Nadchodzące wybory to czas bezpardonowej walki medialnej, wzajemnych oskarżeń i wielkich obietnic. Zarząd Joana Laporty, który ubiega się o reelekcję stawia na pozytywny przekaz. Joan Soler były dyrektor obszaru sportowego zarzeka się, że Barçę byłoby stać na transfer Erlinga Haalanda lub Juliana Álvareza.
To jak skuteczne mogą być takie obietnice udowodnił już Florentino Pérez, kiedy na początku XXI wieku otwarcie zadeklarował, że sprowadzi do Realu Madryt największą gwiazdę Barcelony - Luisa Figo co zagwarantowało mu fotel prezydenta. W jego ślady poszło wielu kandydatów w tegorocznych wyborach na prezydenta FC Barcelony. Mieliśmy już obietnice o "bombie na poziomie Ronaldinho" od mało znanego Williama Maddocka St Noble, czy doniesienia o podjęciu rozmów z obozem Kane'a przez Xaviera Vilajoanę.
Jak na dłoni widać, że czas Roberta Lewandowskiego w Barcelonie dobiega końca i nic nie rozgrzewa umysłów socios jak nazwiska najlepszych "9" na świecie. W końcu obietnica sprowadzenia doświadczonego defensora do kulejącej obrony lub dodatkowej opcji na boki defensywy nie sprzeda się w mediach tak dobrze jak Haaland, Kane czy Julian Álvarez. W te tony uderzył Joan Soler, który jest wieloletnim współpracownikiem Joana Laporty i członkiem jego zarządu.
"Tak, można by rozważyć transfer takich graczy jak Julián Álvarez albo Haaland. Takie transfery amortyzują się przez pięć lat, a finanse Barçy są na to gotowe" - mówił Soler na antenie SER. 52-latek zdradził też, że klub otrzymał wysoką ofertę od Chelsea za Fermína Lópeza, ale nie był zainteresowany sprzedażą piłkarza. Potwierdził również słowa Joana Laporty o 250 milionach euro jakie zaproponowało PSG za Lamine Yamala, jednak nawet w obliczu ówczesnych problemów finansowych Barça nie chciała pozbywać się najlepszego piłkarza młodego pokolenia.
Takie i wiele innych ciekawych statystyk oraz wyniki na żywo znajdziesz u naszego Partnera - aplikacji Superscore.
Komentarze (36)