Atak Barcelony nie wyglądał we wczorajszym meczu najlepiej. Można wskazywać na wiele czynników tego stanu rzeczy, ale na początek zajmijmy się aspektem związanym z wydajnością Lamine Yamala. A statystyki pokazują, że był to unikatowy występ - 18-latek po raz pierwszy w karierze nie miał nawet jednej próby dryblingu. Przyczyn takiego stanu rzeczy należy upatrywać nie tylko w dyspozycji indywidualnej Lamine'a i jego rywali, ale też w osamotnieniu piłkarza Barçy oraz ogromnej eksploatacji jego młodego organizmu z ostatnich miesięcy.
SofaScore podaje, że dla Lamine’a to pierwsza taka sytuacja (w 135 występach w klubie i reprezentacji), gdy ani razu nie spróbował minąć rywala z piłką, będąc graczem wyjściowego składu. Statystyka prezentuje się dość dziwnie, bo test oka pokazywał, że skrzydłowy wchodził w pojedynki, a i np. FlashScore zalicza mu jeden drybling (choć nieudany). Niezależnie od tego, trzeba przyznać, że z 18-latkiem było coś nie tak, zwłaszcza w drugiej połowie. Inne statystyki pokazują, że Lamine miał 24 celne podania (niska, 67% skuteczność), a żadne z nich nie zostało zakwalifikowane jako „kluczowe”, i aż 19 strat. Oddał tylko dwa strzały i zaliczył dwie akcje defensywne. Miał za to pięć wygranych pojedynków. Finalnie trudno uznać jego występ za szczególnie udany.
Nie chodzi o to, żeby zrzucać całą winę na Lamine’a. Koledzy z ataku byli bowiem jeszcze gorsi. Lamine przynajmniej próbował napędzać akcje i kilkakrotnie potrafił nawiązać szybką grę. Natomiast finalizacja ze strony Raphinhi była już bardzo zła. Brazylijczyk większość dobrych okazji Barcelony do skrzywdzenia Newcastle zmarnował poprzez złe podanie lub mylną decyzję. Nie był to też mecz Roberta Lewandowskiego.
Brak wsparcia
Lamine’a trzeba wręcz do pewnego stopnia usprawiedliwić. Już sama decyzja Hansiego Flicka o wystawieniu na prawej stronie Ronalda Araujo ograniczyła skrzydłowemu pole manewru. Po ogłoszeniu wyjściowej jedenastki wiadomo było, że 18-latek nie będzie miał obok partnera obiegającego go po skrzydle. W takich spotkaniach widać zresztą doskonale, jak cenne w tym zakresie są automatyczne wejścia Julesa Koundé, niezależnie od prezentowanej przez Francuza formy w defensywie. Pech chciał, że nie było też Erica Garcíi, który mógłby imitować ruchy podstawowego prawego obrońcy.
Lamine był więc dziś osamotniony, co przy bardzo zmotywowanym, dobrze czytającym grę i mającym wsparcie kolegów Lewisie Hallu okazało się zgubne dla ofensywy Barcelony. Początkowo było jeszcze widać, że skrzydłowy Barcelony próbuje coś zdziałać. Starał się cofać po piłkę i brać na siebie grę. Brakowało mu jednak tego wsparcia, mało było tego dodatkowego ruchu w jego sektorze, pozwalającego mu na większą swobodę w poczynaniach czy wejście w drybling. Zwłaszcza przy intensywnie broniącym Newcastle. Połączenie niskiej efektywności pozostałych napastników, problemów w rozegraniu piłki i tego zablokowania Lamine’a podcinało możliwości ofensywne Barçy. Obecność Araujo na boisku ograniczała jeden z największych zasobów Barcelony.
W drugiej połowie Lamine miał już mniejszy udział w grze, choć na szczęście stanął na wysokości zadania przy strzale z rzutu karnego. Była to dla niego już 20 bramka w tym sezonie. Mimo to w tego typu spotkaniach oczekujemy więcej od zawodnika, który ma celować w miano najlepszego na świecie. I oczywiście nie można w pełni go usprawiedliwić taktycznymi zawiłościami.
Przemęczenie
Wspomniany brak wsparcia i konieczność ciągłego pojedynkowania się z aktywnym Hallem musiały jednak dodatkowo wpłynąć na zmęczenie Lamine’a, które kumuluje się w ostatnich tygodniach w sposób wykładniczy. Trudno nie odnieść wrażenia, że 18-latek po prostu momentami jest zmęczony i brakuje mu paliwa do robienia czegoś wyjątkowego. W drugiej połowie meczu z Newcastle było to widać jak na dłoni.
Od początku roku Barcelona rozegrała 18 meczów w niecałe dwa i pół miesiąca. Lamine opuścił tylko jeden z powodu zawieszenia za kartki. Co więcej, tylko w jednym spotkaniu zasiadł na ławce, ze względu na problemy fizyczne i brak udziału w treningu przed meczem z Athletikiem w Superpucharze Hiszpanii. Zatem Lamine ma w tym okresie na koncie 16 z 18 starć w wyjściowym składzie Barçy, a Hansi Flick nie dał mu tak po prostu odpocząć w żadnym pojedynku 2026 roku. W warunkach intensywnego terminarza i gry czasem co trzy dni.
