Pau Cubarsí udzielił wywiadu dla Mundo Deportivo, w którym zabrał głos na temat ostatnich wydarzeń, w tym jego anulowanego gola z meczu z Atlético. Defensor był pytany o ryzykowną grę wysoką linią obrony i o swoich partnerów na pozycji stopera. Przyznał też, że łączeni z Barceloną Julian Álvarez i Alessandro Bastoni to spektakularni piłkarze.
Mundo Deportivo: Zanim przejdziemy do szczegółów całego sezonu, pozwól, że zapytam o Metropolitano. Jakie wyjaśnienie znajdujesz dla tej goleady?
Pau Cubarsí: Myślę, że w pierwszej połowie oni zaczęli z dużą intensywnością, a ten bardzo szybko stracony gol pokrzyżował nam plany. Od tego momentu bardzo trudno było nam przejąć inicjatywę w meczu…
Czy wiesz już, dlaczego anulowano twojego gola i dlaczego VAR potrzebował aż siedmiu minut, by to zrobić?
Cóż, tak naprawdę to nie. Wiem tylko, że ta przerwa trwająca prawie 10 minut przerwała nasz dobry początek drugiej połowy! Ten gol pozwoliłby nam podejść do dalszej części meczu z realnymi szansami na zmniejszenie strat.
Co do zasady odrobienie 0:4 wydaje się niemal niemożliwe. Czy szatnia wierzy w remontadę?
Jesteśmy grupą, która już pokazała, że wierzy w remontady i ich dokonuje. Spróbujemy ponownie, z całych sił i przy wsparciu naszych kibiców, którzy nigdy nas nie zawodzą!
Jaki mecz musicie zagrać, żeby znaleźć się w finale?
Gdy nadejdzie ten moment, zobaczymy. Będziemy podążać za wytycznymi i planem meczowym trenera, realizując je z pełnym zaangażowaniem i determinacją, nie może być inaczej.
Jeśli chodzi o porażkę z Gironą, jaka jest twoja analiza?
Musimy się poprawić. Nie możemy tracić takich dwóch goli. Zagraliśmy słaby mecz, zabrakło nam trochę wszystkiego. Musimy dokonać samokrytyki i wziąć się do roboty.
Masz zaledwie 19 lat, ponad 100 meczów w barwach Barçy i jesteś niepodważalnym wyborem Flicka. Jak sobie z tym radzisz?
Prawda jest taka, że wszystko dzieje się bardzo szybko, nie mam za bardzo czasu, by uświadomić sobie, co właśnie robię, ale jestem bardzo szczęśliwy i zawsze dumny, że mogę być częścią klubu mojego życia. Skoro mogę zbierać minuty i doświadczenie, jestem zachwycony.
Istnieje statystyka, która stawia cię jako środkowego obrońcę U-21 w Europie z najlepszym procentem celności podań i skuteczności w pojedynkach. Co ci to mówi?
Świadczy to dobrze o mnie, to dobre statystyki, ale nie jestem kimś, kto bardzo się na nich skupia. Cieszę się z pracy, którą wykonuję. Wiem, że są rzeczy do poprawy i zamierzam nad nimi pracować, ale wszystko jest procesem nauki. Jestem bardzo dumny, że jestem tak wysoko.
Zazwyczaj środkowy obrońca kojarzony jest z „drwalem”, ale twój styl gry bardziej przypomina Puyola, który mimo wizerunku wojownika faulował bardzo rzadko, podobnie jak ty. Czy jest on dla ciebie punktem odniesienia?
Tak, zawsze mówiłem, że Puyol był moim wzorem, podobnie jak Piqué. W Barcelonie uczą cię gry na jeden kontakt, podań, to są moje mocne strony, bo jestem tu od wielu lat. Ale gdy trzeba zagrać twardo, robić rzeczy dobrze i z mocą, to po prostu trzeba to zrobić.
Problem polega na tym, że teraz jest mnóstwo kamer…
Tak, teraz wszystko jest bardziej widoczne. Zawsze trzeba grać czysto, ale jednocześnie twardo na piłce.
Rozmawialiśmy o twoich zaletach. A czy jest jakiś mankament albo element, który wciąż wymaga dużej poprawy?
