Xavi Hernández, który popiera w tych wyborach na prezydenta FC Barcelony Victora Fonta, udzielił obszernego wywiadu dla La Vanguardii. Dziennik ten sprzyja od lat kontrkandydatowi Joana Laporty. Poniżej druga część rozmowy z byłym trenerem Barcelony.
La Vanguardia: Czy rozmawia pan z Leo Messim?
Xavi: Tak, mamy bardzo dobre relacje.
Rozmawiacie o wyborach w klubie?
To prywatne rozmowy. A biorąc pod uwagę, że chodzi o Leo i jego wpływ, wolę niczego nie ujawniać – choć pewnie wszyscy domyślają się, co myśli.
Czy mógł wrócić do Barcelony, gdy był pan trenerem?
Prezydent nie mówi prawdy. Leo był już praktycznie zakontraktowany. W styczniu 2023 roku, po mistrzostwie świata, skontaktowaliśmy się. Powiedział mi, że chciałby wrócić i ja to widziałem. Rozmawialiśmy do marca i powiedziałem mu: kiedy dasz mi zielone światło, powiem prezydentowi, bo sportowo to ma sens.
Co się więc stało?
Prezydent zaczął negocjować kontrakt z ojcem Leo. Mieliśmy zielone światło od LaLigi, ale to prezydent wycofał się z całej operacji.
Wyjaśnił dlaczego?
Laporta powiedział mi wprost, że jeśli Leo wróci, "zrobi mu wojnę" i nie może sobie na to pozwolić. Potem Leo przestał odbierać moje telefony, bo z drugiej strony powiedziano mu, że transfer nie jest możliwy. Zadzwoniłem do jego ojca i powiedziałem: "to niemożliwe". A on odpowiedział: "porozmawiaj z prezydentem". Przez pięć miesięcy rozmawialiśmy z Leo, wszystko było gotowe – sportowo nie było żadnych wątpliwości, ekonomicznie też, bo graliśmy na Montjuïc. Plan był taki, by zrobić "last dance" jak u Jordana.
Poparł pan formalnie Víctora Fonta. Jeśli wygra, wróci pan do Barcelony?
Myślę, że już nigdy nie wrócę do Barcelony. Swoją historię w klubie przeżyłem jako piłkarz i trener. Teraz moim celem jest opowiedzieć prawdę. Leo nie wrócił do Barçy, bo prezydent tego nie chciał – nie z powodu LaLigi ani pieniędzy. To była decyzja prezydenta i jego otoczenia.
Rozmawiał pan z Laportą od czasu zwolnienia?
Nie.
Jak się pan teraz czuje po tej rozmowie?
Czuję ulgę. Odszedłem z klubu, ponieważ sprzeciwiłem się Alejandro Echevarríi.
Komentarze (78)