Szalona eksploatacja
Jak spojrzymy na liczbę minut spędzonych na boisku przez Lamine’a, też można sobie wyjaśnić tego typu zastoje jak w meczu z Newcastle. Aż w 12 spotkaniach 2026 roku 18-latek grał przez 90 minut. W tym w konfrontacjach z takimi mocarzami jak Guadalajara, Albacete czy Racing Santander. Tylko trzykrotnie Lamine był zmieniany przed 80 minutą (najwcześniejsze zejście w 73. minucie). Reprezentant Hiszpanii nie schodził wcześniej nawet wtedy, gdy Barça miała komfortowe prowadzenie, jak w starciach z Levante, Mallorcą, Betisem czy Athletikiem w LaLidze czy pojedynku z Kopenhagą w Lidze Mistrzów. Również we wspomnianej konfrontacji z Baskami w Superpucharze pojawił się na boisku z ławki, mimo prowadzenia drużyny 5:0 i dolegliwości przedmeczowych. Po co było to ryzyko?
Lamine od spotkania z Realem Oviedo 25 stycznia grał we wszystkich meczach Barcelony od pierwszej minuty. To 12 pojedynków w półtora miesiąca. Potężna dawka obciążeń, biorąc pod uwagę rywalizację na kilku frontach co 3-4 dni. Trudno się dziwić, że przy takiej eksploatacji Lamine’owi może potem brakować pary na tak kluczowy pojedynek jak ten z Newcastle. A to przecież wtedy zespół najmocniej go potrzebuje, bo na poziomie umiejętności to przede wszystkim on powinien być w stanie skrzywdzić takiego rywala.
Nawet dobry dubler bez szans na grę
Najgorsze w tym wszystkim jest to, że Flick miał wartościowego zmiennika i z jakiegoś powodu przestał z niego korzystać. Roony Bardghji w pewnym momencie wyglądał wręcz znakomicie, o czym świadczyło starcie z Athletikiem, w którym strzelił gola i zaliczył dwie asysty. Od czasu tak błyskotliwego występu na początku stycznia Szwed spędził na murawie raptem 145 minut. We wspomnianych konfrontacjach z Albacete czy Racingiem nie podniósł się nawet z ławki. Często podnosi się za to argument, że za brak rotacji odpowiada poziom zawodników z zaplecza. Sytuacja Roony'ego przeczy tej tezie.
Nie chodzi nawet o to, że Roony nie dostał zasłużonej nagrody za dobrą postawę (przyczyniał się do zdobywania bramek co 91 minut) czy szansy na dalszy rozwój. Rzecz w tym, że Lamine jest eksploatowany do granic możliwości, co przekłada się później na jego wydajność w kluczowych momentach. Nie wspominamy nawet o ryzyku kontuzji w takich warunkach. A przecież 18-latek już w obecnej kampanii leczył się po obciążeniach z poprzedniego sezonu, gdy był najczęściej grającym nastolatkiem na świecie. Teraz jest czwarty, licząc rozgrywki ligowe i reprezentację, ale gdyby nie absencje z powodu urazów czy zawieszeń, pewnie znów byłby liderem.

Transfermarkt
Lamine może jako młody gracz nie rozumieć, że nie da się grać zawsze, a okazjonalny odpoczynek może być nawet zbawienny dla jego indywidualnej wydajności. Od tego jest jednak trener, żeby mu to odpowiednio wyjaśnić. Zwłaszcza że ma to znaczenie również dla rozwoju mentalnego młodego gracza, daje mu wskazówkę, że nie może dostać wszystkiego, czego chce, bo te własne aspiracje nie zawsze mogą być dla niego dobre. Pozycja w klubie Flicka jest na tyle mocna, że mógłby sobie pozwolić na takie starcie. Problem w tym, że stałoby to chyba w sprzeczności z nastawieniem samego trenera względem zarządzania składem.
A przecież zespół traci na tym braku rotacji. Lamine miewa oznaki zmęczenia i to widać gołym okiem, natomiast nie widać tego, jak rdzewieje Roony na skutek braku jakichkolwiek występów. Niestety zapewne zobaczymy ten brak ogrania Szweda dopiero wtedy, gdy z jakiegoś powodu stanie się on ostatnią deską ratunku, panicznym wprowadzeniem będącego całkowicie poza rytmem piłkarza w końcówce kluczowego spotkania. Tylko wtedy to już pewnie będzie w oczach kibiców jego wina, że się nie sprawdził, a nikt nie dostrzeże, że kompletnie nie dostał warunków, aby być przygotowanym na takie wyzwania. A przecież Roony meczami z Betisem czy Athletikiem pokazywał, że drużyna może wygrywać z nim w składzie, że w starciach na tym poziomie można dać wytchnienie Lamine'owi i nie będzie to żadne wybitne ryzyko.
Ten brak rotacji wpycha Barcelonę w bezalternatywną sytuację, w której jej kluczowy gracz jest zajeżdżany do granic możliwości, a opcje zastępcze nie są przygotowane. Niestety widzimy to w zasadzie od ponad roku, co może dalej ograniczać moc ofensywnej maszyny Hansiego Flicka.
Komentarze (61)