Kolejny skandal sędziowski w Hiszpanii - były sędzia się wygadał: "Będąc aktywnym arbitrem, byłem udziałowcem 8 klubów w Hiszpanii"

Mateusz Doniec

16 lutego 2026, 16:00

Chiringuito

12 komentarzy

Fot. Chiringuito

Mamy kolejny skandal sędziowski w Hiszpanii. Niedawno podawaliśmy informację o tym, że sędzia z Segunda División został zatrzymany za napaść na tle intymnym, podając się za policjanta; na boisku pojawają się błędy przy wyborze klatki pozycji spalonej, a system półautomatycznego spalonego odmawia posłuszeństwa. To wszystko oczywiście w tle trwającej "sprawy Negreiry". Dziś do tego pejzażu hiszpańskiego arbitrażu dodajemy kolejny element...

Minionej nocy w programie "El Chiringuito" ujawniono coś, co można uznać za kolejny skandal hiszpańskiego futbolu. Co gorsza, informację podał sam zainteresowany - były sędzia Urizar Azpiarte, szerzej znany jako arbiter, który został nadepnięty przez Hristo Stoiczkowa po wyrzuceniu z ławki trenerskiej Johana Cruyffa 5 listopada 1990 roku.

"Jestem akcjonariuszem Realu Sociedad. Także siedmiu innych klubów w Hiszpanii" - wyznał Bask, łącząc się z programem, ku osłupieniu wszystkich obecnych. "Pracowaliśmy przy przekształceniu w spółki akcyjne. Nie mieli pieniędzy i zapłacili nam akcjami" - powiedział ze spokojem.

Najgorsze przyszło jednak później. Prowadzący program Josep Pedrerol zapewnił, że sytuacja miała miejsce, gdy Urizar nie był już czynnym arbitrem, czemu sam zainteresowany natychmiast zaprzeczył. "Ja? Tak, byłem czynnym sędzią. Miałem firmę w Barcelonie i lokal o powierzchni 500 metrów, należący do Núñeza. I co mnie to obchodzi? Akcje Realu [Sociedad], Alavés, Málagi... wielu klubów" - upierał się, podczas gdy prowadzący próbował wybrnąć z tematu, dodając: "widziałem Urizara sędziującego i jest jednym z najlepszych arbitrów w Hiszpanii".

Zamieszanie było jednak nie do zatrzymania. Jota Jordi nazwał sprawę skandalem i porównał ją do afery Negreiry, twierdząc, że fakt, iż sędzia był akcjonariuszem klubów, których mecze później prowadził, jest znacznie poważniejszy. "Jota, ty na przykład masz firmę i oddziały w całej Hiszpanii, tak jak ja miałem w swojej. Byliśmy firmą na wzór poczty, pracowaliśmy dla wszystkich. Mieliśmy oddział w Barcelonie... Núñez wynajmował nam swój lokal i co mnie obchodziło, że to Núñeza? A był przecież prezydentem Barcelony. W San Sebastián mieliśmy jednen, w Vitorii, w Máladze... Gdy przyszła restrukturyzacja, kluby mówią mi, że nie mają pieniędzy, by zapłacić, i płacą akcjami. No dobrze, co mam zrobić - podarować im kwoty z faktur?" - przekonywał Urizar.

Chodzi o firmę znaną jako Hispapost, która była "tańsza i zajmowała się doręczaniem korespondencji". To dzięki niej stał się akcjonariuszem w czasie, gdy był czynnym sędzią - wyznanie, które może go bardzo drogo kosztować, jeśli ktoś zdecyduje się podjąć w tej sprawie kroki prawne.

REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (12)

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.
Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze