Hansi Flick odpowiedział na pytania dziennikarzy podczas konferencji prasowej przed sobotnim meczem z Villarrealem. Trener został zapytany m.in. o wylosowanie Newcastle, kontuzję Frenkiego de Jonga czy kary za spóźnienia. Poniżej pełny zapis konferencji.
[Mario Robert, FC Barcelona] Nadchodzi najpiękniejszy moment sezonu - najbliższe starcie przeciwko Villarrealowi, jednej z najlepszych drużyn ligi, obecnie trzeciej w tabeli, zespołowi Marcelino, który w ostatnich wizytach na stadionie Barçy zwykle osiągał dobre wyniki. Jak podchodzicie do tego meczu? Czy to jedno z najbardziej wymagających spotkań, jakie czekają zespół w lidze do końca sezonu?
Hansi Flick: Tak, jeśli przypomnimy sobie ostatni mecz w Villarrealu, myślę, że było to szczęśliwe zwycięstwo. Mieliśmy sporo problemów, a oni mają fantastyczną grę w fazach przejściowych. Stworzyli wiele okazji, więc na koniec musimy na to bardzo uważać - utrzymywać się przy piłce i unikać niepotrzebnych błędów. Oczywiście musimy też grać swoją grę. To właśnie chcemy zrobić.
[Rober Posada, Catalunya Radio] Zakończyło się właśnie losowanie Ligi Mistrzów - wypadło na Newcastle. Jak to oceniasz i czy cieszysz się, że udało się uniknąć PSG?
Nie, każde spotkanie jest ważne i żadne nie jest łatwe. To Liga Mistrzów. Newcastle ma też fantastyczną drużynę. Widzieliśmy to w ostatnich meczach, ale także wtedy, gdy graliśmy tam. To nie będzie łatwe. Dla mnie zawsze chodzi o szacunek do rywala i właśnie dlatego każdy chce dotrzeć do finału. My również, ale myślę, że w Newcastle mają ten sam cel.
[Laia Col, RAC1] Chciałabym zapytać o Frenkiego de Jonga, który doznał kontuzji i wypada na kilka tygodni. Czy wiesz już, jak go zastąpisz?
Zobaczymy jutro. Mamy też różne opcje, ale na końcu oczywiście nie jest miło, gdy zawodnik o takiej jakości jak Frenkie nie może grać i dawać nam tego, co zwykle. Trzeba to jednak zaakceptować - taka jest piłka nożna, to się zdarza i akurat w trudnym momencie. Dla nas to wyzwanie, ale jednocześnie szansa dla innych piłkarzy. Na tym chcę się skupić, myśląc o różnych rozwiązaniach.
[Santi Ovalle, SER Catalunya] Patrząc na drabinkę Ligi Mistrzów - wiem, że szanuje pan wszystkich rywali i że każdy jest wymagający - do ewentualnego finału unikniecie Paris Saint-Germain, Chelsea, Liverpoolu, Realu Madryt, Manchesteru City i Bayernu Monachium. Co oznacza dla pana ominięcie tych przeciwników aż do potencjalnego finału i czy przekaże pan jakąś wiadomość albo prezent Ivanowi Rakitićowi za losowanie kulek?
Ale czy wiesz, jaka jest nasza droga i z kim możemy zagrać? Tak to po prostu wygląda. Mówiłem już wcześniej - każda drużyna, każda drużyna grająca na tym etapie Ligi Mistrzów ma ogromną jakość. W kolejnej rundzie możemy trafić na Tottenham albo znów na Atlético. Tak to jest. Dla mnie najważniejsze jest to, żebyśmy w tym momencie w Lidze Mistrzów grali naszą najlepszą piłkę. Tego właśnie chcemy. To świetna okazja, ale na końcu trzeba wyjść na boisko i zagrać, a każdego rywala należy szanować.
[German García, Radio Nacional] Te dwa tygodnie bez meczu w środku tygodnia pozwoliły wam znacznie lepiej przygotować zespół. Czy uważa pan, że przyniosło to już istotne efekty, albo czy zauważył pan na treningach poprawę z myślą o jutrzejszym meczu - który będzie pierwszym poważnym sprawdzianem przeciwko drużynie z czołówki, takiej jak Villarreal?
