Jeszcze kilka miesięcy temu Karl Etta Eyong był dla Barcelony rynkową okazją, dziś jest już nazwiskiem praktycznie skreślonym. Dynamiczny rozwój Kameruńczyka w Levante sprawił, że jego cena wystrzeliła, a strategia sportowa Barçy poszła w zupełnie innym kierunku. Decyzja zapadła: klub nie wejdzie do gry o tego napastnika.
FC Barcelona interesowała się Ettą Eyongiem pod koniec sierpniowego okna transferowego. Wtedy jednak Villarreal CF, który kontrolował prawa do zawodnika, nie chciał zejść poniżej 10 milionów euro i zdecydował się "zaparkować" go w Levante, licząc na przyszły zysk. W tamtym momencie Etta Eyong pasował do koncepcji Barçy: rozsądna cena, potencjał do rozwoju między rezerwami a pierwszym zespołem lub opcja wypożyczenia na kolejny sezon.
Obecnie według Lluisa Miguelsanza z dziennika Sport w klubie nikt nie neguje postępów piłkarza, a relacje z jego otoczeniem są dobre. W 18 meczach LaLigi Etta Eyong strzelił 6 goli i zanotował 3 asysty. Barcelona ma też świadomość, że sam zawodnik chętnie wybrałby Camp Nou albo Premier League. Mimo to zapadła jasna decyzja: Barça nie zamierza wchodzić do licytacji o Kameruńczyka. Kluby z Anglii są w stanie realnie zbliżyć się do kwoty 30 milionów euro, a dla Barcelony Etta Eyong przestał być projektem "low-cost".
Kluczowa jest tu strategia na pozycję środkowego napastnika. Jeśli po 30 czerwca z klubem pożegna się Robert Lewandowski, jego następca ma być zawodnikiem gotowym do natychmiastowego wejścia na najwyższy poziom. W klubie są przekonani, że wówczas będzie dostępny limit płacowy na transfer topowy. Marzeniem pozostaje Julián Álvarez z Atlético Madrid, a inne nazwiska także są analizowane. W tej układance Etta Eyong wypadł już ze stołu – zarówno sportowo, jak i finansowo.
.png)
Komentarze (23)