FC Barcelona pokonała 2:0 Racing Santander i awansowała do ćwierćfinału Pucharu Króla. Co możemy wyróżnić po tym meczu?
1. Jeden Marc naraz wystarczy
Hansi Flick dał wczoraj odpocząć Pedriemu, zaś Frenkie de Jong pauzował za czerwoną kartkę otrzymaną w finale Superpucharu Hiszpanii. Za głębokie rozegranie odpowiadała para Marc Bernal, Marc Casadó. Wyszło... nie najlepiej. Barcelona prowadzona przez ten duet, wspomagany przez Daniego Olmo, grała sennie, przez całą pierwszą połowę oddając zaledwie jeden celny strzał na bramkę rywala, mimo posiadania piłki na poziomie ponad 80%. Zawodnicy Barçy wymienili między sobą ponad 300 podań, ale nie przekładały się one na korzystne sytuacje. Po godzinie gry na boisku pojawił się Fermín López i od razu pokazał kolegom, jak to się robi, świetnie znajdując Ferrana Torresa. Gdy kilka minut później dołączył do niego Pedri, Blaugrana raz po raz kreowała dogodne sytuacje do zdobycia kolejnej bramki i zamknięcia meczu. Wydaje się, że Bernal/Casadó powinni towarzyszyć Pedriemu/De Jongowi, a nie ich zastępować.
2. Joan García znów na posterunku
Powoli kończą się nam sposoby na powtarzanie tego samego wniosku innymi słowami. Tym razem będzie zatem krótko - to dzięki bramkarzowi Barça uniknęła wczoraj konieczności rozgrywania dogrywki. Zresztą, sami zobaczcie jego interwencję w 94. minucie meczu. Posiadanie tak dysponowanego golkipera to prawdziwy skarb dla zespołu.
3. Spóźnione prezenty
Święta już dawno za nami, a Gerard Martín oraz Pau Cubarsí w dalszym ciągu rozdają rywalom prezenty. Po zmianie zestawienia środka obrony w Superpucharze Hiszpanii, w Santander znów mogliśmy oglądać autorski duet Hansiego Flicka. Podsumowaniem ich gry może być właśnie akcja, w której Barçę musiał ratować bramkarz: najpierw Cubarsí (który wcześniej rozgrywał bardzo dobry mecz) podał piłkę do rywala, a następnie Martín wyraźnie złamał linię spalonego (i niestety nie było to jego pierwsze nieudane zagranie). Nawet Joan García nie jest nieomylny i jeżeli takie błędy będą się powtarzać, to Barça prędzej czy później za nie zapłaci. Znalezienie optymalnego zestawienia defensywy to w dalszym ciągu najpilniejsze zadanie dla Hansiego Flicka.
4. Bez przeglądu kadry
Pierwsze rundy Pucharu Króla tradycyjnie były okazją do poznania kilku zawodników z drużyny rezerw. Już jednak z Guadalajarą z mniej znanych nazwisk mogliśmy oglądać tylko Jofre Torrentsa, i tak już będącego w dynamice pierwszego zespołu. Hansi Flick ewidentnie traktuje nawet niżej notowanych rywali śmiertelnie poważnie - w przeciwieństwie do Álvaro Arbeloi, Niemiec zabrał na pucharowy mecz wszystkich najlepszych zawodników. Choć pierwszy skład nie był może najmocniejszy (ale i warto odnotować choćby występ pierwszego bramkarza, Joana Garcíi), to ostatecznie zobaczyliśmy na boisku także Lewandowskiego, Fermína, Pedriego czy Raphinhę. W kolejnej rundzie Barça może zmierzyć się tylko z jednym rywalem spoza Primera División, czyli z... pogromcami Realu Madryt, Albacete. Trudno spodziewać się, żebyśmy zobaczyli w ćwierćfinale jakiegoś debiutanta, skoro szkoleniowiec Barçy nie zdecydował się go posłać do boju we wcześniejszych rundach. Szkoda, że przy rotacjach w linii pomocy urazu doznał Dro Fernández.
5. Widzimy się w przyszłym sezonie
Wszystko, co najgorsze w Santander wydarzyło się przed meczem - była to okropna ulewa, która spowodowała opóźnienie w jego rozpoczęciu. Później zaś można było zapomnieć, że oglądamy starcie z drużyną z niższej klasy rozgrywkowej. Racing grał odważniej niż wiele zespołów z Primera División, kreował sytuacje, a mimo niekiedy twardych wejść, piłkarzom z Kantabrii nie sposób zarzucić jakiejs złośliwości. O atmosferę zadbali zaś żywiołowo dopingujący zespół kibice zgromadzeni na El Sardinero. Miejmy nadzieję, że Barça wróci na północ Hiszpanii w przyszłym sezonie, tym razem już w ramach ligowego meczu - dla takich ekip jak Racing, powinno być miejsce w LaLidze.
Komentarze (48)