Najważniejsze w tych dwóch tygodniach było to, że dobrze je wykorzystaliśmy. Ale na końcu zawsze liczy się to, jak grasz mecz. Trzeba dobrze wejść w spotkanie i być gotowym, szczególnie przeciwko tak mocnemu rywalowi jak Villarreal, który ma znakomitych piłkarzy. My również musimy grać zawsze na najwyższym poziomie. Dla mnie to może być początek etapu aż do przerwy reprezentacyjnej. Mamy do rozegrania siedem meczów, a jutro może być dobry start. Zwycięstwo byłoby idealne. Na tym się koncentrujemy - dać z siebie wszystko i zaprezentować nasz najwyższy poziom.
[Helena Condis, COPE] Jutrzejszy mecz przeciwko Villarrealowi będzie twoim setnym jako trener Barçy. W tym tygodniu obchodziłeś też urodziny, widzieliśmy cię w poniedziałek na prezentacji książki Laporty. Nie wiem, czy nadal utrzymujesz kontakt z byłym prezydentem, i jaki jest twój poziom szczęścia tutaj, przed tym meczem numer 100 - w Barcelonie, w klubie. Jak się czujesz?
To ogromny zaszczyt dojść do takiej liczby, bo myślę, że, jak już mówiłem, trenowanie tego klubu było moim marzeniem, a teraz mieć na koncie 100 meczów - to niesamowite, bo czerpię radość z każdego dnia. Każdego dnia z zawodnikami, każdego dnia ze sztabem, z tym klubem i z kibicami dookoła. To naprawdę coś wyjątkowego. A jeśli chodzi o tamto wydarzenie - było prywatne i zdecydowałem się na nim pojawić. Było miło, naprawdę bardzo miło, ale na co dzień nie mamy już ze sobą takiego kontaktu jak wcześniej. Teraz on jest poza klubem, ja to szanuję i życzę mu wszystkiego najlepszego.
[Alejandro Segura, Radio MARCA] Wcześniej pytano o kontuzję Frenkiego. Frenkie i Pedri tylko w 1/3 meczów w tym sezonie występowali razem w wyjściowym składzie. Na ile utrudnia to panu przygotowanie meczów i całego sezonu, a także planowanie przyszłości, w kontekście kontuzji, które pojawiają się w środku pola?
Myślę, że każdy zespół ma ten problem. Każda drużyna ma kontuzjowanych zawodników i trzeba umieć tym zarządzać. Ostatecznie uważam, że mamy w zespole dobrą jakość i różne opcje, by sobie z tym poradzić. Dlatego ja nie skupiam się na zawodnikach, którzy nie mogą grać, tylko zawsze koncentruję się na tych, którzy są dostępni i mogą dać nam szansę. Tak do tego podchodzę. Nie chcę dużo mówić o nieobecnych, bo nie chcę szukać wymówek ani narzekać. Na tym to polega. Skupiamy się na tym, co mamy. Mamy wystarczająco wielu piłkarzy gotowych do gry i na nich stawiamy.
[Alfredo Martínez, Onda Cero] Wróciliście na pierwsze miejsce w tabeli. Czy nadchodzi teraz kluczowy moment sezonu, w którym – pana zdaniem – możecie zadać decydujący cios, biorąc pod uwagę, że rywale zagrają wcześniej i możecie wywrzeć na nich presję? Jeśli nie popełnicie błędów, przed wami kluczowe mecze, w których możecie rozstrzygnąć walkę o mistrzostwo?
Do końca sezonu jest jeszcze bardzo, bardzo daleka droga. Na koniec to jest podobna sytuacja jak w poprzednim sezonie. Jeśli wygrywasz mecze, zostaje ich coraz mniej, a rywale mają coraz mniej okazji, by dosięgnąć pierwszego miejsca. Dla mnie najważniejsze jest to, żebyśmy wykonali swoją pracę i robili to dobrze. A dla nas kluczowe jest to, żeby jutro wygrać u siebie.
[Xavi Lemus, TV3] Kłopoty techniczne z mikrofonem - pytanie było niesłyszalne.
