Choć może wydawać się to zaskakujące, na portalu związanym z FC Barceloną znajdziecie również wypowiedzi partnerek piłkarzy. Jedna z najsłynniejszych, zwłaszcza w Polsce, Anna Lewandowska udzieliła wywiadu magazynowi Twój Styl, w którym opowiada o swoim mężu i o sobie.
[Twój Styl] Co jest dla ciebie najtrudniejsze w przenoszeniu się z miejsca na miejsce?
Z przenosinami nabieramy wprawy: mieszkaliśmy w Polsce, w Niemczech, teraz w Hiszpanii. Za granicą jesteśmy od 17 lat, przyzwyczaiłam się. Ale przy dzieciach przeprowadzka to twardszy orzech do zgryzienia. Nasze kalendarze są ułożone pod mecze Roberta i szkołę Klary. Jestem trzecia w kolejce, będę czwarta, kiedy do szkoły pójdzie Laura. Na wakacje wyjeżdżamy, gdy mogą mąż i starsza córka. Jeśli mam wtedy obowiązki zawodowe, zostawiam ich na parę dni, robię, co muszę, i wracam odpoczywać. Zobaczymy, jak będzie kiedyś. Robert zadeklarował, że gdy skończy karierę, zajmie się w wakacje dziećmi, a ja będę realizowała swoje projekty. Powiedziałam ze śmiechem, że nie chcę czekać, aż przestanie grać, żeby spełniać marzenia. I tak wszystko układam, żebym już teraz mogła to robić.
Świadomie kierujesz życiem zawodowym czy ta dojrzałość przekłada się też na relację z mężem, wychodzisz z cienia „Lewego”?
Wczoraj powiedziałam Robertowi: zapraszam cię na randkę, na kolację, żebyśmy w końcu spokojnie pogadali. Spytał, czy na randce będziemy rozmawiać o mnie, bo o różnych sprawach gadamy codziennie. Odpowiedziałam mu, że tak. Od 20 lat wszystko kręci się wokół gry w piłkę. Ostatnio poczułam, że ja też potrzebuję atencji najbliższych. Po prostu.
Nauczyłaś się egzekwować swoje prawa.
I wiem już, czego chcę, co jest dla mnie ważne. Rozmawiałam ze znajomą psycholożką, uznałyśmy, że nie możemy żyć w ciągłym przeświadczeniu, że nasze problemy to pikuś w porównaniu z problemami facetów. A nasza praca jest bzdetem w zestawieniu z ich pracą. Niby dlaczego? Od kiedy mieszkam w Barcelonie, żyję bardziej swoim życiem. Dawniej robiłam wiele rzeczy z myślą o Robercie, kończyłam studia dietetyczne dla Roberta, czytałam książki, żeby się dowiedzieć, jak jeszcze mogę mu pomóc. Nie przestałam go wspierać, ale poszłam po swoje. Na przykład pierwszy mecz w sezonie Robert grał tego samego dnia, gdy była pierwsza rocznica mojego studia Edan. Spytał: „Przyjedziesz na stadion?”. Jasne, że tak. Byłam tam, ale tylko przez pierwszą połowę, później pojechałam do studia. Nie zrezygnowałam z tego, co dla mnie ważne.
Kolejne fragmenty wywiadu można przeczytać na stronie magazynu Twój Styl - TUTAJ.
Komentarze (31)