Nic nie jest idealne, nikt nie jest doskonały, choć zawsze trzeba dążyć do perfekcji. Myślę, że stopniowo mogę się poprawiać. Z biegiem lat zdobywam doświadczenie, które bardzo pomaga w ważnych meczach. Zawsze ważne jest zwracanie uwagi na detale i doskonalenie się.
W poprzednim sezonie miałeś u swego boku Iñigo Martíneza, co pozwalało ci występować na naturalnej prawej stronie środka obrony. W tym roku, bez niego, często grałeś po lewej. Czujesz się tam komfortowo?
Zawsze cieszę się z gry, czy to po prawej, czy po lewej stronie, bo to znaczy, że mam zaufanie trenera. Na początku sezonu grałem więcej po lewej, teraz częściej po prawej. Czuję się komfortowo po obu stronach, może trochę bardziej po prawej, bo pozwala mi to zagrywać prostopadłe piłki, a to jedna z rzeczy, które lubię najbardziej. Ale po lewej też uważam, że radzę sobie dobrze. Staram się pomagać zespołowi jak tylko mogę i tam, gdzie postawi mnie trener, dam z siebie maksimum.
Co znaczyło posiadanie u swego boku Iñigo Martíneza i teraz Erica?
Z Iñigo w zeszłym sezonie miałem okazję zagrać więcej meczów, bo Ronald i Andreas częściej byli kontuzjowani i to my mieliśmy większą rolę. Był bardzo pewnym partnerem, zawsze mi pomagał jako bardziej doświadczony zawodnik i czułem się z nim bezpiecznie. W tym sezonie musiałem zrobić krok do przodu i właśnie to staram się robić. Z Erikiem dzieliłem już szatnię i linię obrony na igrzyskach olimpijskich, które moim zdaniem też poszły nam dobrze. Podobnie jest z Gerardem i z Ronaldem, który teraz wrócił, a z Erikiem tworzymy świetny duet.
Eric ma opinię żartownisia w szatni. Czy na boisku czasem daje ci wskazówkę, żeby się skupić?
Poza boiskiem bardzo się z Erikiem śmiejemy, to świetny facet. Na boisku jednak staramy się być maksymalnie skoncentrowani. On też pilnuje, żebym był skoncentrowany, a ja staram się pilnować, żeby on był.
Powiedz coś o Hansim Flicku. Wielu twoich kolegów zgodnie podkreśla, że jest jak ojciec. Jakie rady daje ci najczęściej?
Prawie zawsze te same: żebyśmy byli sobą, grali z pewnością siebie i wiarą, bo jesteśmy bardzo dobrzy i musimy to pokazywać na boisku. Z zewnątrz może wyglądać, że często nas gani, ale wewnątrz zawsze stara się nam pomóc i nas chronić. To naprawdę bardzo dobry trener.
Nienegocjowalna jest wysoka linia obrony. Czy w jakimś momencie nie chciałbyś, żeby ryzyko było mniejsze?
Gdy Flick przyszedł, przyniósł swoją filozofię, którą praktykowaliśmy przez te lata. Z zewnątrz może wydawać się bardzo ryzykowna, ale zarówno pomysł trenera, jak i nasz, zakłada, że musimy iść wszyscy za jednego, z jego koncepcjami, ponieważ widzieliśmy, że w poprzednim sezonie dobrze nam to posłużyło. Czasem trzeba coś delikatnie skorygować, to normalne, ale myślę, że robimy wiele rzeczy dobrze i powinniśmy dalej iść tą drogą.
Właśnie do tego chciałem nawiązać. Barça ma najwięcej bramek w LaLidze i jest pod tym względem druga w Lidze Mistrzów, ale jednocześnie traci najwięcej goli spośród ośmiu najlepszych drużyn tych rozgrywek. Co można zrobić, by spróbować możliwie najbardziej zminimalizować tę słabość?
Linia obrony i bramkarz zawsze chcą zachować czyste konto. Przy wysokiej linii być może podejmujemy większe ryzyko, ale uważam, że w tym również musi pomagać nam to, żebyśmy byli z przodu aktywni, mocno rozpoczynali pressing i w ten sposób mieli pomoc w obronie. Możemy stracić gola, ale jesteśmy bardzo rzetelni, więc potrafimy odrabiać straty i wygrywać mecze.