Ja nigdy na to nie patrzę. Nigdy nie myślę o liczbach, więc dla mnie oczywiście na koniec sezonu, jeśli wynik będzie odpowiedni, to świetnie. Gdy na koniec sezonu jesteśmy na pierwszym miejscu, to idealnie. Ale na co dzień zawsze skupiam się na tym, jak możemy się poprawić, jak możemy pomóc drużynie stawać się lepszą każdego dnia. To jest nasze zadanie - moje, mojego zespołu i całego sztabu szkoleniowego oraz ludzi wokół. Jesteśmy tu dla piłkarzy, żeby pomóc im osiągnąć najlepszą wersję samych siebie. I o tym myślę cały czas.
[Joan Poqui, Mundo Deportivo] Czy uważasz, że drużyna jest w takim momencie formy... kłopoty techniczne z mikrofonem - pytanie było niesłyszalne.
Myślę, że gdyby zapytał mnie pan o to przed meczem z Atlético, odpowiedziałbym "tak". Wiemy, że spotkania potrafią zmienić bardzo wiele w drużynie. Ale patrząc na to, co widziałem w tym tygodniu, jesteśmy bardzo skoncentrowani. Chcemy pokazać się z jak najlepszej strony, a nasze cele w tym sezonie są bardzo ambitne. Każdy mecz to także dobra okazja, by robić postępy. To konieczne, żeby poprawiać się z meczu na mecz, bo teraz - jak mówiłem wcześniej - najważniejsze jest wygrywać, wygrywać i jeszcze raz wygrywać. Zwycięstwa dają pewność siebie, a ten młody zespół bardzo jej potrzebuje.
[David Bernabéu, Sport] Ostatnio pojawiły się pewne plotki dotyczące możliwego przedłużenia kontraktu - z tego, co wiem, obowiązuje on do 2027 roku i mógłby zostać wydłużony o kolejny sezon, do 2028. Jutro rozegra pan 100. mecz. Myślę, że większość culés chciałaby, aby było ich jeszcze 100. Czy widzi się pan w Barcelonie przez kolejne 100 spotkań?
Dlaczego nie? Dlaczego nie? Mówiłem już wcześniej - cieszę się każdym dniem, codzienną pracą z tym zespołem razem z moim sztabem. O to w tym chodzi. Jestem naprawdę szczęśliwy. Proszę spojrzeć na zewnątrz - pogoda jest fantastyczna, więc wszystko jest idealne. Szczerze mówiąc, to dla mnie ogromny zaszczyt trenować Barcelonę. A piłkarze również wykonują znakomitą pracę. Mamy młody zespół, wielu zawodników z La Masii, więc myślę, że każdy może być dumny z tej drużyny.
[David Ibañez, ElDesmarque] W tym tygodniu niektórzy zawodnicy, tacy jak Ferran i Pedri, opowiadali, że zmienił pan sposób karania za spóźnienia - że nie są już karani brakiem gry, tylko odczuwają to finansowo, poprzez grzywnę, która być może boli ich bardziej. Czy zauważył pan, że to poprawiło punktualność i zawodnicy rzadziej się spóźniają, czy wszystko pozostało bez zmian? Czy wraz z wiekiem - wczoraj obchodził pan urodziny - stał się pan mniej surowy? (śmiech na sali)
(Ze śmiechem) To nie ma z tym nic wspólnego, okej? Nie, myślę też, że jako trener można się trochę poprawić. Dla mnie to zawsze było stresujące. Gdy patrzyłem na zegarek i brakowało może 60 sekund, albo 45 sekund, i widziałem, że ktoś właśnie wchodzi. Dlatego zdecydowałem się porozmawiać z kapitanami. Dla mnie ta sytuacja nigdy nie była łatwa. Nie lubię tej presji. To także presja na mnie, bo muszę podjąć decyzję. Mógłbym powiedzieć: nieważne, kto się spóźni - nie gra. Dlatego postanowiłem porozmawiać z kapitanami i powiedziałem: dobrze, to wy decydujecie, nie ja. Ostateczna decyzja należy do nich. I kara finansowa jest teraz ogromna. I do tej pory nikt nie spóźnił się nawet o jedną sekundę, więc myślę, że była to dobra decyzja.
Komentarze (9)