Bartomeu popiera Victora Fonta?

Mateusz Doniec

11 marca 2026, 12:15

EFE

46 komentarzy

Fot. Getty Images

Były prezydent FC Barcelony Josep Maria Bartomeu uważa, że nadszedł czas, aby dokonać zmiany na czele klubu i ustąpić miejsca młodszym ludziom z nowymi pomysłami. W wywiadzie udzielonym agencji EFE Bartomeu wkracza w kampanię katalońskiego klubu, aby bronić swojego zarządzania klubem, wypowiedzieć się na temat pracy ustępującego zarządu i wyjaśnić, jak przeżywa obecny proces wyborczy.

EFE: Pana nazwisko i słynna "spuścizna" ekonomiczna były jednym z głównych tematów tej kampanii. Laporta nazwał jego zarządzanie katastrofalnym, zapewniając, że gdy obejmował prezydenturę, klub był w technicznym bankructwie, nie można było wypłacać pensji...

Josep Maria Bartomeu: To o spuściźnie Bartomeu słyszałem nieustannie przez ostatnie lata, nie tylko w kampanii. I męczy patrzenie, jak zawsze używa się tego jako wymówki, bo mieli pięć i pół roku, by rozwiązać problemy wynikające z covidu, a wygląda na to, że nie rozwiązali ich do końca. Spuścizna była zła, przyznaję, ale została spowodowana pandemią. Gdy obejmowałem prezydenturę, bilans moich pierwszych pięciu lat to skumulowany zysk w wysokości 109 milionów euro i 13 tytułów. W czasie pandemii stadion był zamknięty, nie było sprzedaży biletów ani karnetów, sklep był zamknięty, nie było muzeum ani szkółek piłkarskich i ten spadek przychodów oczywiście wywołał problemy z płynnością, które ratowano zadłużeniem. To spotkało zdecydowaną większość klubów w Europie.

W sezonie 2019/20, pierwszym pandemicznym, klub ogłasza już straty w wysokości 128 milionów euro.

Tak, głównie z powodu spadku przychodów. Planowaliśmy przekroczyć miliard euro wpływów, a ostatecznie zarobiliśmy o 200 milionów mniej. Udało nam się jednak doprowadzić do tego, że wszyscy piłkarze - nie tylko z pierwszej drużyny piłkarskiej, ale ze wszystkich profesjonalnych zespołów klubu - obniżyli swoje wynagrodzenia o 12%. Wiem, że istnieje taka mantra mówiąca, że te pensje były tylko odroczone i trzeba je było zapłacić później, ale to nieprawda. W tamtym roku wszyscy zawodnicy obniżyli swoje wynagrodzenia o 12% bez możliwości odzyskania tych pieniędzy i dzięki temu osiągnęliśmy bardzo istotne oszczędności w masie płacowej.

Ale nadchodzi rok finansowy 2020/21, pierwszy zamknięty przez zarząd Laporty, i ogłoszono 555 milionów strat, choć pan wcześniej twierdził, że w tamtym sezonie klub stracił tylko 225 milionów.

W 2021 roku nowy zarząd utworzył rezerwy na straty wynikające z amortyzacji zawodników i możliwych sporów sądowych na kwotę 283 milionów euro, ale to nie są rzeczywiste straty klubu. To właśnie te straty później wpływają na finansowe fair play - problem, który ciągniemy do dziś.

Laporta zawyżył straty: odejście Leo Messiego...

Sama LaLiga opublikowała w październiku 2021 roku raport, w którym oszacowała wpływ covidu na gospodarkę Barcelony na 500 milionów euro. A w rozliczeniu podatku dochodowego za tamten rok urząd skarbowy zażądał korekt, które obniżyły deklarowane straty z 555 do zaledwie 280 milionów. Gdyby nie zawyżyli tych strat i przyznali, że zostały spowodowane pandemią, tak jak mówiła LaLiga, mogli rozłożyć ich amortyzację na pięć lat, jak pozwalało na to prawo w wyjątkowej sytuacji pandemii. To doprowadziło do wielu decyzji, ale dla mnie najbardziej bolesna była odejście Leo Messiego. To bardzo smutne, że musisz pożegnać najlepszego piłkarza w historii, który wciąż miał przed sobą dużo futbolu w Barcelonie i który mógłby grać razem z tą obecną, bardzo udaną generacją młodych wychowanków La Masii.

Dlaczego pana zdaniem to zrobili, skoro ta decyzja miała na długo ograniczyć zdolność Barcelony do działania na rynku transferowym?

To wielkie pytanie, które zadaje sobie wiele osób związanych z klubem. Nie wiem, dlaczego to zrobili, ale to największy strzał w stopę tego zarządu. Bo jeśli myśli się o klubie, to oczywiste jest, że najlepiej starać się utrzymać finansowe fair play. Uważam, że w 2021 roku nie myśleli o konsekwencjach, jakie może to przynieść. Nie myśleli o Barcelonie i wykazali się naiwnością, brakiem znajomości tego, jak funkcjonuje świat futbolu. Być może nie sam Laporta, który miał już doświadczenie w zarządzaniu, ale niektórzy z jego dyrektorów.