Czy uważasz, że da się wygrać Ligę Mistrzów, podejmując takie ryzyko w defensywie?
Jak mówiłem, z zewnątrz wygląda to na ryzyko, a jeśli ktoś nie jest podłączony, to nie działa, ale w ważnych meczach musimy być maksymalnie skupieni, żeby wszystko zadziałało, bo to filozofia trenera i idziemy z nim do końca.
Araujo wrócił. Jak go oceniasz i jak przeżywaliście ten proces do momentu, aż znów poczuł się ważnym zawodnikiem?
Bardzo się cieszymy z jego powrotu, ja osobiście, ponieważ był jednym z pierwszych, którzy przyjęli mnie w szatni, kiedy przychodziłem. Zachowywał się niemal jak ojciec, więc jestem bardzo szczęśliwy i dumny, że wrócił. Teraz niech cieszy się tym, co lubi najbardziej, czyli futbolem. Wiemy, że jeśli tu jest, to po to, by nam pomagać, i to właśnie zrobi.
To nie jest odosobniony przypadek. To zjawisko obecne w społeczeństwie i widoczne także w piłce. Czy pracujesz nad sferą mentalną? Czy to coś, co cię niepokoi i zajmuje?
Tak, aspekt mentalny jest fundamentalny w grze w piłkę nożną. Czasem z zewnątrz może się wydawać, że to nie jest ważne, ale czasem ludzie mówią rzeczy, które, jeśli na ciebie wpłyną, mogą mieć znaczenie. Ja jednak się na tym nie skupiam. Staram się koncentrować na sobie, słuchać ludzi wokół mnie, bo oni chcą dla mnie dobrze i uczę się z tego, co mówią, ponieważ ci z zewnątrz nic u mnie nie wnoszą.
Lider LaLigi [rozmowa zapewne została przeprowadzona przed ostatnią kolejką - przyp. red.], 1/8 finału Ligi Mistrzów, półfinał Pucharu z wyzwaniem remontady i Superpuchar już w kieszeni… Czy można marzyć o czymś większym niż w poprzednim sezonie?
Poprzedni sezon był spektakularny. W tym roku może nie zaczęliśmy najlepiej, ale złapaliśmy już tempo i mamy Superpuchar. Być może trudno będzie przebić poprzedni sezon, ale jesteśmy Barçą i właśnie to zamierzamy zrobić, walczyć do końca.
Jedną z próśb Flicka w kontekście wzmocnień jest lewonożny środkowy obrońca. Pojawia się nazwisko Bastoniego, z którym mierzył się pan w poprzednim sezonie. Co sądzisz o tym zawodniku i czy mógłby pasować do Barçy?
Tak, to spektakularny stoper. Widziałem go tylko kilka razy, ale wszyscy znamy jego poziom. To jednak zależy ludzi na górze. Uważam, że mamy spektakularnych obrońców, i jesteśmy bardzo zadowoleni z pracy, jaką wszyscy wykonujemy w defensywie.
Na koniec mercato. Oczywiście mówi się też o „9”, bo Lewandowskiemu kończy się kontrakt. Często pojawia się nazwisko Juliána Álvareza, przy którym również grałeś i „cierpiałeś”. Jak oceniasz go jako napastnika i czy jego profil pasowałby do Barçy?
Julián to spektakularny zawodnik. Grałem przeciwko niemu częściej i musiałem go bronić. To napastnik ze światowej czołówki, poziom Barçy. Ale zarówno Robert, jak i Ferran radzą sobie bardzo dobrze i bardzo nam pomagają.
Na koniec, jaką wiadomość chciałby pan przekazać kibicom Barçy w kontekście marzeń o tym upragnionym tytule Ligi Mistrzów?
Żeby byli z nami, że będziemy walczyć do samego końca, jak zawsze, i spróbujemy przywieźć Ligę Mistrzów oraz wszystkie możliwe trofea, żebyśmy wszyscy byli szczęśliwi i mogli świętować wielki sezon.
Komentarze (73)