Nie każdy, kto odchodzi, jest dla Barçy stratą

Piotr Guziński

17 stycznia 2026, 17:30

53 komentarze

Fot. Getty Images

Media rozpaliła wczorajsza informacja o zaskakującym odejściu Pedro “Dro” Fernándeza z Barcelony. Młody zawodnik nie wierzy w odniesienie sukcesu w zespole Hansiego Flicka, choć niemiecki szkoleniowiec obdarzył go zaufaniem i w młodym wieku Hiszpan regularnie przebywał w pobliżu pierwszej ekipy. Nowym klubem osiemnastolatka ma zostać PSG i tutaj również pojawiają się wątpliwości dotyczące regularnej gry we francuskim zespole. Można snuć domysły na temat powodów tej decyzji, ale dla mnie nie są one kluczowe. Samo odejście Pedro nie boli mnie ani sportowo, ani emocjonalnie. Historia La Masii aż nadto często pokazuje, że wyjście z tej bańki w młodym wieku kończy się dla talentów źle.

Niedawno przybliżałem historie największych talentów, które opuściły La Masię w ostatnich latach i tego, jak potoczył się ich los - teksty znajdziecie tutaj i tu. Nie potrzeba tutaj większej analizy, by zauważyć, że te historie zwykle kończyły się niepowodzeniami i rozczarowaniami, zwłaszcza, gdy spojrzy się na potencjał graczy i ich grę w akademii Barcelony. Nie wiem czy w przypadku Dro będzie podobnie, ale ten fakt i kilka innych skłaniają mnie do tego, by absolutnie nie przejmować się jego decyzją o opuszczeniu stolicy Katalonii. Ale o tym niżej.

Zaufanie Flicka to nie obietnica natychmiastowej kariery

Jeżeli ktoś ma zamiar użyć argumentu, że Pedro rozegrał w tym sezonie w pierwszej drużynie Barcelony zaledwie 150 minut, to ja zwrócę uwagę na ogromną konkurencję w ekipie Flicka. A przede wszystkim na fakt, że Fernández był tak naprawdę jedynym młodzikiem obdarzonym zaufaniem przez niemieckiego szkoleniowca - nie licząć oczywiście Lamine'a czy Cubarsíego.  Trenował regularnie z zespołem, dostawał powołania, a Hansi wyciągnął go już z juvenilu B. Większa liczba minut zapewne była kwestią czasu, szczególnie w nadchodzącej bardziej intensywnej drugiej części sezonu. Tutaj Dro nie wykazał się cierpliwością i nie kupuję tłumaczenia, że nie wierzy w odniesienie sukcesu w Barcelonie, zwłaszcza przy takim wyborze kolejnego zespołu. Jeśli ktoś wierzy, że łatwiej będzie mu przebić się w PSG niż w Barcelonie Hansiego Flicka, to albo wierzy w bajki, albo w to, że logo klubu załatwia rozwój za piłkarza. Inaczej bym na to spojrzał przy wyborze zespołu, który na pewno zapewniły Fernándezowi regularne minuty i możliwość rozwoju, jak w przypadku Mallorki u Jana Virgiliego.

Do tego jeśli ktoś liczy na to, że w wieku 18 lat będzie pełnił ważną rolę w tak silnym zespole jak Barcelona i to już w najmłodszej kadrze w LaLidze, to, niestety, ale pozostaje życzyć powodzenia gdzie indziej. Nie dziwię się, że Hansi jest w tym momencie wkurzony. Bo o zaufaniu nie świadczą minuty rozegrane w połowie sezonu - zaufanie trenera to proces i wiara w talent Pedro, która przyszła na wczesnym etapie - sekcji U-18, co zdarza się bardzo rzadko.

Ten sam agent, te same kierunki, te same pytania

Nie sposób pisać o odejściu Pedro bez wspomnienia o tym, kto jest jego agentem. Ivan de la Peña reprezentuje interesy nie tylko Dro, ale też samego Luisa Enrique. Jakby tego było za mało, to możemy spojrzeć na pozostałych jego klientów - Erica Garcíę, Gaviego, Arnau Tenasa, Adrię Bernabe. Eric z La Masii odszedł do Manchesteru City i wrócił dopiero po kilku latach. A nie tak dawno obrońca był łączony z transferem do PSG.

Niewiele osób pewnie pamięta, ale Gavi na etapie cadete A był o krok od odejścia z Blaugrany do Manchesteru, jednak zatrzymał go wtedy zdrowy rozsądek (zapewne) i przede wszystkim interwencja Patricka Kluiverta, który przekonał go do pozostania. W kolejnych latach pojawiły się jednak komplikacje z przedłużeniem jego umowy i dochodzące do tego również pogłoski o opuszczeniu Barçy z ofertą z... Paris-Saint Germain. Adria Bernabe w 2018 roku też odszedł do City jako jeden z największych talentów akademii, a Arnau Tenas w 2023 roku również zamienił Barcelonę na Paryż. Trudno nie zauważyć pewnego schematu w decyzjach zawodników reprezentowanych przez Ivana de la Peñę. Wszystko to układa się w logiczną całość, gdzie priorytety nie zawsze pokrywają się z długofalowym rozwojem zawodnika, lecz bardziej z konkretnym zyskiem dla agenta.

Jedni odchodzą, inni czekają na telefon od Flicka

W tej sytuacji warto też spojrzeć na zawodników Barcelony, którzy wciąż czekają na swoją kolej. Przede wszystkim na kuzynów Fernández, zwłaszcza Toniego, który już zdążył otrzymać minuty w pierwszej drużynie.

Największą uwagę należy jednak skierować na Ebrimę Tunkarę. Według najnowszych doniesień hiszpańskich mediów ma on podpisać profesjonalny kontrakt z Barceloną po ukończeniu 16. roku życia. I nie jest to przypadek. Dla mnie Tunkara to obecnie największy talent w La Masii i zawodnik, który potencjałem i możliwościami wyraźnie przewyższa Pedro i innych graczy. Nie o jeden poziom – o kilka. Wszystko wskazuje na to, że to właśnie na niego klub będzie chciał postawić w najbliższych latach. Nie zdziwi mnie, jeśli Ebrima zadebiutuje u Hansiego Flicka już w przyszłym sezonie. To profil, który potrafi łamać schematy, a przy tym lepiej pasuje do obecnej wizji drużyny niż Dro. Więcej na temat Tunkary i jego profilu możecie przeczytać w tym artykule oraz tutaj.

Dlatego uważam, że w przypadku Pedro Fernándeza Barcelona nie traci zawodnika, którego za chwilę będzie żałować. Traci jedynie kolejny talent, który nie chciał czekać, a takich historii w ostatnich latach mieliśmy wiele i większość kibiców zdaje sobie sprawę, jak się one kończyły. Czas oczywiście pokaże, czy PSG będzie drogą na skróty, czy tylko kolejnym przystankiem w długiej podróży poza światłem reflektorów. Ja w tym ruchu widzę jednak więcej ryzyka niż odwagi.

REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (53)

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.
Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze
« Powrót do wszystkich komentarzy