Przeżywał pan bardzo dobry okres pod względem ekonomicznym i sportowym, gdy klub bił rekordy przychodów i zdobywał trofea. Nagle jednak przyszła pandemia, przychody gwałtownie spadły, a w ciągu dwóch sezonów masa płacowa wzrosła do 98% przychodów. Czy ma pan poczucie, że tamten projekt umarł od własnego sukcesu jako ofiara "tridente i trypletu", pańskiego słynnego hasła kampanii?

W 2010 roku klub miał przychody na poziomie 415 milionów euro, a przed pandemią doszliśmy do miliarda. Podwoiliśmy wpływy, a Barcelona nie jest jak inne kluby, w których są akcjonariusze oczekujący co roku dywidend. W Barcelonie nie ma podziału zysków - trzeba je inwestować w zdobywanie trofeów.

Astronomiczne pensje w latach 2017/2018...

To prawda, że gdy dużo się wygrywa, piłkarz chce zarabiać więcej, a Barcelona jest klubem, któremu trudno sprzedać swoje gwiazdy. W 2017 i 2018 roku, by utrzymać niektóre z nich, musieliśmy zaakceptować wynagrodzenia z najwyższej półki rynkowej, bo nasi zawodnicy stale otrzymywali oferty.

A do tego dochodzi burza, jaką był covid. Real Madryt wykorzystał ją, by przebudować stadion i zyskać przewagę. Dlaczego nie przeprowadził pan modernizacji Camp Nou, projektu zatwierdzonego na początku pańskiej kadencji?

To pytanie do ratusza w Barcelonie. W kwietniu 2014 roku socios zatwierdzili w referendum projekt Espai Barça, który obejmował nie tylko modernizację stadionu, ale też zmiany urbanistyczne, nad którymi pracowaliśmy cztery lata z ówczesnym burmistrzem Xavierem Triasem. Zakładaliśmy, że po referendum pierwsze pozwolenia otrzymamy w mniej niż rok. Jednak w maju 2014 roku w mieście zwyciężyła inna opcja polityczna, a burmistrz Ada Colau i jej zespół urbanistyczny zażądali rozpoczęcia całej pracy od zera. Prace zakończyły się porozumieniem miejskim w 2019 roku, które zaskarżyła partia CUP, a gdy wszystko zostało rozstrzygnięte - wybuchła pandemia.

Laporta i jego zarząd podkreślają, że uratowali klub przed ruiną i że pańskie zarządzanie zaczęło być nieodpowiedzialne jeszcze przed covidem.

Na początku 2021 roku magazyn Forbes uznał Barcelonę za najbardziej wartościowy klub świata, bazując na danych z 2020 roku - tego pandemicznego, za który Laporta tak mnie krytykował, mówiąc o rzekomo fatalnej spuściźnie. Po raz pierwszy w historii Forbes ogłosił Barcelonę klubem numer jeden, przed takimi zespołami jak United, Real czy Bayern. Nie sądzę, by nasza praca była tak zła, skoro otrzymaliśmy to wyróżnienie, którego dziś już nie mamy.

Czy śledzi pan kampanię wyborczą między Joanem Laportą a Víctorem Fontem?

Tak, śledzę ją i szczerze mówiąc widzę, że niewiele mówi się o projektach. Słychać za to wiele wzajemnych zarzutów, a ja chciałbym zobaczyć kampanię taką jak w 2015 roku, gdy debatowano o programach. Pamiętam, że wszyscy kandydaci mieli wtedy naprawdę dobrze przygotowane programy wyborcze: Benedito, Freixa… no, Laporta nie. Laporta z 2015 roku, który przegrał wybory, nie miał programu, tak jak nie ma go teraz. To jego styl - działa głównie intuicyjnie. Czasem to działa, a czasem nie.

Czego pan oczekuje w najbliższą niedzielę? Pójdzie pan głosować?

Tak, pójdę głosować. Uważam, że Barcelona powinna rozważyć zmianę pokoleniową. Nasze pokolenie z 2003 roku - od "kręgu cnoty" i "powerpointa" - było najbardziej utytułowane w historii klubu, ale kiedyś musi nadejść koniec. Myślę, że w erze Laporta–Rosell–Bartomeu socios bardzo cieszyli się naszym futbolem i tyloma tytułami, więc powinni być wdzięczni. Jednak w tych 23 latach wydarzyło się wiele rzeczy, relacje nie zawsze były najlepsze, pojawiły się problemy sądowe i liczne wzajemne krytyki. Czasem trzeba zrobić porządek, otworzyć okna i wpuścić nowe pokolenia z nowymi pomysłami. Mamy już pięć i pół roku z Laportą jako prezydentem, a sytuacja ekonomiczna wciąż nie jest w pełni ustabilizowana. Ta ostatnia kadencja miała pewne luki, wydarzyły się dziwne rzeczy, a socios powiedziano też wiele nieprawd. To nie jest dobre dla zdrowia klubu. Wciąż jest dużo pracy do wykonania i uważam, że powinniśmy pozwolić młodszemu pokoleniu - mniej lub bardziej przygotowanemu, tak jak byliśmy my - wyprowadzić Barcelonę na prostą.

REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (46)

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.
Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze
« Powrót do wszystkich komentarzy