Tridente Barçy dużo słabsze niż w zeszłym sezonie

Dawid Lampa

20 lutego 2026, 18:10

AS

20 komentarzy

Fot. Getty Images

Lamine Yamal, Robert Lewandowski i Raphinha nie są aż tak skuteczni, jak w sezonie 2024/25. Jesteśmy już po połowie lutego, co oznacza zbliżanie się wielkimi krokami najważniejszych meczów sezonu. Liczby mówią, że barcelońskie tridente nie nawiązuje do poprzedniej kampanii.

Nad tym zagadnieniem pochylił się Juan Jiménez (AS):

- Nawet jeśli można by tu postawić wiele gwiazdek (*), a pewnie by się dało... Fakty są niepodważalne. A liczby tego trio, które tak naprawdę przypadkiem uformowało się w Barcelonie w sezonie 2024/25, nie powtarzają się w tym sezonie. W poprzedniej kampanii na tym samym etapie (24 kolejki La Liga, osiem meczów Ligi Mistrzów, dwa Superpucharu i cztery spotkania Pucharu Króla) Raphinha, Robert Lewandowski i Lamine Yamal zdobyli łącznie 68 bramek i zanotowali 37 asyst. Innymi słowy, mieli udział przy 105 bramkach Barcelony. W tym sezonie mają bilans 41 goli i 21 asyst, co oznacza, że "uczestniczyli" przy 62 trafieniach. To niewiele więcej niż połowa tego, co rok wcześniej.

Jeszcze jedno ciekawe porównanie. W pierwszych 36 meczach poprzedniego sezonu tridente brało udział w 89% wszystkich goli Barcelony (105 z 118). To był spektakularny wynik. W tym roku ten procent wyraźnie spadł, choć nadal wynosi istotne 62% (62 z 100 bramek). Czy to był jednosezonowym wystrzał?

Są jednak pewne „ale”. Lamine wychodzi z tej sytuacji obronną ręką. „Dycha” Barcelony ma w tym sezonie 15 goli i 13 asyst. Rok wcześniej miał bilans 11+17. Jego łączny udział przy golach wynosi 28 i jest dokładnie taki sam. Wyraźny spadek dotyczy natomiast Raphinhi i Lewandowskiego. Brazylijczyk, który w tym sezonie ma już bardziej „ludzkie” statystyki, zdobył 13 goli i zaliczył pięć asyst. W poprzednim sezonie na tym etapie miał imponujące 24+17. Nic dziwnego, że narzekał, iż nie był poważnie brany pod uwagę przy indywidualnych nagrodach. Lewandowski z kolei spadł z 33 goli w poprzednim sezonie do zaledwie 13 w obecnym. Obaj grali mniej. Raphinha wystąpił tylko w 17 z 38 oficjalnych meczów Barcelony. Lewandowski natomiast zaczynał na ławce w ponad połowie spotkań, w których był dostępny (17 z 33).

Liczby z poprzedniego sezonu, chyba że wydarzy się cud, nie zostaną powtórzone. Lewandowski zakończył tamten sezon z 42 golami, Raphinha miał 34 bramki i aż 23 asysty. Lamine, jedyny, który może jeszcze zbliżyć się do tamtych wyników, był czwartym najlepszym strzelcem zespołu (18 goli) i drugim najlepszym asystentem (21 asyst). Takie statystyki pozostają jednak raczej w strefie marzeń. Dlatego Flick do końca sezonu będzie dążył przede wszystkim do odzyskania chemii między zawodnikami. Zwłaszcza że trio okazało się czymś przejściowym: Ferran jest teraz podstawowym napastnikiem, a Raphinha zmaga się z problemami fizycznymi. Celem będzie więc nie tyle liczba, co jakość ich statystyk. Być może to, że trio nigdy nie dostało własnego przydomka (jak MSN), miał jednak sens.

REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (20)

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.
Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze