Álvaro Arbeloa podczas konferencji prasowej po meczu Realu Madryt z Levante zabrał głos na temat gwizdów na Bernabéu. Trener Los Blancos szanuje krytykę związaną z występami zespołu, ale uważa, że ataki na Florentino Péreza to już efekt pewnej kampanii, ściśle wiążąc dobro klubu z osobą prezesa.
- Zawsze byłem osobą, która mocno szanowała i dalej będzie szanować Bernabéu. Mnie też często wygwizdywano i uważam, że aspekt, który czyni ten klub wielkim, to te wymagania naszej publiczności. Wiemy, jaki był ten tydzień, że to największy klub na świecie, który wymaga od ciebie maksimum, i o to prosi nas Bernabéu. Uważam, że zawsze musimy przyjmować dobrze te wymagania, ponieważ oni wiedzą, że możemy dać dużo więcej, że powinniśmy dawać dużo więcej, że musimy być na poziomie Realu Madryt. Oczywiście żadnych wyrzutów wobec kibiców. Wręcz przeciwnie, to my musimy spojrzeć na samych siebie i dawać dużo więcej niż daliśmy do tej pory.
Powtarzasz, że rozumiesz gwizdy, że to część wymagań Bernabéu. W pierwszej połowie było kilka sytuacji, gdy można było usłyszeć okrzyki nawołujące Florentino do dymisji. Czy te okrzyki też można uszanować, czy są niesprawiedliwe wobec prezesa?
- Cóż, posłuchaj, wiem, skąd pochodzą te gwizdy, wiem, skąd pochodzą te kampanie. Uważam, że gwizdy nie pochodzą od tych, co nie lubią Florentino, tylko od tych, co nie lubią Realu. Nie oszukają mnie. Wiem, skąd to wszystko pochodzi. Dla mnie to szczęście mieć prezesa, który moim zdaniem jest razem z Santiago Bernabéu najważniejszą osobą w historii tego klubu. Siedem Pucharów Europy. Myślę, że ma ponad 60 tytułów w piłce nożnej i koszykówce. Wszyscy madridiści jesteśmy świadomi tego szczęścia z posiadania Florentino jako prezesa ze względu na to, co zrobił dla klubu, i tego, skąd pochodzą i dlaczego pojawiają się gwizdy.
Komentarze (31)