Zespół FC Barcelony w pojedynku z Levante funkcjonował dużo lepiej niż z Atlético i Gironą. Najważniejszy jest wynik, czyli trzybramkowe zwycięstwo z czystym kontem, które zagwarantowało powrót na pierwsze miejsce w tabeli ligowej. Co jeszcze można zapamiętać z 90 minut przeciwko 19. drużynie LaLigi?
1. Cancelo ucisza hejterów?
Niedługo przed meczem na naszej stronie pojawił się artykuł zatytułowany: "João Cancelo - rezerwowy rezerwowego kaprysem Mendesa i Laporty"? Jeśli dalej macie wątpliwości, że zawodnicy czytają nasze teksty, ciężko nam będzie wymyślić więcej argumentów. Podchodząc jednak do sprawy całkowicie poważnie, João Cancelo zagrał dziś solidne zawody. Nie bez powodu został wybrany najlepszym piłkarzem meczu. Portugalczyk dał dzisiaj Barcelonie to, czego oczekują od niego kibice, czyli błysk z przodu. Asysta do Frenkiego de Jonga, a wcześniej asysta drugiego stopnia przed bramką Marca Bernala - bilans, który można co najmniej nazwać przyzwoitym. Takimi zagraniami z przodu Cancelo może przykrywać swoje braki w grze defensywnej.
2. A dziewiątki...
Gdzie? Ani Robert Lewandowski, ani Ferran Torres nie potrafili zaznaczyć swojej obecności na boisku w meczu z Levante. Polski napastnik miał świetną okazję na zdobycie bramki już w 8. minucie, ale nie udało mu się jej wykorzystać. Później było coraz gorzej. Jedynie 12 podań przez 66 minut wiele mówi o udziale Lewandowskiego w tym pojedynku. Nie lepiej wyglądało to w przypadku Ferrana Torresa. Gdy Hiszpan wszedł na boisko, niewiele się zmieniło. On także nie potrafił odnaleźć się w spokojnie-chaotycznych atakach Barcelony w końcowej fazie spotkania.
3. Czyste konto po dwóch katastrofach
Sześć goli stracone w dwóch meczach (cztery z Atlético i dwa z Gironą) - taki bilans nie przystoi klubowi ze ścisłego światowego topu. W minionym tygodniu zespół Hansiego Flicka odbył kilka rozmów we własnym gronie, a także wysyłał sygnały do mediów, że sytuacja się poprawi. Owszem, drużynie udało się zachować czyste konto, ale nadal nie jest to taka gra linii defensywnej, jaką chcieliby oglądać culés. Dość powiedzieć, że Barcelona znów dała się zaskoczyć już w pierwszych minutach spotkania, kiedy to Levante znalazło się ze swoim atakiem pod bramką Joana Garcíi.
4. Goleadorzy z drugiej linii
Marc Bernal, a po nim Frenkie de Jong. Zawodnicy z drugiej linii wiedzieli, jak znaleźć drogę do bramki Levante i to właśnie oni byli decydujący dla wyniku. Zarówno Hiszpan, jak i Holender wiedzieli, jak ustawić się w polu karnym, by zdołać odebrać podania od swoich kolegów. Sam Bernal przyznał po meczu, że w minionym tygodniu zespół trenował wbieganie pomocników z drugiej linii w pole karne ze względu na nisko ustawiony blok obronny Levante.
5. Nowe Camp Nou nie wie, co to porażka
Twierdza została odnowiona (jeszcze nie całkowicie), ale nie straciła swojej dawnej aury. Od powrotu na Camp Nou w meczu z Athletikiem, 22 listopada, Barcelona pozostaje niepokonana na własnym stadionie. Dodatkowo, w żadnym z meczów rozgrywanych po powrocie do domu podopieczni Hansiego Flicka nie stracili więcej niż jednej bramki. To z pewnością działa na wyobraźnię zawodników, którzy wielkimi krokami zbliżają się do najważniejszego zadania na najbliższe tygodnie - próby odwrócenia losów dwumeczu w półfinale Pucharu Króla.
Komentarze (38)