Mecz z Gironą mógłby potoczyć się zupełnie inaczej, gdyby w pierwszej połowie Lamine Yamal nie zmarnował rzutu karnego. To sprawia, że można wznowić dyskusję na temat podstawowego egzekutora jedenastek.
Barcelona nie wykorzystała w tym sezonie aż 3 z 7 rzutów karnych w LaLidze. Co więcej, Katalończycy nie dali się nawet wykazać bramkarzom, bo wszystkie te strzały okazały się niecelne, co w Blaugranie ma miejsce po raz pierwszy od rozgrywek 2015/16, gdy w bramkę nie potrafili trafić Leo Messi i Neymar (2 razy). Dla porównania Real Madryt nie zdołał zdobyć bramki tylko w 2 z 13 prób.
Do tej pory Lamine dobrze wykonywał rzuty karne w trakcie swojej kariery, bo wykorzystał wszystkie cztery, a do tego trzy w futbolu młodzieżowym. Wczoraj było jego pierwsze pudło. Regres przy jedenastkach zanotował za to Robert Lewandowski, który jeszcze w poprzednim sezonie trafił 8 z 9 uderzeń (wliczając też reprezentację), a w obecnej kampanii – tylko 1 z 3.
Mocnym kandydatem do egzekwowania tego stałego fragmentu gry może być Raphinha. W swojej zawodowej karierze nie wykorzystał on tylko drugiego rzutu karnego, jaki wykonywał, ponad 8 lat temu. Kolejne 14 strzałów zakończyło się golem. Być może to właśnie na Brazylijczyka przyszedł czas po wpadkach Lamine'a i Lewandowskiego.
Komentarze (35)