Jakie były najlepsze i najgorsze aspekty pojedynku Barcelony z Elche zdaniem redakcji FCBarca.com?
Najlepsze: Lamine Yamal kreatorem totalnym, Barcelona z punktami na trudnym terenie
Elche w tym sezonie na własnym boisku było bardzo skuteczne. Przegrało tylko raz, z Villarrealem. Ofensywny futbol preferowany przez Edera Sarabię nie był jednak najlepszą bronią na Barcelonę. Goście od początku spotkania przejęli inicjatywę i z dużą łatwością stwarzali kolejne sytuacje. Najgroźniejszy był zdecydowanie Lamine Yamal, który tym razem zdobył pierwszą bramkę, wykorzystując podanie Olmo. Później wcielił się głównie w rolę kreatora, który nie zapomina jednak o zadaniach w defensywie. W ciągu ponad 90 minut gry stworzył aż osiem okazji do zdobycia bramki, a jedną z nich wykorzystał Marcus Rashford. Hansi Flick chwalił go ostatnio także za pracę w defensywie i Lamine Yamal znów udowodnił, że nie zamierza skupiać się wyłącznie na grze do przodu. Sześć odzyskanych piłek to najlepszy dowód. Był zdecydowanie najlepszy w zespole, choć na wyróżnienie zasłużył także Frenkie czy Dani Olmo.
Zwycięstwo nie przyszło jednak tak łatwo, jak mogłoby się wydawać. Elche miało swoje okazje i mogło zdobyć dwie lub nawet trzy bramki. Dlatego trzeba tym bardziej docenić zdobyte trzy punkty.
Najgorsze: rekordowa nieskuteczność
Barcelona zdobyła trzy bramki, ale sam Ferran Torres mógł spokojnie zakończyć mecz z czterema trafieniami. Statystyki mówią same za siebie – rekordowe 6.24 bramek oczekiwanych (xG) to rekord LaLigi. Podopieczni Hansiego Flicka oddali aż 30 strzałów, 26 z nich z pola karnego. Osiem strzałów było celnych, a przy trzech kolejnych piłka trafiła w obramowanie bramki. Wyjątkowo nieporadny pod bramką Elche był Ferran Torres (xG = 2.48!), który zmarnował trzy doskonałe okazje, a Marcus Rashford potrzebował 45 minut by zaprzepaścić dwie kolejne. Obaj ostatecznie do siatki trafili, ale to tylko dowód na to, jak dużo dobrego potrafił zrobić cały zespół w ofensywie. Oby w najważniejszych meczach skuteczność była wyższa.
Na koniec warto dodać, że trochę strachu napędzili nam Raphinha i Koundé, którzy zeszli z boiska z powodów zdrowotnych. Szczęśliwie wszystko wskazuje na to, że żaden z nich nie jest kontuzjowany.
Komentarze (11)