chciałem strzelać gole. Wiedziałem, że Bayern, ze względu na swój styl gry sprawi, że oni też będą musieli się martwić o obronę przeciwko nam. Chcieliśmy wyjść zawodnikami zdolnymi wychodzić spod ich bardzo agresywnego, indywidualnego pressingu. I myślę, że zrobiłbym to ponownie. Znów wystawiłbym ten zespół. Uważam, że każdy z nich wykonał ogromną pracę. Pokazali dużo charakteru na tym stadionie, przeciwko wielkiej drużynie. A w drugiej połowie wiedzieliśmy, że musimy wytrzymać szkoda, że nie wykorzystaliśmy swoich okazji. Bo w piłce liczy się to, by być jak najbardziej konkretnym, gdy stajesz oko w oko z bramkarzem.

Jak czuje się szatnia?

Jest bardzo przygnębiona... bardzo. Przede wszystkim przez sposób, w jaki to się stało. Chciałbym też pogratulować Bayernowi Monachium świetnego dwumeczu, ale wolelibyśmy przegrać w inny sposób. Nie przez, jak już mówiłem, niewytłumaczalne wyrzucenie zawodnika, którego nikt nie rozumie. Dlatego mamy poczucie niesprawiedliwości, złości. I bólu moich piłkarzy, którzy widzą, jak ich praca, wysiłek, poświęcenie... wszystko to zostało zniweczone przez jedną decyzję sędziego.

Patrząc na powtórki w telewizji, można odnieść wrażenie, że sędzia nie był świadomy, że to druga żółta kartka dla Camavingi. Pan też ma takie odczucie? Zawodnicy? Rozmawiał pan z arbitrem?

Nie, ja mam, powiedzmy, wrażenie, że pokazał kartkę właśnie dlatego, że zawodnicy Bayernu mu powiedzieli, że to druga. Ale mimo wszystko nie warto tak wpływać na los zawodnika za coś takiego, w takim meczu - nawet na żółtą kartkę. Myślę, że sędziowie często... nie wiem, albo nie grali w piłkę, albo nie rozumieją, jak zarządzać takimi sytuacjami. Ale... poza tym, że może nie wiedzieć (śmiech), jeszcze gorzej, że nie wie, że zawodnik niedawno dostał kartkę, bo Camavinga wszedł w drugiej połowie... To podwójny błąd.

Co można wyciągnąć pozytywnego z tego wieczoru?

Nie wiem (śmiech). Nie wiem, czy teraz można coś pozytywnego znaleźć. Jak powiedziałem, zawsze to ja biorę odpowiedzialność za porażki. I przyjmę konsekwencje takiego wyniku, bo uważam, że kibice powinni być dumni ze swoich zawodników - z tego, jak zostawili serce i życie na boisku. Z charakteru, który pokazali. A ja... odkąd tu siedzę, starałem się zawsze pomagać klubowi - nie wiem, czy najlepiej jak umiem, ale na tyle, na ile mogę. Teraz zostało nam jeszcze kilka meczów i zawsze musimy bronić tego herbu na maksa, tak jak zrobili to dziś ci piłkarze.

A pan? Jak się pan czuje? Ma pan siłę, by dalej pracować?

Jak już mówiłem, odkąd tu jestem, nie chodziło o udowadnianie mojego poziomu jako trenera. Nigdy nie chciałem wygrywać meczów swoimi decyzjami, tylko pomagać zawodnikom na boisku. Graliśmy przeciwko wielu zespołom: Bayern Monachium Kompany’ego, Manchester City Guardioli, Atlético Simeone... większość drużyn w Europie ma wyraźne piętno swoich trenerów. Nie wiem, jak duże piętno ma ten zespół ode mnie - pewnie mniejsze niż w tych przykładach albo niż w Castilli, w moim przypadku. Ale zawsze starałem się pomagać klubowi na tyle, na ile mogłem. I tak będzie do ostatniego dnia.

Czy uważa pan, że dwumecz z City i dzisiejszy obraz drużyny mogą być argumentem, by klub dał panu kolejną szansę?

W ogóle mnie to nie martwi i zrozumiem każdą decyzję klubu. W pełni. Jak powiedziałem, jestem człowiekiem klubu i jeśli dziś boli, to nie ze względu na mnie, tylko przez Real Madryt. Bo w tym roku nie wygramy 16. Pucharu Europy. Boli mnie to ze względu na zawodników, na klub, na kibiców... nie na mnie. Moja przyszłość obchodzi mnie bardzo niewiele. Odkąd tu jestem, nie była nawet najmniejszym zmartwieniem. I jak mówiłem, zrobiłem wszystko, co mogłem, by pomagać moim piłkarzom wygrywać każdego dnia.

Jeśli klub nie zaproponuje dalszej pracy... chciałby pan zostać w innej roli? Czy raczej objąć inny zespół?

Na ten moment... (uśmiech) w ogóle o tym nie myślę. To decyzja klubu. Ja jestem człowiekiem klubu i jedyne, czego chcę, to żeby Real Madryt wygrywał, niezależnie od tego, kto siedzi na ławce.

REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (42)

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.
Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze
« Powrót do wszystkich komentarzy